Premier Ontario chce przyjechać do Polski

Doug Ford / twitter.com/fordnation

  

Premier kanadyjskiej prowincji Ontario, konserwatysta Doug Ford, wyraził w chęć odwiedzenia Polski w celu wzmocnienia wymiany handlowej i więzi gospodarczych. Deklaracja padła podczas czwartkowego spotkania z marszałkiem Senatu Stanisławem Karczewskim i delegacją izby w Toronto.

Ford przemawiał podczas przyjęcia w parlamencie Ontario z okazji 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości, po spotkaniu z polską delegacją.

- Wymiana handlowa między Ontario a Polską wynosi około 970 mln dolarów (kanadyjskich - PAP) rocznie, na poziomie całego kraju to zdaje się 2,7 mld dolarów. (...) Jest wiele możliwości na zwiększenie tego handlu między Polską a Ontario i całą Kanadą, czy mówimy o górnictwie, leśnictwie, czy o przemyśle wytwórczym - mówił - To fantastyczna szansa.

Dodał, że obiecał przyjechać do Polski z wizytą, "bo naprawdę czuję prawdziwą więź z polską społecznością". Jak zaznaczył, w Ontario mieszka ponad pół miliona Polaków, a pierwsi przybyli na teren obecnej prowincji 260 lat temu.

To kawał czasu i chcę wam podziękować - za wasz wkład, za waszą kulturę, wasz zmysł do biznesu

- powiedział.

Marszałek Karczewski również zapewniał, że współpraca między Polską a Kanadą "może być większa, bardziej dynamiczna, i o to musimy wspólnie zadbać", a jako szczególnie obiecujący wymienił obszar naukowy i wymiany studentów oraz turystykę.

Jak powiedział członek polskiej delegacji senator PO Piotr Florek, rozmowy o szkolnictwie wyższym dotyczyły zwłaszcza popularnych wśród kanadyjskich studentów studiów medycznych w Polsce i konieczności odbycia rezydentury ponownie po powrocie do Kanady. - W tym temacie mamy obiecane, że problem będzie analizowany - powiedział.

Według senatora PiS Aleksandra Bobko konkretnym owocem spotkania z władzami Ontario "jest na pewno zapowiedź wizyty pana premiera Ontario w Polsce i jego słowa, powiedziane z determinacją, o chęci rozwoju i zwiększenia współpracy gospodarczej między Ontario a Polską".

Odnosząc się do całej wizyty, senator przyznał, że w trakcie spotkań z politykami kanadyjskimi w Ottawie padło pytanie o stan demokracji w Polsce w kontekście zmian w ustawach o sądownictwie.

Ja mogę mówić tylko, że na pewno ten rząd dba o wizerunek Polski i te ataki, które mówią o tym, że w Polsce jest zagrożona demokracja, praworządność, są po prostu niesprawiedliwe.

Bobko dodał, że dla całej delegacji wizyta w Kanadzie była "niezwykle wzruszająca" ze względu na zaangażowanie Polonii. - Ja to odbieram jako zobowiązanie dla nas, dla polityków, dla ludzi w życiu publicznym w Polsce, żeby dbać o rozwój Polski, dobre imię Polski - powiedział.

Organizatorem czwartkowego przyjęcia w parlamencie Ontario był Konsul Generalny RP w Toronto Krzysztof Grzelczyk oraz deputowani Natalia Kusendova, Kinga Surma i Tom Rakocevic. Oprócz gości z Polski oraz członków partii rządzącej i opozycji w parlamencie prowincji, w uroczystości udział wzięli m.in. przedstawiciele organizacji polonijnych i polscy kombatanci w Toronto.

Wcześniej w czwartek polska delegacja odwiedziła Dom Opieki Wawel Villa i Muzeum im. Bolesława Orlińskiego oraz złożyła wieniec pod Pomnikiem Katyńskim w Toronto i tablicą smoleńską. Na piątek, ostatni dzień pobytu, zaplanowane są spotkania z Polonią w Hamilton oraz w Niagara-on-the-Lake, złożenie wieńca na tzw. Cmentarzu Hallerczyków oraz wizyta w Muzeum Historycznym. Jest tam wystawa poświęcona Obozowi Kościuszki, w którym w latach 1917-19 przeszkolono ponad 20 tys. Hallerczyków.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Dorota Kania UJAWNIA: Kim naprawdę jest znany pisarz Vincent V. Severski?

zdjęcie ilustracyjne / Filip Błażejowski/Gazeta Polska

  

Autor powieści szpiegowskich. Ekspert. Celebryta. I jednocześnie pochodzący z resortowej rodziny esbek ścigający opozycję w latach 80. Tak najkrócej można scharakteryzować Vincenta V. Severskiego, a właściwie Włodzimierza Sokołowskiego, używającego pseudonimu, którym posługiwał się w komunistycznej bezpiece. Kulisy resortowej przeszłości niezwykle popularnego w ostatnim czasie pisarza ujawniła w najnowszym odcinku programu „Koniec Systemu” Dorota Kania.

W rozmowie z Dorotą Kania, specjalista ds. służb specjalnych, Piotr Woyciechowski zwrócił uwagę, że autor popularnych ostatnio powieści szpiegowskich to w rzeczywistości pochodzący z resortowej rodziny esbek ścigający opozycję w latach 80.  
 
Co ciekawe, przez wiele lat na temat Vincenta V. Severskiego niewiele było wiadomo. Pytany, dlaczego przez tyle lat, tak trudno było dotrzeć do jego akt, Piotr Woyciechowski tłumaczy, że ma to związek z informacjami pochodzącymi ze zbioru zastrzeżonego.

- Jest to dyskusja o zbiorze zastrzeżonym i jego funkcji, które pełnił w strukturze III RP – jako pewien rodzaj polisy ubezpieczeniowej. (…) Ta funkcja na szczęście się skończyła w ubiegłym roku, w wyniku noweli, dzięki której ostatecznie zlikwidowano tę instytucję. IPN nie prowadzi osobnego zbioru archiwaliów po organach bezpieczeństwa państwa komunistycznego. One podlegają teraz ujawnieniu i badaniom przez historyków. Pracowałem w jednostce cywilnej, w wyodrębnionym gabinecie ministra Antoniego Macierewicza. Wtedy oczywiście te zbiory były zastrzeżone. Nie mieliśmy dostępu do tych materiałów, które sukcesywnie były wyodrębniane ze zbioru zastrzeżonego – już od roku 2006/2007, kiedy śp. Janusz Kurtyka rozpoczął ten proces. Jeżeli mieliśmy dostęp to jedynie do fragmentarycznych treści dotyczących głównie protokołów zniszczeń. Jeżeli chodzi o teczki pracowników zewnętrznych, funkcjonariuszy SB piony wywiadowczego, to były one przed nami niestety zamknięte - mówił na antenie Telewizji Republika Piotr Woyciechowski.  

W dalszej części rozmowy Woyciechowski mówi wprost, że jednostka, w której działał Severski, a właściwie Włodzimierz Sokołowski pełniła rolę policji politycznej. Pracę zaczął w 1982 r. w Wydziale XI Dep. I MSW (dywersji ideologicznej).

- Zło czy też ferment, który Włodzimierz Sokołowski wprowadza do przestrzeni opinii publicznej swoją twórczością, to jest założycielskie kłamstwo, które polega na tym, że departament pierwszy był wyodrębnioną służbą, która [...] nawet stawała w niektórych momentach w opozycji do Związku Sowieckiego. W tej zakłamanej twórczości pojawiają się dwie postaci – najbardziej płodne byłych funkcjonariuszy. Jest to Włodzimierz Sokołowski oraz płk. Piotr Wroński. Są to koledzy, którzy być może nawet przy jednym biurku siedzieli. Różnica między nimi jest taka, że płk. Wroński swoją twórczością przyznaje, że służył w aparacie represji państwa komunistycznego w istocie zbrodniczej organizacji. Natomiast Włodzimierz Sokołowski mówi: „Nie, ja służyłem w wyidealizowanej jednostce, która zawsze broniła państwa polskiego” - wyjaśnia Piotr Woyciechowski.  

W rozmowie z Dorotą Kanią Woyciechowski dzieli się swoimi ustaleniami na temat tak długo skrywanej przeszłości Włodzimierza Sokołowskiego, w tym do danych na temat jego rodziców.

 - Dotarłem do tych materiałów. Ojciec Włodzimierza – Aleksy Sokołowski - to jest czysty Sowiet. Wiemy, że po zakończeniu operacji Ostrej Bramy, kiedy zaaresztowano żołnierzy AK i wywieziono ich na Wschód do Łagrów rozpoczyna się jego niesamowicie aktywna kariera. Sowiet – to określenie oczywiście umowne, które ma symbolizować to, że był on gorliwym komunistą i był opisywany w dokumentach wojskowych jako człowiek absolutnie lojalny wobec Związku Sowieckiego. Nie wiadomo co Aleksy robił w czasach działań bojowych w Wilnie. Na ten temat nie mamy wiedzy. Jednak wiemy, że po zakończeniu działań od 1945 roku bardzo szybką ścieżkę awansu otrzymuje w Ludowym Wojsku Polskim jako młody żołnierz. Był szefem wojsk chemicznych w śląskim okręgu wojskowym. W latach 70’ był szefem Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Chemicznych. W czasie stanu wojennego jako lojalny członek partii zostaje komisarzem kilku zakładów przemysłowych w Warszawie, a następnie Urzędu Wojewódzkiego w Skierniewicach. To właśnie w stanie wojennym, kiedy Aleksy Sokołowski jest komisarzem jego syn Włodzimierz wstępuje do służb bezpieczeństwa. Problem polega na tym, że ten rodzaj nepotyzmu jest całkowicie transparentny dla Rosjan. Ci ludzi są całkowicie przezroczyści dla Rosjan. Ta funkcjonalność oparcia służb na układzie rodzinnym nie zabezpiecza konspiracji, hermetyczności tego środowiska. Wszystko dlatego, że ojcowie tych funkcjonariuszy, którzy wstąpili w latach 80’ są doskonale znani Rosjanom – mówił na antenie Telewizji Republika Piotr Woyciechowski.  

Więcej na temat tajemnic wokół postaci Vincenta V. Severskiego w artykule Doroty Kani, w najnowszym numerze tygodnika „Gazeta Polska”.

[polecam:http://niezalezna.pl/245481-nowy-numer-tygodnika-gazeta-polska-a-w-nim-specjalny-dodatek]

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, Telewizja Republika, Gazeta Polska

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl