Skąd się wzięło oszczerstwo o "polskich obozach"? Historyk IPN ujawnia, kto stał za cynicznym kłamstwem

/ / FLICKR/RYARWOOD/CC BY-SA 2.0

  

Określenie "polskie obozy koncentracyjne” ukazało się po raz pierwszy w latach 50. w jednej z niemieckich publikacji prasowych; to była taka próba sprawdzenia reakcji - powiedziała historyk IPN dr Anna Jagodzińska.

Historyk wskazała, że określenie "polskie obozy koncentracyjne" miało służyć sprawdzeniu reakcji, jakie wywoła takie sformułowanie. Jagodzińska wyjaśniła, że taka była celowa polityka historyczna Konrada Adenauera (pierwszego kanclerza RFN - PAP), zaplanowana na lata.

I oceniła: "To się udało Niemcom".

Zwróciła także uwagę na stopniowe zmienianie przez Niemców narracji dotyczącej II wojny światowej i zbrodni, których się dopuścili.

- Od wielu lat spotykam się w publikacjach z nazewnictwem "hitlerowskie", "nazistowskie", właściwie jakby powoli zostało wyeliminowane określenie "Niemcy", "niemieckie" - zaznaczyła Jagodzińska.

Historyk przyznała jednocześnie, że nikt się nie spodziewał, że określenie "polskie obozy koncentracyjne" będzie wykorzystywane coraz częściej i że ostatecznie utrwali się pojęcie "naziści" zamiast "Niemcy".

Jak podkreśliła, zmiana tych akcentów stoi w sprzeczności z historycznymi faktami.

- Kiedyś moja znajoma, mieszkanka Warszawy powiedziała: "wiesz, jak jeździły tramwaje w Warszawie w czasie okupacji, to napis w tramwajach brzmiał: "Nur für Deutsche", a nie "Nur für Nazi" - przypomniała historyk i stwierdziła, że "właściwie ona w tych słowach powiedziała wszystko".

Jagodzińska wskazała także, że po 1990 roku polityka historyczna Niemiec poszła w kierunku pokazania młodzieży niemieckiej, że Niemcy to wielkie i silne państwo, gdzie "przypominanie o niemieckich obozach, o niemieckim ludobójstwie jest zabiegiem niepotrzebnym: "trzeba przestać o tym mówić, to już było".

Historyk przyznała także, że dużym zaskoczeniem był dla niej fakt pominięcia więzienia Polaków w KL Dachau podczas oficjalnych obchodów 70. rocznicy wyzwolenia tego obozu koncentracyjnego.

"W 70. rocznicę przedstawiciele państwa niemieckiego podczas uroczystego otwarcia i przemówień nigdy nie wymienili, że tutaj więźniami byli Polacy" - powiedziała i dodała, że w KL Dachau najwięcej zginęło właśnie Polaków.

Jak relacjonowała: "Wymieniano Sinti (grupa pokrewna Romom – PAP), wymieniani byli obywatele żydowscy, Cyganie i inni więźniowie". Jagodzińska przyznała, że pominięcie polskich ofiar obozu było to dla niej wielkim zaskoczeniem.

"Ale nie tylko dla mnie, ale dla Polaków, dla byłych więźniów, ponieważ ich było chyba wówczas trzech, trzech więźniów przyjechało i im było bardzo przykro, stwierdzili: "tak, jakby nas nie było".

Jagodzińska przypomniała także, że "w Dachau do 1970 roku nie było żadnej informacji, że co trzeci z zamordowanych tutaj był Polakiem".

Historyk zwróciła również uwagę na to, że "Dachau było miejscem uwięzienia prawie 3 tysięcy księży - to było takie centralne miejsce, w którym polskich księży było 1780, połowa z nich została zamordowana".

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Protest w Sejmie ma drugie dno. Tarczyński: To element dywersji. Sabotaż przeciwko Polsce

/ Tomasz Hamrat/Gazeta Polska

  

Dziś w Sejmie działy się iście dantejskie sceny, o czym już informowaliśmy. Tymczasem w rozmowie z portalem niezalezna.pl poseł PiS Dominik Tarczyński zwraca uwagę na drugie dno całej sprawy i skutki wykorzystywania do politycznej rozgrywki protestujących w Sejmie osób. Podkreśla on, że sytuacja jest niezwykle groźna, zwłaszcza, że w dniach w25-28 maja to własnie Sejm i Senat będą gospodarzami Wiosennej Sesji ZP NATO. „ Grupa protestujących, która jest wykorzystywana politycznie przez opozycję ma świadomość tego, że szkodzi bezpieczeństwu Polaków. To nie są żarty” - mówi poseł Tarczyński.

W stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości i w 550. rocznicę Parlamentaryzmu Rzeczypospolitej, gmach przy Wiejskiej będzie miejscem kluczowych rozmów na temat najpoważniejszych wyzwań dotyczących obronności. Dziś okoliczności związane z organizacją szczytu parlamentarnego NATO próbowali wykorzystywać protestujący w Sejmie.

Jak już informowaliśmy, Straż Marszałkowska uniemożliwiła protestującym w Sejmie wywieszenie za oknem budynku transparentu informującego o prowadzonym przez nich proteście. Wywołało to ogromne oburzenie protestujących oraz sympatyzujących z nimi polityków „totalnej opozycji”. W trakcie krótkiego briefingu prasowego jedna z uczestniczek protestu skierowała kilka słów bezpośrednio do premiera Morawieckiego. „Pana dni są już chyba policzone” - grzmiała.
 
CZYTAJ WIĘCEJ: Koniec udawania. Maski opadły! Ta wypowiedź jednej z protestujących nie pozostawia żadnych złudzeń
 

Nie obyło się również bez epizodów dość... komicznych. Liderka sejmowego protestu Iwona Hartwich krzyczała do Straży Marszałkowskiej: „Proszę wyjść stąd! Tu jest nasza kuchnia! Proszę wyjść stąd!”.

CZYTAJ WIĘCEJ: Ale o co chodzi? Hartwich do Straży Marszałkowskiej: „Proszę wyjść stąd! Tu jest nasza kuchnia!”
 
Tymczasem poseł PiS Dominik Tarczyński w rozmowie z portalem niezalezna.pl podkreśla, że sytuacja wbrew pozorom jest bardzo poważna. Polityk nie ma wątpliwości, że protest rozgrywany jest przez polityków „totalnej opozycji” politycznie, co w związku ze szczytem parlamentarnym NATO w gmachu Sejmu jest niezwykle niebezpieczne.

- W mojej ocenie takie budowanie fałszywego wyobrażenia o Polsce jest realnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa 40 milionów Polaków. Grupa protestujących, która jest wykorzystywana politycznie przez opozycję ma świadomość tego, że szkodzi bezpieczeństwu Polaków. To nie są żarty. To już nie jest wewnętrzna gra polityczna niezrzeszonej posłanki Scheuring-Wielgus, ale chodzi o bezpieczeństwo całego narodu. To nie są słowa na wyrost. Budowanie fałszywego wyobrażenia o Polsce w trakcie szczytu parlamentarnego NATO to jest realne zagrożenie. W mojej ocenie te osoby powinny zastanowić się nad tym, jaka jest ich rola w historii Polski i w momencie, który jest bardzo, bardzo wyjątkowy. Moim zdaniem to rozgrywanie polityczne przekroczyło już granice i powinniśmy zareagować – mówi portalowi niezalezna.pl poseł Tarczyński.

Pytany o to, skąd uczestnicy rzekomo oddolnego, spontanicznego i apolitycznego protestu mają do dyspozycji takie zaplecze promocyjno-marketingowe, jak choćby koszulki, naklejki, czy właśnie baner, o który dziś toczył się w Sejmie tak zacięty bój Iwony Hartwich, poseł Tarczyński nie ma wątpliwości, że wszystko nosi znamiona zorganizowanych działań.

 - To element pewnego rodzaju element dywersji. Jest to pewnego rodzaju sabotaż przeciwko Polsce. Osoby niepełnosprawne są wykorzystywane przez posłankę Scheuring-Wielgus, oraz przez resztę tych, którzy najpierw głosują za aborcją dzieci chorych, a teraz te urodzone dzieci chore chcą wykorzystywać. Obrzydliwe, cyniczne, antypolskie i tutaj chcę to podkreślić, ponieważ trzeba obserwować, jakie będą skutki budowania fałszywego wizerunku Polski. To jest bardzo niebezpieczne i nie do przyjęcia – mówi poseł Dominik Tarczyński.

Źródło: niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl