W lutym 2023 roku Budapesztem wstrząsnęła seria brutalnych ataków, jakich dopuścili się aktywiści niemieckiej skrajnie lewicowej bojówki "Gang Młotów" (niem. Hammerbande), znanej również jako Antifa - Wschód. Napady ekstremistów motywowane były ideologicznie, a modus operandi sprawców był wyjątkowo odrażający: ofiary, które w oczach lewicowych bojówkarzy uznane zostały za osoby o poglądach "prawicowych" i "wyglądały jak neonaziści", atakowane były od tyłu. Zadawano im ciosy pałkami, metalowymi prętami inną bronią. Napaści spowodowały powszechne oburzenie, ponieważ ofiary lewicowych ekstremistów doznały obrażeń głowy oraz złamań kości, a niektóre z ofiar były okładane nawet wówczas, gdy bezbronne leżały na ziemi. Obrażenia, jakie zadali antifiarze, według oceny śledczych mogły zagrażać życiu zaatakowanych. W atakach miało brać udział około 20 niemieckich oraz kilku zagranicznych ekstremistów lewicowych. Wskutek ich ataków obrażenia doznało dziewięć osób. Cztery zostały ciężko ranne.
Maja T. został aresztowany w Berlinie w 2023 roku. Udowodniono mu, że na Węgry przyjechał wyraźnie w celu przeprowadzania aktów przemocy motywowanej politycznie i ideologicznie. W czerwcu 2024 nastąpiła ekstradycja mężczyzny na Węgry, zaś blisko trzy lata od brutalnych zajść, w których był napastnikiem, zapadł wyrok, skazujący go na osiem lat odsiadki za spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu oraz za udział w organizacji przestępczej. Sędzia Josef Sós nie zgodził się na wydanie wyroku w zawieszeniu - w jego ocenie nie pozwalała na sto skala przemocy.
Furia europejskiej lewicy
Skazanie Mai T. wywołało szereg ostrych reakcji ze strony europejskiej lewicy. Sprawa od początku była silnie nacechowana politycznie - choćby dlatego, że jako członek Gangu Młota, dokonujący napaści na węgierskich obywateli, została zidentyfikowana włoska europoseł Ilaria Salis. Co oburzające, kobieta nie stanęła jednak przed wymiarem sprawiedliwości. Ochronił ją przed tym immunitet, który gwarantowany jest deputowanym Parlamentu Europejskiego. Co jeszcze bardziej zdumiewające, Salis została aresztowana przez węgierską policję w 2023 roku i spędziła rok w areszcie, a następnie została przeniesiona do aresztu domowego, zaś mandat do PE - a co za tym idzie, również nietykalność - zdobyła w międzyczasie. Wniosek węgierskiego sądu, by uchylić jej immunitet europoselski, przepadł w tajnym głosowaniu. O "sukcesie" lewicowej ekstremistki zdecydował zaledwie jeden głos.
Salis nie omieszkała zabrać głosu jeszcze przed skazaniem kolegi z gangu. Węgry nazwała krajem, gdzie "antyfaszyzm jest uważany za akt terroryzmu", zaś jako inicjatora całego postępowania wskazała "skrajnie prawicowy" rząd Victora Orbána.
Proces przeciwko Mai i Gabriemu – podobnie jak przeciwko wszystkim antyfaszystom – to proces pokazowy. Nie ma co do tego wątpliwości. To kafkowska scena, na której rozgrywa się żałosny spektakl przykładnej kary, jaką reżim wymierza swoim wrogom
– dramatyzowała zza bezpiecznego immunitetu Salis.
Non mi aspetto buone notizie dalla sentenza su Maja T. e Gabriele M., prevista per oggi.
— Ilaria Salis (@SalisIlaria) February 4, 2026
In un Paese dove l’antifascismo è considerato terrorismo, dove il capo del governo rivendica apertamente il carattere di “democrazia illiberale” del proprio sistema politico, dove il… pic.twitter.com/8j0E4UWZsH
W podobnym tonie gardłowały środowiska lewicowe w Niemczech, które również domagały się powrotu Mai T. do Niemiec, gdzie miałby być poddany "sprawiedliwemu procesowi". Jak donosi "Süddeutsche Zeitung", na ulice kilku niemieckich miast wylegli lewicowi aktywiści, by w środowy wieczór protestować przeciwko wyrokowi,
Według policji w Berlinie około 550 demonstrantów zebrało się w dzielnicy Kreuzberg, po czym przemaszerowało w kierunku Friedrichshain. Protestujący ze środowiska lewicowego zorganizowali również wiece w Hamburgu, Dreźnie, Erfurcie, Fryburgu, Norymberdze, Kilonii, Poczdamie i Lipsku, gdzie policja oszacowała udział około 500 osób
– przekazał dziennik.
Niemiecka partia Die Linke, której przedstawiciele zasiadają w Bundestagu, nazwała wyrok "druzgocącym aktem oskarżenia pod adresem niezależności węgierskiego wymiaru sprawiedliwości". Stwierdziła również, że Mai T. należy się "zadośćuczynienie za nieludzkie warunki więzienne" w węgierskim areszcie, nieprzystosowanym do więzienia osób "niebinarnych".
Rząd niemiecki ma obowiązek wobec Mai T.: minister spraw zagranicznych Wadephul musi stanowczo domagać się natychmiastowego powrotu Mai T. do Niemiec
– skomentował Luke Hoß, deputowany do Bundestagu z ramienia Die Linke.
„8 Jahre Zuchthaus: Dieses Urteil ist ein Armutszeugnis für die Unabhängigkeit der ungarischen Justiz. Ob #Maja T. die vorgeworfenen Taten wirklich begangen hat, wurde in diesem politischen Propaganda-Prozess nicht nachgewiesen. Ein erneutes und faires Verfahren in Deutschland…
— Die Linke im Bundestag (@dielinkebt) February 4, 2026
Lewica w Parlamencie Europejskim poszła jeszcze dalej. Brutalne ataki Gangu Młota nazwała "demokratycznym obowiązkiem".
Antyfaszyzm nie jest terroryzmem, jest demokratycznym obowiązkiem
– przekazali na X jej przedstawiciele.
Maja is 24, non-binary, anti-fascist, and today they have been sentenced to 8 years in prison in Hungary.
— The Left in the European Parliament (@Left_EU) February 4, 2026
Anti-fascism is not terrorism, it is a democratic duty.
We stand with Maja and with everyone across Europe who refuses to be silenced.
🔗https://t.co/LoJjaDLOo6 pic.twitter.com/2pMmjLepc4
Policja na terenie całych Niemiec przestrzegła swoich funkcjonariuszy przed ewentualnymi zamieszkami, a także przed przestępstwami odwetowymi, podpaleniami i atakami na węgierskie placówki dyplomatyczne.
Dzień Honoru: kontrowersyjna rocznica
Seria ataków została przeprowadzona z okazji "Dnia Honoru", która to rocznica upamiętnia skuteczne przerwanie oblężenia Budapesztu, okupowanego przez wojska sowieckie. Rocznica ta jest niezwykle problematyczna, ponieważ operacji tej dokonali niemieccy żołnierze z Waffen-SS wraz z oddziałami węgierskimi (Węgry w czasie II wojny światowej ostatecznie przystały do Państw Osi). Status tej rocznicy jest dość dyskusyjny: z jednej strony jest ona pretekstem do zgromadzenia się i wspólnego świętowania grup uważanych za neonazistowskie, z drugiej - rząd Viktora Orbána patrzy przez palce na nią oraz na towarzyszące jej zgromadzenie, nie negując skomplikowanej oraz niejednoznacznej historii Węgier w trakcie II wojny światowej.