Republikański senator Lindsey Graham, znany z twardej postawy wobec Iranu, wystosował jednoznaczne ostrzeżenie pod adresem teherańskiego reżimu.
W wywiadzie wezwał władze Iranu do zaprzestania prześladowań uczestników trwających od 11 dni protestów i poważnego potraktowania gróźb ze strony byłego prezydenta USA, Donalda Trumpa. Graham zagroził, że dalsze stosowanie przemocy wobec demonstrantów spotka się z ostateczną odpowiedzią.
"Uprzedzam ajatollahów: jeżeli będziecie zabijać swoich ludzi, domagających się lepszego życia, Donald Trump was zabije" - powiedział senator.
W rozmowie z dziennikarzami Graham stwierdził również, że Iran stoi u progu "największej zmiany w historii Bliskiego Wschodu", która zmiecie "nazistowski reżim". "Pomoc dla narodu irańskiego jest już w drodze" – dodał, nie precyzując, jaką formę miałaby przyjąć. Wcześniej, w mediach społecznościowych, senator pisał o osłabieniu Iranu dzięki polityce Trumpa, określając rządzących jako "religijnych nazistów" i parafrazując hasło wyborcze byłego prezydenta, stwierdził: "Czas uczynić Iran znów wielkim".
Głos Donalda Trumpa i reakcja Teheranu
Były prezydent Donald Trump już 2 stycznia za pośrednictwem swojej platformy Truth Social zapewnił o wsparciu dla protestujących. Ostrzegł, że jeśli władze w Teheranie będą nadal w brutalny sposób zabijać uczestników pokojowych manifestacji, Stany Zjednoczone "przyjdą im na ratunek". W swoim wpisie użył także sformułowania "jesteśmy przygotowani do strzału i gotowi do działania).
Groźby te wywołały ostrą reakcję ze strony irańskich oficjeli. Najwyższy przywódca Iranu, ajatollah Ali Chamenei, przyznał, że żądania protestujących są słuszne, ale zapowiedział, że zamieszki nie będą tolerowane. Z kolei inni przedstawiciele reżimu zagrozili, że jakakolwiek zewnętrzna ingerencja przekształci amerykańskie siły i bazy w regionie w "uzasadnione cele".
Tło i przebieg protestów
Irańskie protesty wybuchły 28 grudnia 2025 roku, początkowo jako strajk kupców i właścicieli sklepów związany z gwałtownym spadkiem wartości riala i pogarszającą się sytuacją ekonomiczną. Manifestacje szybko rozprzestrzeniły się na cały kraj i nabrały charakteru politycznego, a ich uczestnicy zaczęli wznosić hasła wymierzone bezpośrednio w rząd i ajatollahów, takie jak "Śmierć dyktatorowi". W ciągu kilkunastu dni demonstracje objęły ponad 200 miast i stały się największym zrywem społecznym od czasów protestów po śmierci Mahsy Amini w 2022 roku.
Reżim odpowiedział siłą. Według doniesień medialnych i organizacji praw człowieka, siły bezpieczeństwa w wielu miejscach, w tym w położonym na południu kraju Szirazie, miały otwierać ogień do demonstrantów. Do 7 stycznia 2026 roku zginęło co najmniej 34 protestujących, a ponad 2000 osób zostało aresztowanych. Brutalne pacyfikacje nie zatrzymały jednak fali niezadowolenia, a w niektórych miastach, jak Abdanan w prowincji Ilam, protesty przybrały na sile, z tysiącami ludzi na ulicach.