Zwycięstwo nad Niemcami pod Stalingradem – wykorzystuje obecnie, w trakcie wojny na Ukrainie do przypominania, że Rosja Sowiecka, pod wodzą Stalina potrafiła pobić tego, kogo w czasie II wojny światowej do owego momentu nie potrafił ugryźć zgniły Zachód. Owszem, wówczas już dogorywali Niemcy i Włosi w północnej Afryce, ale na kontynencie europejskim Hitler panował niepodzielnie.
Zatem jest to w jakiejś mierze, za pomocą celebracji historycznego zwycięstwa, machanie palcem przed nosem Europy (i przewodzących jej obecnie Niemcom) – „Pamiętacie, jak czerwonoarmiści stłukli wam tyłki pod Stalingradem? Pomyślcie o tym, zanim zaczniecie znowu nam grozić, zbroić się, wymachiwać szabelką” – to wszystko można dopowiedzieć i wyczytać niejako między wierszami.
Ważne, że w takiej właśnie rzeczywistości polski prezydent potrafi przypominać, przy okazji rocznicy wyzwolenia obozu w Auschwitz, że czerwoni „wyzwoliciele” nie byli wcale o wiele lepsi od Niemców. Niestety wysiłki obozu prezydenckiego, by prowadzić dobrą politykę pamięci, dobrą komunikację narracji historyczno-politycznej nie wystarczą. Bo z drugiej strony instytucje medialno-państwowe, będące w rękach koalicji rządzącej, będą wspierać takich „uczonych”, którzy podsuwają Niemcom dogodne argumenty, ułatwiające relatywizowanie win i zrzucaniu ich na podbijane, eksterminowane narody, które obecnie usiłuje się obarczyć współodpowiedzialnością za zbrodnie Holocaustu. Parafrazując tytuł książki, wokół której od miesięcy już trwa dyskusja na ten temat, można by powiedzieć, że to „metoda na burmistrza”.
I gdy w prasie niemieckiej pojawiają się artykuły mówiące o tym, że Niemcy były jedynie wielkim „architektem” machiny zagłady, lecz wykonawcy byli już różni, a z drugiej strony mamy w Moskwie potężnego despotę-manipulatora historycznego, to przychodzi postawić zasadnicze pytanie: czy my, jako Polska, nie powinniśmy poza szukaniem uzbrojenia militarnego dla armii, zacząć się zbroić także mentalnie oraz w sposobach naszej własnej propagandy historycznej? Bo inaczej znowu nas zjedzą sąsiedzi, tylko czekający kolejnych naszych upadków.