Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Świat

Najmłodsza córa szariatu. Matyszkowicz: Sygnał ostrzegawczy o charakterze cywilizacyjnym

Ponad połowa młodych muzułmanów we Francji uznaje wyższość szariatu nad prawem francuskim – wynika z ostatnich badań IFOP, które wstrząsnęły opinią publiczną.

IFOP, jedna z najbardziej uznanych francuskich firm badawczych, pod koniec ubiegłego roku opublikowała szerokie badanie, w którym przeanalizowano zmiany w obrębie muzułmańskiej diaspory nad Sekwaną. Badanie jest tym ciekawsze, że zestawiono je z bardzo podobnym sondażem z 1989 roku, co daje szansę uchwycenia zmiany pokoleniowej.

O ile w 1989 roku młode pokolenie muzułmanów (15–24 lata) tylko w 7 proc. regularnie uczestniczyło w modlitwach w meczetach, o tyle w 2025 roku już 40 proc. Przestrzeganie ramadanu wzrosło z 51 do 83 proc. A zatem, wbrew rozpowszechnionemu w Europie wyobrażeniu o automatycznej sekularyzacji, młodzi muzułmanie w Europie Zachodniej są gotowi praktykować religię, nawet jeśli wymaga to od nich osobistych wyrzeczeń. Podobne ożywienie widać także w innych religiach, przede wszystkim w katolicyzmie i w ortodoksyjnym judaizmie, ale skala przyrostu jest nieporównywalna.

Muzułmanie budzą się szybko i gwałtownie.

Pokolenie w chustach

Dzieje się tak mimo publicznych kampanii i sporów wokół niektórych praktyk. Szczególnie ciekawe jest w tym kontekście zjawisko noszenia przez kobiety chust. W 1989 roku 16 proc. młodych muzułmanek praktykowało ten zwyczaj, w 2026 roku już 45 proc. Ten wektor jest o tyle interesujący, że na początku XXI wieku Francja, zgodnie z tradycją swojej agresywnej laickości, wprowadziła prawne ograniczenia noszenia chust w miejscach publicznych, w tym w szkołach. Towarzyszyła temu nie tylko debata, lecz także długotrwała presja kulturowa: francuski mainstream konsekwentnie uznawał, że noszenie chust narusza laickość republiki, ponieważ stanowi publiczne manifestowanie religii. Jak widać – ani kampania, ani korekty prawa niczego tu nie zmieniły – przeciwnie.

O ile jednak chusty i kontrowersje wokół nich można uznać za francuską specyfikę, w Polsce mamy tradycję w gruncie rzeczy odwrotną i publiczne deklarowanie wiary oburza tylko nielicznych, o tyle kolejne pytanie jest już naprawdę niepokojące. 57 proc. młodych muzułmanów we Francji zgadza się z tezą, że prawo islamskie, szariat, jest ważniejsze od prawa francuskiego.

Oczywiście to zdanie można rozumieć szeroko, a samo sformułowanie jest nieprecyzyjne: także katolicy mogliby powiedzieć, że „prawo Boże” jest ważniejsze niż prawo stanowione, nie mając na myśli tego, że prawo wypływające z Objawienia powinno obowiązywać wszystkich, również niewierzących. Niepokój pojawia się jednak wtedy, gdy uwzględnimy różnicę praktyczną: w przeciwieństwie do katolickiej większości środowiska muzułmańskie częściej przekładają postulaty religijne na język polityczny i prawny. Można więc domniemywać, że dla istotnej części badanych wyższość szariatu nie jest tylko deklaracją sumienia, lecz może oznaczać gotowość do prób przełożenia go na porządek państwowy, zwłaszcza że to samo badanie ujawnia również wysokie poparcie wśród młodych dla Bractwa Muzułmańskiego.

Warto przy tym podkreślić, że nie chodzi tu o prostą zależność: religijność, więc radykalizm, więc zagrożenie dla państwa. Problem leży gdzie indziej. W tradycji katolickiej prymat prawa Bożego nad prawem stanowionym został w dużej mierze odpolityczniony i przeniesiony do sfery sumienia oraz moralnej autorefleksji jednostki. Dla prawa państwowego regulatywne jest prawo naturalne, które wprawdzie wypływa z Prawa Bożego, ale katolik zobowiązany jest do pokazania jego racjonalnych podstaw, a nie tylko wyprowadzania go z Objawienia. W przypadku znacznej części współczesnych środowisk muzułmańskich obserwujemy natomiast proces odwrotny: religia nie tylko nie wycofuje się z polityki, lecz bywa ponownie przez nią mobilizowana jako narzędzie porządkowania życia zbiorowego. W tym sensie deklaracja wyższości szariatu nad prawem republiki nie musi oznaczać od razu programu teokratycznego, ale wskazuje na gotowość do myślenia o prawie państwowym jako o czymś negocjowalnym z punktu widzenia norm religijnych. To właśnie ten wektor, a nie sama pobożność, stanowi dla Europy realne wyzwanie.

Pożar i jego strażacy

Oczywiście niemal natychmiast pojawiły się głosy, że „nic się nie stało”. Już sama lektura francuskiej prasy omawiającej to badanie pokazuje jednak wyraźne różnice narracyjne. Bardziej konserwatywne „Le Figaro” potraktowało sondaż jako kolejny sygnał alarmowy dla republiki. Z kolei lewicowy „Le Monde” starał się tonować nastroje, doszukując się w krytycznych komentarzach ukrytej islamofobii i przestrzegając przed „paniką moralną” wokół ewolucji francuskiego islamu.

Publikacja tych badań zbiega się w czasie z francuskim wydaniem niezwykle ważnej książki niemieckiego islamologa Thomas Bauera. Autor stawia w niej tezę, że islam w swoim religijnym trzonie i głębokiej tradycji wykazywał daleko idącą tolerancję wobec niejednoznaczności i był zasadniczo odległy od postaw fundamentalistycznych. Skłonność współczesnych muzułmanów do ulegania fundamentalizmom, której nie da się dziś pominąć, Bauer określa mianem „islamizacji islamu”.

Odpowiedzialność za ten proces przypisuje on w dużej mierze samemu Zachodowi, który od XIX wieku konsekwentnie utrwalał przekonanie, że istnieje tylko jeden poprawny sposób interpretacji świata oraz jeden obowiązujący kierunek rozwoju. Paradoksalnie więc, idąc za tą tezą, to właśnie idea postępu, rozumianego jako niepodważalna konieczność dziejowa, przyczyniła się do zniszczenia przednowoczesnego islamu, zdolnego do życia z napięciem, sprzecznością i wielością sensów. Elity świata muzułmańskiego, nie chcąc „pozostać w tyle”, przyjęły logikę nowoczesnych ideologii, w tym także ich skłonność do jednoznaczności i dogmatyzmu.

Innymi słowy: zachodni postęp bywa dziś podważany przez jego własnych naśladowców, którzy od nowoczesnych ideologii nauczyli się myślenia w kategoriach jednej prawdy, jednej drogi i jednego dopuszczalnego porządku.

Teza Bauera wywołała szeroką dyskusję. Jej krytycy wskazują na stronniczy dobór przykładów i argumentów oraz na niedostateczne uwzględnienie realiów politycznych. Trudno jednak zignorować jego zasadniczą konstatację: niezależnie od ocen islam uległ procesowi islamizacji, stał się nośnikiem nie tylko praktyk religijnych, norm etycznych i rytuałów, lecz także projektu politycznego, który coraz częściej wchodzi w otwarty konflikt z zachodnią cywilizacją.

Ten „nowy islam” ma swoich przeciwników, takich jak choćby filozof Souleymane Bachir Diagne, postulujący reinterpretację islamu w duchu znacznie mniej konfrontacyjnym i bardziej uniwersalistycznym. Jak jednak pokazują przywoływane w tym tekście badania, głos ten, przynajmniej w młodym pokoleniu francuskich muzułmanów, pozostaje dziś wyraźnie w mniejszości.

Teza Bauera, niewątpliwie interesująca i wyjaśniająca wiele z tendencji fundamentalistycznych współczesnego islamu, a także wpływ, jaki wywarły na nie nowoczesne ideologie Zachodu, pomija jednak kwestię zasadniczą, na którą konsekwentnie zwraca uwagę René Brague. Islam od samego początku jest religią Boga silnego, absolutnego i bezpośrednio obecnego w porządku świata. 

W tym sensie przytoczone badania IFOP nie są kolejną ciekawostką socjologiczną, lecz sygnałem ostrzegawczym o charakterze cywilizacyjnym. Przy uwzględnieniu dynamiki demograficznej oraz wyraźnej zmiany pokoleniowej w obrębie muzułmańskich społeczności Europy należy przyjąć do wiadomości, że znaczna część przyszłych obywateli kontynentu będzie uznawać normy sprzeczne z podstawami europejskiego porządku prawnego, politycznego i kulturowego. Nie chodzi tu o prywatną wiarę ani o praktyki religijne, lecz o lojalność wobec systemu norm, który rości sobie pretensję do wyższości nad prawem państwowym i zasadami republiki. Jeśli ten proces będzie postępował, europejska wolność słowa, pluralizm i świeckość nie zostaną obalone w wyniku zamachu stanu, lecz rozmontowane metodą demograficzną i kulturową – krok po kroku, zgodnie z regułami demokracji, która nie przewidziała obrony przed własnym zaprzeczeniem. W takim scenariuszu uspokajające komentarze publicystów „Le Monde” mogą okazać się nie tylko błędne, lecz także groteskowe: niewykluczone bowiem, że w przyszłości nie będzie już ani przestrzeni instytucjonalnej, ani cywilizacyjnej, w której podobne głosy mogłyby zostać opublikowane.

Źródło: Gazeta Polska

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane