Ewakuację obywateli z Bliskiego Wschodu zapowiedział w niedzielę premier Czech Andrej Babisz. Postanowiono wysłać cztery samoloty do Omanu, trzy do Maskatu i jeden do miejscowości Salala.
Na Bliskim Wschodzie wciąż pozostaje również wielu Polaków. Ministerstwo spraw zagranicznych w formie "pomocy" zaoferowało drugą infolinię, która działa w wyznaczonych godzinach. Nie przewidziano jednak wysłania samolotów do ewakuacji. Rzecznik polskiego rządu Adam Szłapka pytany o działania władz w Pradze zasugerował... że to fake news.
"Tego typu informacje są do sprawdzenia. W wiele miejsc nie da się dolecieć. W przestrzeni publicznej pojawia się sporo informacji o tym, że poszczególne kraje wysyłają, a są to informacje fejkowe. O takich sytuacjach też słyszałem. Rzecznik MSZ mówił mi, że musimy być bardzo uważni na te fejki"
– powiedział Szłapka na antenie Radia Zet.
Działania Słowacji
Tymczasem okazuje się, że kolejne państwo UE zadba o swoich obywateli. Chodzi o Słowację, która loty ewakuacyjne rozpocznie od wtorku. Pierwszy samolot, który zabierze obywateli Słowacji, wystartuje z Bratysławy we wtorek rano do Ammanu w Jordanii. W środę słowacki samolot rządowy poleci ponownie do Ammanu, a w czwartek do Maskatu w Omanie.
"Jednostka lotnicza pozostaje w ciągłej gotowości i jest przygotowana do natychmiastowej reakcji w zależności od rozwoju sytuacji bezpieczeństwa w regionie"
– oświadczył minister. Według premiera Roberta Ficy w rejon Bliskiego Wschodu mogą być wysyłane kolejne samoloty, jeżeli obywatele słowaccy wyrażą takie zainteresowanie.
Przewodniczący parlamentu Richard Raszi powiedział agencji TASR, że w Dubaju jest ponad 2500 obywateli Słowacji. Kilkudziesięciu jest w Katarze i Bahrajnie, a wielu Słowaków znajduje się także w Omanie. - Część z nich na pewno wróci na własną rękę, gdy niebo zostanie otwarte dla lotów, ale część będzie miała problem, bo utknęli na miejscu – i tych powinno repatriować państwo - dodał.