Na kilka tygodni przed referendum, które odbędzie się 23 czerwca, brytyjski urząd statystyczny (ONS) opublikował dane, które wydają się wodą na młyn zwolenników wyjścia Brytyjczyków z UE. Okazuje się, że w 2015 r. saldo migracji (liczba imigrantów minus liczba emigrantów) wzrosło do 333 tys. osób – to drugi najwyższy wynik w historii. Kolejny rekord to dane, z których wynika, że aż 184 tys. osób pochodzi z krajów UE.
Jak wynika z innych badań ONS, obcokrajowcy w minionym roku obsadzili więcej stanowisk pracy na Wyspach Brytyjskich niż Brytyjczycy. W ciągu ostatnich 12 miesięcy imigranci zajęli 229 tys. posad, podczas gdy obywatele Wielkiej Brytanii – 185 tys.
Komentując dane ONS, Boris Johnson, były burmistrz Londynu, kontrowersyjny polityk i zwolennik Brexitu, oskarżył imigrantów o powodowanie problemów w sektorze publicznym. – Mamy niskie pensje dla pracowników w sektorze publicznym, listę oczekujących na zabiegi w szpitalach, kolejki w przychodniach lekarskich i szkołach. Jedynym sposobem na zmniejszenie salda migracji o kilkadziesiąt tysięcy jest przejęcie kontroli nad naszymi granicami – powiedział Johnson w wywiadzie dla brytyjskiej stacji telewizyjnej Sky News.
Na spadek wynagrodzeń i brak pracy także w prywatnym sektorze skarżą się zwykli Brytyjczycy. – Jeszcze kilka lat temu nie musiałem obawiać się o pracę. Wystarczyło, że pójdę na drugą stronę ulicy, by dostać kilka innych propozycji. Pieniądze, które wtedy zarabiałem, też były większe. Teraz jest to niemożliwe, a proces znalezienia pracy jest o wiele trudniejszy – mówi „Codziennej” Gary, kierownik w jednej z londyńskich drukarni.
Z danych oksfordzkiego Migration Observatory wynika, że w 2015 r. na Wyspach Brytyjskich mieszkało 790 tys. Polaków. Stanowią oni drugą, po Hindusach, największą grupę przybyszów. – Większość Brytyjczyków, z którymi rozmawiałem, chce opuścić UE. Z obawy przed Brexitem rozpocząłem procedurę nabycia brytyjskiego obywatelstwa. Wielu moich znajomych, którzy są tu jeszcze za krótko, by dostać paszport, stara się o rezydenturę – mówi „Codziennej” Kamil, pracujący jako operator wózka widłowego w jednym z londyńskich magazynów.
Polacy na Wyspach obawiają się m.in., że po opuszczeniu Unii przez Wielką Brytanię może zacząć ich obowiązywać przepis wprowadzony w kwietniu br. Zgodnie z nim imigranci spoza UE muszą znaleźć pracę, w której rocznie zarobią minimum 35 tys. funtów brytyjskich (ponad 200 tys. zł) – w innym wypadku zostaną odesłani do ojczyzny.
Jeżeli dojdzie do Brexitu, podobny problem może spotkać również obywateli UE, w tym Polaków. Z analizy portalu Totaljobs.com, zajmującego się pośrednictwem pracy, wynika, że zaledwie niespełna 14 proc. Europejczyków pracujących w Wielkiej Brytanii zarabia w granicach 30-40 tys. funtów rocznie. Prawie 70 proc. z nich zarabia poniżej tej kwoty, pracując na dużo gorzej opłacanych stanowiskach.
Negatywnych skutków obawiają się brytyjscy ekonomiści. W ankiecie przeprowadzonej przez brytyjski tygodnik „The Observer” prawie 90 proc. z nich uważa, że opuszczenie UE będzie szokiem dla gospodarki Wielkiej Brytanii. Jak wynika z ankiety, utrata dostępu do wspólnego rynku i zwiększona niepewność doprowadzą do zmniejszenia inwestycji, a to będzie miało wpływ na perspektywy wzrostu przez najbliższe pięć lat.