WTA w Indian Wells - Świątek w trzeciej rundzie
23 dni dzieliło sobotni pojedynek wiceliderki światowego rankingu od jej poprzedniego meczu, kiedy odpadła w ćwierćfinale imprezy WTA w Dosze, przegrywając z... Sakkari.
W Indian Wells Świątek w 1. rundzie miała tzw. wolny los, podobnie jak pozostałych 31 rozstawionych zawodniczek.
Pierwszą potyczkę z zajmującą 187. miejsce na liście WTA Amerykanką rozpoczęła dość nerwowo, gdyż w pierwszym gemie popełniła dwa podwójne błędy serwisowe. Różnica w umiejętnościach i ograniu na wysokim poziomie była jednak wyraźna i mimo pierwszych kłopotów podopieczna trenera Wima Fissette’a pewnie wygrywała gema za gemem.
W piątym musiała trzykrotnie bronić break pointa, ale wyszła z opresji i pierwszego seta wygrała 6:0 po niespełna pół godzinie gry.
Początek drugiej partii to znowu problemy Świątek przy swoim podaniu i 26-letnia Day, która do turnieju głównego przebiła się przez kwalifikacje, a najwyżej w rankingu notowana była w kwietniu 2024, gdy zajmowała 84. lokatę, mogła się cieszyć z przełamania. Po chwili „poprawiła” przy własnym podaniu i zrobiło się 2:0, a kwadrans później tablica wyników pokazywała już prowadzenie Amerykanki 4:1.
Nie pierwszy raz w ostatnim czasie Polka po pewnym wygraniu pierwszej partii w drugiej zaczyna mieć kłopoty. Podobnie było teraz, ale... do czasu. Najpierw zaczęły się mnożyć jej błędy, a próby szybkiej zmiany sytuacji nie przynosiły efektów. Sześciokrotna triumfatorka imprez wielkoszlemowych wyglądała jednak na dość spokojną, przetrwała najgorszy okres i od stanu 1:5 zaczęła odrabiać straty.
Po dwóch przełamaniach na jej korzyść zrobiło się 5:5. Taki obrót sprawy wyraźnie dodał jej wiary, a nieco zdeprymował Amerykankę. Polka poszła za ciosem, pojawił się charakterystyczny okrzyk „jazda” i zaciśnięta pięść.
Losy tej partii i – jak się okazało – meczu rozstrzygnęły się w tie-breaku, w którym dominacja faworytki nie podlegała dyskusji. Zdobyła pierwsze pięć punktów, a ostatecznie wygrała 7-2.
- Zaczęłam dobrze, ale później mój poziom wyraźnie spadł, a rywalka wykorzystała błędy, jakie popełniałam i gemy zaczęły mi uciekać przez palce. Wróciłam jednak do dobrej gry, zaczęłam znowu lepiej się poruszać i wygrałam w dwóch setach, z czego się cieszę - przyznał w krótkiej rozmowie na korcie Świątek, która na antenie Canal Plus dodała, że wyjeżdżając z Polski przeziębiła się i dokucza jej katar.
W poniedziałek o awans do 1/8 finału 24-letnia Raszynianka powalczy z Sakkari, z którą ma bilans 4-4. Dwa z czterech zwycięstw odniosła właśnie w Indian Wells, w finałach edycji 2022 i 2024. Żadna tenisistka nie wygrała tego turnieju trzy razy.
Wynik meczu 2. rundy:
Iga Świątek (Polska, 2) - Kayla Day (USA) 6:0, 7:6 (7-2).
Świątek: "Na pewno trochę odpuściłam w niektórych gemach"
Na pewno trochę odpuściłam w niektórych gemach, a potem przez to się spięłam. Zdecydowanie musiałam wrócić do gry z pierwszego seta. Czuję, że całkiem dobrze mi to wyszło. Koniec drugiego seta wyglądał zupełnie inaczej
- powiedziała Świątek na konferencji prasowej.
W odczuciu tenisistki numer 2 światowego rankingu warunki na korcie nie były łatwe.
- Czasami wiało, czasami nie. Były momenty, w których wiatr mnie zaskakiwał. Ale tak jest w Indian Wells. Zawsze tak było - oceniła.
W Indian Wells Świątek w 1. rundzie miała tzw. wolny los, podobnie jak pozostałych 31 rozstawionych zawodniczek. Mecz z zajmującą 187. miejsce na liście WTA Amerykanką był jej pierwszym od trzech tygodni, gdy w ćwierćfinale turnieju WTA w Dosze przegrała z Marią Sakkari. Właśnie z Greczynką Świątek zmierzy się w trzeciej rundzie, nie mogło więc zabraknąć pytania o tę rywalkę.
- W Dosze było dla mnie całkiem oczywiste, dlaczego przegrałam i od razu po zejściu z kortu wiedziałam, co muszę poprawić. Pod względem technicznym nie przygotowałam się do niektórych zagrań tak, jak powinnam. Po powrocie do domu bardzo ciężko trenowałam. Zagrałam wiele dłuższych wymian, żeby nie stracić cierpliwości w połowie i móc się naprawdę napracować, bo z Marią trzeba być gotowym na fizyczny mecz.
Dziennikarze pytali Polkę, w jaki sposób relaksuje się między meczami.
- Oglądam klasyki z lat 90. „Wichry namiętności”, „Angielski pacjent”. Uwielbiam je.