Indian Wells od lat jest jednym z ulubionych przystanków Igi Świątek na trasie WTA. Polka regularnie dociera tam do końcowych faz – dwa triumfy i dwa półfinały w ostatnich czterech edycjach mówią same za siebie. Turniej nie bez powodu nazywany jest „piątym Wielkim Szlemem”: ogromna drabinka, wysoka ranga i wyjątkowy prestiż sprawiają, że zwycięstwo ma wagę porównywalną do turniejów wielkoszlemowych.
Świątek walczy o trzeci triumf w Indian Wells
W tym roku Świątek ponownie startuje jako jedna z głównych faworytek. Jej forma na początku sezonu była nierówna, ale to właśnie Indian Wells często działa na nią jak katalizator, jest miejscem, w którym potrafi wejść na najwyższy poziom.
Drabinka Polki jest wymagająca od samego początku. Po stosunkowo spokojnym meczu otwarcia czekają ją rywalki, które w ostatnich miesiącach potrafiły sprawić jej problemy. Maria Sakkari, Karolina Muchova, Qinwen Zheng czy Mirra Andriejewa – to nazwiska, które mogą pojawić się na jej drodze, a każda z tych zawodniczek ma potencjał, by zmusić Świątek do gry na najwyższym poziomie. Szczególnie symboliczne byłoby ewentualne starcie z Andriejewą, która rok temu zatrzymała Polkę w półfinale.
Tegoroczna edycja niesie jednak nie tylko sportowe wyzwania, lecz także ogromną stawkę rankingową. Świątek broni pozycji wiceliderki, mając minimalną przewagę nad Jeleną Rybakiną. Obie mogą spotkać się dopiero w półfinale, a każda, która dotrze do finału, zapewni sobie drugie miejsce w rankingu WTA. Jeśli żadna z nich nie przebije się do decydującego meczu, do gry o drugie miejsce w zestawieniu WTA wejdą Coco Gauff i Jessica Pegula, co dodatkowo podnosi napięcie wokół turnieju.