Natalia Maliszewska, liderka polskiego short tracku, szykuje się do swoich trzecich zimowych igrzysk olimpijskich. Po debiucie w Pjongczangu i dramatycznych wydarzeniach w Pekinie — gdzie z powodu pozytywnego testu na COVID-19 nie dopuszczono jej do startu na 500 metrów, gdzie należała do faworytek do medali — 30‑latka jedzie do Mediolanu z jednym celem: w końcu przeżyć igrzyska bez chaosu.
Polska nadzieja na medal w Mediolanie
Maliszewska to multimedalistka mistrzostw świata, Europy i Pucharu Świata. W Pjongczangu zajęła jedenaste miejsce na swoim koronnym dystansie, a w Pekinie po zamieszaniu organizacyjnym wystartowała tylko na 1000 metrów, gdzie upadła w ćwierćfinale. Ze sztafetą była szósta. Teraz patrzy wyłącznie przed siebie.
Chciałabym, żeby te igrzyska były dla mnie prawdziwe. Wystarczy, że po prostu wystartuję bez żadnych dramatów. Chcę zebrać masę wspomnień i wyjechać z Mediolanu w całości
- podkreśla.
Polka zapewnia, że sprawy z Pekinu zostawiła za sobą. "To już odległa przeszłość. Nie mogę doczekać się Mediolanu. Mam nadzieję, że wszystko będzie na czas i bez opóźnień"– mówi.
Forma Maliszewskiej rośnie mimo trudnego sezonu i kilku upadków. W styczniowych mistrzostwach Europy zdobyła srebro w sztafecie mieszanej, a indywidualnie na 500 metrów była piąta, choć jechała po kontuzji.
Piąte miejsce na mistrzostwach Europy wcale nie jest złe. Ta mała Natalka, która kiedyś myślała, że jeżdżenie na światowym poziomie jest trudne, ciężkie i wymagające, na pewno byłaby zadowolona
- śmiała się Maliszewska po starcie w Tilburgu.
W Mediolanie wystartuje na 500 metrów, w sztafecie mieszanej i najprawdopodobniej na 1000 metrów. Rywalizacja w short tracku rusza 10 lutego.