Czwartkowa konferencja odbywała się na Stadionie Narodowym w sali konferencyjnej La Cantina (na 1. poziomie SN). Na spotkanie przybyło wielu niepełnosprawnych. Przebiegało ono bez problemu, aż do momentu, gdy w jednym z pomieszczeń gastronomicznych pojawił się ogień. „Zarządzono ewakuację, ale osoby poruszające się na wózkach i o kulach miały problem z opuszczeniem budynku. Windy stanęły, a ochrona nie pomogła ze znoszeniem wózków po schodach” – czytamy na portalu Watchdogpfron.pl. „Po odwołaniu alarmu i powrocie na salę windy nadal nie działały, a uczestnicy zgromadzenia musieli sami poradzić sobie z wyjściem” – dodają twórcy portalu. Jeszcze dokładniejsza jest relacja portalu Sfora.pl. „Uczestnicy spotkania mówią, że nikt nie poinformował ich o tym, w jaki sposób mają opuścić poziom pierwszy Stadionu Narodowego. Nikt nie wskazał im wyjść ewakuacyjnych. Dodają, że dodatkowo zostali wprowadzeni w błąd. Kiedy z głośników rozległ się komunikat nawołujący do opuszczenia budynku, ktoś nawoływał do jego zignorowania. Następnie ktoś inny zarządził ewakuację” – czytamy na portalu.
Zdaniem rzecznika Stadionu Narodowego wszystko jednak zadziałało prawidłowo i nie było żadnego niebezpieczeństwa. Jak się okazuje, całe zamieszanie wynikło z powodu zapalenia się trzech kartonów po jajkach, a pożar miał powierzchnię 0,5 mkw. – System zadziałał sprawnie. Zarządzono ewakuację, ale została ona odwołana przez straż pożarną po ustaleniu, że nie ma niebezpieczeństwa – mówi nam Mikołaj Piotrowski. Jego zdaniem wszystko było przeprowadzone zgodnie z procedurami i pod kontrolą. Potwierdza, że rzeczywiście windy i schody ruchome przestały działać (co jest elementem systemu przeciwpożarowego), ale ciągle możliwe było skorzystanie ze specjalnych wind pożarowych. – Te de facto działały, bo po zakończeniu alarmu i całego wydarzenia, gdy system odcinał jeszcze działanie wind i ruchomych schodów, to właśnie tego rozwiązania używali niepełnosprawni do opuszczania obiektu – podkreśla Piotrowski. Cały czas również bezpieczeństwo na obiekcie jest monitorowane. – Nie ma żadnych kompromisów w tej sprawie – dodaje Piotrowski.
Więcej w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie".