Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Sport

"Makaron" ugotuje Tuska

Co się stało z Tuskiem, że przestał rozumieć kibiców i zaczął z nimi walkę?

Autor:

Co się stało z Tuskiem, że przestał rozumieć kibiców i zaczął z nimi walkę? Przecież kiedyś był jednym z nich, nie stronił od mocnego słowa, a walki z pilnującymi stadionów milicjantami budziły w nim podziw.

Swoją legendę jako jednego z najbardziej aktywnych kibiców Lechii Gdańsk budował przez całe lata. Gdy był już premierem, jeden z gdańskich kolegów, Tomasz Wołek, mówił o nim jako zażartym „kibolu”. Tusk miał walczyć z kibicami Zawiszy Bydgoszcz podczas zadym po wyjazdowym meczu Lechii. Według Wołka, biegał nawet z kawałkiem ogrodowego węża, który służył mu za oręż przeciwko kibicom z Bydgoszczy, a pewnie i milicjantom. Trudno się dziwić transparentowi, jaki wywiesili kibice Lechii Gdańsk na jednym z meczów po decyzji o zamknięciu stadionów w Warszawie i Poznaniu oraz policyjnej akcji przeciwko kibicom w całej Polsce. „Zapomniałeś, jak sam byłeś kibolem?” – pytali Tuska gdańscy fani.

Tusku, musisz?

Salezjanin, ks. Jarosław Wąsowicz, to chyba najbardziej znany kapłan w środowisku. Sam kibic Lechii od trzydziestu lat, gdańszczanin z Zaspy, sąsiad Wałęsy i zagorzały konspirator w okresie stanu wojennego. Napisał książkę Biało-Zielona Solidarność, która opowiada o gdańskich patriotach-kibicach. – To, co dzisiaj robi Tusk, jest zwykłą awanturą polityczną. Kiedyś był entuzjastą mocnych zachowań kibiców, w podziemnej prasie pisał z podziwem o walkach z milicją, w których nie brakło śmiertelnych ofiar – mówi ks. Wąsowicz. Dodaje, że premier z PO w czasie ostatniej kampanii wyborczej podlizywał się kibicom, odwoływał do ich etosu, pokazywał publicznie w klubowym szaliku o biało-zielonych barwach. – To mnie wówczas raziło. Podobnie jak fakt, że nie wahał się wykorzystywać „antykaczorowej” koniunktury na paru stadionach. Gdy kibice Lecha czy Arki skandowali hasła przeciwko Kaczyńskim, Tuska to bawiło. Mimo że jako kibic Lechii powinien znać mało przyjazne relacje swojego klubu z gdyńską sąsiadką. Dzisiaj, kiedy kibice wznoszą antyrządowe hasła, premier zamyka stadiony, by chronić swoją polityczną pozycję – krytykuje „pierwszego kibica RP” ksiądz Wąsowicz.

"Makaron": gdzie był Tusk?

Dariusz Makowiecki „Makaron”, twardy facet z trybun Lechii, to jeden z najstarszych i najbardziej rozpoznawalnych kibiców klubu z Traugutta. – W czasach komuny na mecze jeździłem, żeby się wyżyć, wyszumieć i dać w mordę milicjantowi – przyznaje bez ogródek. W 1975 r. na wyjazdowym meczu z Gwardią Koszalin ktoś rzucił butelką. Padło niesłusznie na „Makarona”. Milicjanci wzięli go z trybun. Zamknęli na miesiąc. – Gdzie wtedy był rzekomy klub kibiców założony przez Tuska? Dlaczego się za mną nie wstawili, przecież to nie ja byłem winny? – pyta rozgoryczony „Makaron”. Dodaje, że nikt z poważnych kibiców nie znał wtedy inicjatywy, w której uczestniczyć miał dzisiejszy premier. – Zresztą gdyby nawet założyli, to w czasach komuny nikt nie chciałby mieć z takim klubem cokolwiek wspólnego. Takie inicjatywy były pod kontrolą władz. Nic nie odbywało się bez ich zgody, a czerwoni zawsze musieli mieć tam swoją wtykę – dopowiada „Wnuczek”, inna z legend kibiców Lechii. „Makaron” zastanawia się, dlaczego dzisiaj Tusk obraża kibiców, nazywając ich „kibolami”. Wstydzi się nas? To ja się go wstydzę! – mówi z przekonaniem, choć przyznaje, że jeszcze do niedawna swój głos był nawet gotów oddać na Platformę. Dzisiaj to niemożliwe. – Widziałem ostatnio na przystanku tramwajowym w Gdańsku taki napis „pszeszczepie ci musk donaldzie tusk – bez bulu komorowski”. To by się chyba przydało – uśmiecha się „Makaron”. W gdańskim liceum był uczniem Tomasza Wołka, wówczas nauczyciela historii. Dobrze go wspomina, ale środowisku Tuska nie może darować, że wokół siebie buduje fałszywą legendę. Gości z lepszych domów i szkół. Jakby w kontraście do tych innych, gorszych, z gminu. – Jak stoję na meczu koło dwudziestolatka, to jestem z nim na ty. To normalne, przecież kibicujemy razem. Ale gdybym stanął obok Tuska, kazałbym sobie mówić przez pan – mówi z godnością „Makaron”, sam dobrze po pięćdziesiątce. Dla niego Tusk to żadna klubowa legenda. – Rządzili inni, „Baca”, „Hipis”, Zdzichu Garbacz. Na pewno nie Tusk – mówi „Makaron”. Donalda zapamiętał tylko z bujnej fryzury i określenia „mesjasz”, jakiego ironicznie użył wówczas wobec Tuska jakiś kibic.

Całość artykułu w tygodniku “Gazeta Polska”
 

Autor:

Źródło:

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Sport