Maja Chwalińska swój pojedynek w Wimbledonie rozpoczęła znakomicie. Grała kombinacyjnie, zmieniała tempo, wykorzystywała skróty, slajsy i loby – dokładnie ten repertuar, który zachwycił świat podczas jej paryskiego marszu do finału. Szybko objęła prowadzenie 5:0, a pierwszego seta zamknęła wynikiem 6:2. W drugiej partii również dominowała, wychodząc na 5:2 i broniąc trzy break pointy w kluczowym gemie. Wszystko wskazywało na pewny awans.
Fatalna kontuzja Mai Chwalińskiej
Przy stanie 6:2, 5:2 i 40–30 Polka miała piłkę meczową. W trakcie wymiany poślizgnęła się na trawie, upadła i niefortunnie skręciła staw skokowy. Natychmiast poprosiła o przerwę medyczną. Fizjoterapeutka założyła opatrunek i usztywniła kostkę, ale ból był widoczny przy każdym ruchu. Od tego momentu Chwalińska nie była w stanie normalnie się poruszać – spadła dynamika, pojawiły się proste błędy, a rywalka zaczęła przejmować inicjatywę.
One slip can change everything. She was one point away from winning… https://t.co/KPyHvVGF35 pic.twitter.com/riHxPy13cD
— marv (@mvn_dn) June 29, 2026
Mimo wyraźnych problemów Chwalińska wróciła na kort i próbowała dokończyć mecz. Widać było jednak, że każdy krok sprawia jej ból. Tajka wygrała pięć gemów z rzędu i zamknęła drugiego seta 7:5. Polka zeszła na krótką przerwę, po czym wróciła do gry w trzeciej partii, nawet obejmując prowadzenie 2:0. Jednak kontuzja uniemożliwiała jej skuteczną rywalizację – poruszała się z trudem, a między gemami kryła twarz w dłoniach. Ostatecznie przegrała decydującego seta 2:6.