Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Zatajona afera zoofilska kłodzkiej działaczki PO. Jak prokurator uratował kampanię partii Donalda Tuska

Wstrząsająca afera pedofilsko-zoofilska z udziałem Kamili L., kłodzkiej działaczki Platformy Obywatelskiej, mogła pogrążyć partię Donalda Tuska tuż przed wyborami parlamentarnymi w 2023 roku. Tak się jednak nie stało. Jak ujawniło Radio Wnet, prowadzący śledztwo prokurator Wiesław Dworczak przez wiele miesięcy zatajał drastyczne szczegóły toczącego się postępowania przed swoimi przełożonymi. W tle tego gigantycznego skandalu pojawiają się mocne obawy o polityczną zemstę lokalnego układu, szokujące pozostawienie bezbronnych dzieci pod dachem osoby podejrzanej, a także… zaskakujące gratulacje spływające od ekipy Adama Bodnara.

Jest 19 czerwca 2023 roku. Kampania wyborcza nabiera rozpędu, a Donald Tusk osobiście odwiedza Kłodzko. Zwracając się do tłumu swoich sympatyków, lider Platformy Obywatelskiej z patosem przekonuje: „dziś tysiące, miliony Polek i Polaków uwierzyło, że może być znowu przepięknie, może być znowu normalnie”. Niewielu ze zgromadzonych zdaje sobie sprawę, że w tym samym czasie na własnym politycznym podwórku Platformy rozgrywa się makabryczny dramat, który po ujawnieniu mógłby zatrząść całą polską sceną polityczną.

Dokładnie w tym samym miesiącu lokalna działaczka PO, politycznie powiązana z prominentnymi postaciami tej partii – m.in. z obecną wicemarszałek Sejmu Moniką Wielichowską – usłyszała zarzuty karne z art. 35 ust. 1a ustawy o ochronie zwierząt. Nie chodziło tu jednak o standardowe naruszenie przepisów czy zaniedbanie czworonoga, lecz o skrajnie odrażające praktyki zoofilskie. Co gorsza, w śledztwie podejrzanym stał się również jej mąż, Przemysław L., który usłyszał potworne zarzuty pedofilskie.

O przerażających przestępstwach opinia publiczna dowiedziała się na szeroką skalę dopiero w 2026 roku, gdy Sąd Okręgowy w Świdnicy nieprawomocnie skazał Kamilę L. na 6,5 roku więzienia, a jej męża na ćwierć wiek. Z czasem wychodzą na jaw także kolejne, niewiarygodnie kompromitujące fakty. Podejrzana o tak ohydne czyny kobieta – mimo toczącego się śledztwa i przebywania jej partnera w areszcie – jeszcze wiosną 2024 r. prężnie działała w lokalnych strukturach, pełniąc funkcję pełnomocnika komitetu wyborczego kandydatki Koalicji Obywatelskiej na burmistrza Kłodzka. Zbulwersowani całą sytuacją rodzice pokrzywdzonych ofiar do dziś za pośrednictwem mediów domagają się dla niej natychmiastowego aresztowania. Dlaczego jednak w tak kluczowym dla Polski roku wyborczym gigantyczny skandal został starannie zamieciony pod dywan?

Prokurator bierze sprawę w swoje ręce

Głównym architektem zatajenia afery okazał się ówczesny Prokurator Okręgowy w Świdnicy, Wiesław Dworczak. Jak ujawnia Radio Wnet  - z niezrozumiałych powodów postanowił on przejąć owo bulwersujące postępowanie ze szczebla prokuratury rejonowej wprost do osobistego prowadzenia. W praktyce resortowej jest to niezwykle rzadkie zjawisko, gdyż szefowie prokuratur okręgowych zazwyczaj stanowczo unikają brania na siebie bezpośredniego ciężaru prowadzenia tak skomplikowanych spraw we własnym referacie.

Co jednak najbardziej oburzające, Dworczak w ogóle nie poinformował o potężnym skandalu z udziałem polityk PO swoich bezpośrednich przełożonych. Wiedzy o sprawie nie posiadały: Prokuratura Regionalna we Wrocławiu, Departament Postępowania Przygotowawczego Prokuratury Krajowej, ówczesny Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro, ani Prokurator Krajowy Dariusz Barski. Było to rażące i skandaliczne złamanie wewnętrznych przepisów, w tym paragrafu 70 regulaminu urzędowania powszechnych jednostek organizacyjnych prokuratury, który wprost nakazuje:

„O wszczęciu śledztwa oraz istotnych dla przebiegu postępowania czynnościach i zdarzeniach w sprawach dużej wagi ze względu na ich rodzaj, charakter, skutki lub społeczny oddźwięk, prokurator bezzwłocznie informuje prokuratora nadrzędnego. Z własnej inicjatywy prokurator powinien informować prokuratora nadrzędnego także o sprawach zawiłych, wymagających konsultacji.”

Niewytłumaczalna bierność Dworczaka, przez lata etykietowanego przez lewicowo-liberalne media jako „człowiek Ziobry” (szefował dawniej jednemu ze stowarzyszeń śledczych), rodzi dziś zasadne pytania o jego faktyczne intencje. Informatorzy z otoczenia sugerują, że nadrzędnym powodem ukrywania tak wybuchowej afery był strach przed rosnącą siłą polityczną Platformy Obywatelskiej. Żona prokuratora pracowała wówczas jako wicedyrektorka w jednej z kłodzkich szkół podległych samorządowi. Widmo bliskiej zmiany władzy w Polsce mogło potęgować lęk przed personalną i zawodową zemstą nowego obozu. Niezależnie od motywacji, decyzja Dworczaka o ukryciu prawdy efektywnie uchroniła formację Donalda Tuska przed gigantycznym wizerunkowym tąpnięciem i brutalną weryfikacją przy urnach.

Zagrożenie dla małoletnich i zaskakujące honory

Prokuratorskie kalkulacje i polityczne zaniechania miały w tej sprawie również dramatyczny, czysto ludzki wymiar - informuje Radio Wnet. Mimo ciężkich, budzących odrazę oskarżeń, przez blisko dziesięć miesięcy prokurator wykazywał całkowitą bierność, powstrzymując się od jakiegokolwiek poinformowania właściwego sądu rodzinnego. Skutkowało to tym, że bezbronne dzieci nadal zamieszkiwały pod jednym dachem wspólnie z kobietą, na której ciążyły zarzuty o zachowania zoofilskie i bierność wobec aktów pedofilskich jej męża.

Dopiero po rażąco długim czasie podjęto odpowiednią interwencję. Komenda policji w Kłodzku wydała w tej kwestii oficjalne wyjaśnienie:

„Odnośnie dzieci podejrzanej na polecenie prokuratora Komenda Powiatowa Policji w Kłodzku w kwietniu 2024 r. skierowała do III Wydziału Rodzinnego i Nieletnich Sądu Rejonowego w Kłodzku wniosek o zbadanie sytuacji rodzinnej podejrzanej, po uzyskaniu wywiadu kuratora Sąd Rejonowy w Kłodzku w dniu 10 maja 2024 r., wydał postanowienie o natychmiast wykonalnym ustanowieniu nadzoru kuratora nad sposobem wykonywania władzy rodzicielskiej. Dalsze czynności w tym zakresie podejmuje wskazany sąd rodzinny.”

Próbująca tłumaczyć te ewidentne zaniedbania rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Świdnicy, sędzia Agnieszka Połyniak, w specyficzny i biurokratyczny sposób odniosła się do tragedii najmłodszych:

„Żaden z zarzutów stawianych oskarżonej nie dotyczył małoletnich, pozostających pod opieką oskarżonej, która w sprawie oskarżonego Przemysława L. ma także status osoby pokrzywdzonej. Do sprawy rozwodowej przystąpił prokurator i w związku z wydaniem wyroku skazującego oskarżoną, kwestia sprawowania przez nią pieczy oraz jej władzy rodzicielskiej (jak też oskarżonego Przemysława L. będzie przedmiotem oceny Sądu rozwodowego”.

Finał całej tej historii i postawy samego śledczego Dworczaka wręcz idealnie wpisuje się w realia „uśmiechniętej Polski”. Zamiast dyscyplinarki i dymisji z zawodu za zatajenie potężnej afery uderzającej w prominentów Platformy Obywatelskiej, w marcu 2024 roku prokurator otrzymał uroczyste pismo z gratulacjami za zaangażowanie w sprawę, wystosowane osobiście przez środowisko Adama Bodnara. Finalnie kierownictwo stracił, lądując na szczeblu prokuratury regionalnej jako śledczy szeregowy. Redakcja Radia Wnet pytała go oficjalnie, czy w krytycznym dla kampanii 2023 roku w jakikolwiek sposób utrzymywał on kontakty towarzyskie z lokalnymi politykami PO. Pytania te do dziś pozostają bez odpowiedzi.

Źródło: niezalezna.pl, Radio Wnet

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej