Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Fala fałszywych zgłoszeń uderzających w Republikę. Znikome wyjaśnienia od wiceszefa MSWiA

W czwartek w Senacie wiceszef MSWiA Czesław Mroczek przedstawił informację dotyczącą fałszywych zgłoszeń do domów dziennikarzy i pracowników Telewizji Republika. Przedstawiciel rządu nie wyjaśnił wątpliwości dotyczących interwencji policji.

Jak przekazał, w okresie od 13 do 19 maja br. policja odnotowała 13 takich zawiadomień oraz interwencji. Podzielił je na dwie kategorie - zagrożenie dla bezpieczeństwa powszechnego (m.in. materiał wybuchowe) oraz niezwłoczna pomoc dla osoby będącej w stanie zagrożenia życia lub zdrowia (m.in. próby samobójcze). Z jego wypowiedzi wynika, że żadne nie zostało uznane za wiarygodne.

Odnosząc się do sytuacji z wejściem do domu Tomasza Sakiewicza, potwierdził ustalenia portalu Niezalezna.pl, że mundurowi dotarli do lokalu w 11 minut od sygnału z CPR.  Dalej mówił: 

"Przebieg dalszy już państwo znacie. Rozmowa z osobą, z panią, która otworzyła drzwi mieszkanie i nie było tam właściwej komunikacji, doszło do sytuacji, w której funkcjonariusze - nie mogąc uzyskać właściwych informacji - użyli kajdanek, ale po informacji o tym, że ta pani będzie musiała być przewieziona w celu wyjaśnienia sytuacji, ustalenia i tożsamości do właściwej ich komendy rejonowej policji w Warszawie, ta pani podała swoje dane i w tym momencie odstąpiono od stosowania środków przymusu bezpośredniego. I też wcześniej dokonano oględzin tego mieszkania i ustalono, że sytuacja opisana w tym zgłoszeniu nie ma miejsca. Gdyby przebieg tej interwencji... gdyby była współpraca policji z osobą, która otworzyła to mieszkanie, zapewne tak, jak we wszystkich innych przypadkach, byłoby szybkie wyjaśnienie"

Chodzi o sytuację, w której skuta w kajdanki została asystentka prezesa Republiki. Minister nie odniósł się w żaden sposób do przedstawionej przez Sakiewicza informacji, że kobieta została skuta po tym, jak żądała od policjantów wylegitymowania się. Mundurowi odmawiali również podania swoich danych właścicielowi lokalu - szefowi Domu Wolnego Słowa.

Mroczek potwierdził również, że policjanci mieli na sobie kamery. Przekazał, że do zapisu mają dostęp pokrzywdzeni. Tyle że szef Republiki otwarcie mówi, że chce ich upublicznienia. 

Przypomnijmy, że portal Niezalezna.pl ujawnił dziś nowe informacje dotyczące interwencji w domu Sakiewicza. Choć wcześniej media informowały, że działania służb miały związek z mailem zawierającym groźbę samobójczego zamachu, nasze najnowsze ustalenia wskazują, że policja podjęła interwencję dopiero po późniejszym "czerwonym alercie" przekazanym przez infolinię Rzecznika Praw Dziecka.

Dotarliśmy do szczegółowych policyjnych zapisów, które pozwalają odtworzyć przebieg wydarzeń niemal minuta po minucie. Z dokumentów wyłania się jednak kilka niewyjaśnionych kwestii - m.in. dlaczego funkcjonariusze uruchomili kamery nasobne dopiero po pewnym czasie oraz czy prokuratura zdecyduje się ujawnić pełne nagranie z interwencji. W sprawie pojawia się również wątek działań Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Szczegóły w tekście: Nowe fakty ws. interwencji u Sakiewicza. Policjanci włączyli kamery z opóźnieniem. Dwa równoczesne zgłoszenia

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

NAJNOWSZE Polska