Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Wykorzystali Sąd Najwyższy do walki z sędziami. "Postanowienie s. Skoczkowskiej nie ma znaczenia prawnego"

"To niespotykane, nawet na standardy PRL-owskiego sędziego, że pani Skoczkowska pozwoliła sobie w postanowieniu Sądu Najwyższego na oblanie nas wiadrem pomyj. [...] Bez żadnego postępowania, bez dania racji, bez przedstawionych zarzutów, jak w latach 50. uczyniła z nas przestępców, co pozwoliło jej na wysnucie wniosku, że minister mógł nas odwołać" - stwierdził w rozmowie z Niezalezna.pl legalny zastępca rzecznika dyscyplinarnego, sędzia Przemysław Radzik, oceniając postanowienie wydane przez sędzię Barbarę Skoczkowską. - "Nie ma ono znaczenia prawnego. Równie dobrze sędzia Skoczkowska mogła napisać o Wyspach Bergamutach".

„Sędzia Izby Odpowiedzialności Zawodowej Barbara Skoczkowska orzekła, że minister sprawiedliwości był uprawniony do odwołania sędziego Piotra Schaba ze stanowiska rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych oraz jego zastępców Przemysława Radzika i Michała Lasoty” - poinformował serwis prawo.pl.

W uzasadnieniu stwierdziła, że „brak wyraźnej regulacji ustawowej w tym zakresie był wynikiem intencjonalnego działania ustawodawcy oraz że w demokratycznym państwie nie może być tak, iż rzecznika dyscyplinarnego nie można odwołać w żadnej sytuacji”.

Postanowienie s. Skoczkowskiego stoi w kontrze do dotychczasowych orzeczeń SN. Między innymi z udziałem sędziego Wiesława Kozielewicza, byłego prezesa Izby Odpowiedzialności Zawodowej SN. Cytowaliśmy je:

"(...) Organ władzy publicznej zobowiązany jest do przestrzegania wszystkich przepisów określających jego uprawnienia lub obowiązki, niezależnie od usytuowania ich w systemie źródeł prawa. Zawsze norma kompetencyjna w obszarze prawa publicznego, podlega wykładni ścisłej, a organy nie mogą działać, jeżeli ustawa ich do tego wyraźnie nie upoważni. Zatem, już chociażby z tego względu nie można podzielić koncepcji Ministra Sprawiedliwości co do posiadania przez niego kompetencji do odwołania Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych oraz Zastępców Rzecznika Dyscyplinarnego, z powołaniem się na wykładnię prokonstytucyjną czy wypełnienie tym luki prawnej sprzecznej z zasadą legalizmu. Oczywiście błędny jest również pogląd Ministra Sprawiedliwości, że z określonej w u.s.p. kompetencji Ministra Sprawiedliwości do powołania Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych i jego Zastępców, wynika per se kompetencja do ich odwołania"

To uzasadnienie przypomniało Stowarzyszenie „Prawnicy dla Polski”:

Natomiast sędzia Sądu Najwyższego w stanie spoczynku Konrad Wytrykowski zwrócił uwagę, że postanowienie zapadło w składzie niezgodnym z prawem. „Będzie reakcja I Prezes i rzecznika dyscyplinarnego SN?” – dopytuje na X.

"Równie dobrze mogła napisać o Wyspach Bergamutach"

Jak postanowienie s. Skoczkowskiej ocenia legalny zastępca rzecznika dyscyplinarnego sędziego Przemysław Radzik?

- To wyraz frustracji sędzi Skoczkowskiej. Postanowienie wydała wpadkowo w zupełnie innej sprawie, ponieważ w domenie publicznej zaczęła się upowszechniać uchwała Sądu Najwyższego z 8 grudnia 2025 r., gdzie jednoznacznie stwierdzono, że legalnymi rzecznikami dyscyplinarnymi są sędziowie Schab, Lasota i Radzik. Sąd Najwyższy jak nas dopuszczał do udziału w sprawach tak nas dopuszcza. Trzy dni temu w sprawie immunitetowej również dopuścił nas do udziału w postępowaniu, jako legalnych rzeczników dyscyplinarnych

- stwierdził. 

Także zwrócił uwagę, że postanowienie, które wydała sędzia Skoczkowska, „zapadło w składzie nieznanym ustawie”.

- Zgodnie z prawem, Sąd Najwyższy w orzeka w składzie dwóch sędziów i ławnika. Poza tym postanowienie, które wydała wspomniana sędzia dotyczyło kwestii proceduralnych, związanych z wyznaczeniem sądu do rozpoznania sprawy dyscyplinarnej. Nie dotyczyło w żaden sposób rzeczników dyscyplinarnych - doprecyzował.

- Równie dobrze sędzia Skoczkowska mogła napisać o Wyspach Bergamutach, albo podzielić się wspomnieniem z czasów PRL i przyjęciu nominacji od komunistycznej Rady Państwa

- ocenił.

Zdaniem s. Radzika, postanowienie zapadło, „by druga strona miała argumentację i mogła się powoływać na autorytet Sądu Najwyższego”. - Chodziło o to, by pan Mazur czy pan Czeszkiewicz mieli o czym pisać w mediach społecznościowych. Jeśli chodzi o rzeczników dyscyplinarnych - postanowienie ma wartość papieru, na którym zostało ono wydane. Nie ma znaczenia prawnego - dodał.

I dalej:

„to niespotykane, nawet na standardy PRL-owskiego sędziego, że pani Skoczkowska pozwoliła sobie w postanowieniu Sądu Najwyższego na oblanie nas wiadrem pomyj. Napisała rzeczy, które nie mają oparcia w faktach. Napisała, że łamaliśmy prawo. Bez żadnego postępowania, bez dania racji, bez przedstawionych zarzutów, jak w latach 50. uczyniła z nas przestępców, co pozwoliło jej na wysnucie wniosku, że minister mógł nas odwołać. To sprawa na pozew albo prywatny akt oskarżenia, albo nawet na postępowanie karne o znieważenie funkcjonariuszy publicznych”.

- Osobiście nie zamierzam nobilitować pani Skoczkowskiej tego rodzaju pozwem. Wystarczy że jej niespotykany, spersonalizowany atak na legalnych rzeczników dyscyplinarnych kompromituje ją jako prawnika i sędziego - podsumował. 

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane