Do dramatycznego zdarzenia doszło 12 kwietnia 2025 roku. Oskarżony – obywatel Ukrainy – oraz jego ofiara, Polak, znali się wcześniej. Mieszkali w osobnych lokalach w tym samym budynku i korzystali ze wspólnej kuchni. To właśnie we wspólnej kuchni doszło do tragedii. Według aktu oskarżenia Prokuratury Rejonowej w Ełku, obywatel Ukrainy już w lutym ubiegłego roku groził znajomemu, że go zabije, manifestując przy tym gotowość użycia noża. Wówczas jednak do niczego poważniejszego nie doszło.
Sytuacja dramatycznie eskalowała kilka tygodni później. W kuchni oskarżony zaatakował pokrzywdzonego długim nożem. Według ustaleń śledczych były to dwa ciosy. Drugi trafił w brzuch. Obrażenia były bardzo poważne - realnie zagrażały życiu pokrzywdzonego.
Różne oceny zamiaru
Kluczową kwestią w tej sprawie była ocena zamiaru sprawcy. Prokuratura przyjęła, że oskarżony działał z zamiarem bezpośrednim zabójstwa. Sąd pierwszej instancji ocenił to inaczej - uznał, że był to zamiar ewentualny, ale utrzymał kwalifikację prawną jako usiłowanie zabójstwa.
Od wyroku sądu pierwszej instancji apelację wniosła obrona. Obrońca przekonywał, że nie było zamiaru zabójstwa, a doszło do nieumyślnego spowodowania ciężkich obrażeń. Wskazywał też, że zdarzenie było przypadkowe i dynamiczne, strony wcześniej nie były skonfliktowane, a po ataku oskarżony starał się rannego ratować i wielokrotnie prosił o wezwanie karetki.
„Wątpliwości na korzyść oskarżonego"
Sąd Apelacyjny w Białymstoku wykluczył wersję, jakoby pokrzywdzony sam nadział się na nóż. Jak wskazał w uzasadnieniu wyroku sędzia Janusz Sulima, przeczą temu zarówno zasady racjonalnego myślenia i doświadczenie życiowe, jak i jednoznaczna ocena biegłej z zakresu medycyny sądowej, która stwierdziła, że obrażenia nie mogły powstać w taki sposób.
Sąd odwoławczy zgodził się jednak z argumentacją obrony w kluczowej kwestii zamiaru zabójstwa. Uznał, że są co do tego poważne wątpliwości, a te - zgodnie z jedną z podstawowych zasad procesu karnego - należało rozstrzygnąć na korzyść oskarżonego.
W efekcie atak został zakwalifikowany jako spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu realnie zagrażającego życiu, a nie usiłowanie zabójstwa. To właśnie przesądziło o obniżeniu kary.
„Niewiele brakowało do tragedii"
Jednocześnie sąd podkreślił, że działanie oskarżonego było bardzo niebezpieczne i niewiele zabrakło, by doszło do śmierci pokrzywdzonego. To właśnie dlatego kara - mimo zmiany kwalifikacji prawnej - pozostała surowa. Kara łączna, obejmująca również wcześniejsze groźby karalne, wyniosła ostatecznie 8 lat i 2 miesiące pozbawienia wolności.
Piątkowy wyrok Sądu Apelacyjnego w Białymstoku jest prawomocny.