Wiceszef Agencji Uzbrojenia, gen. bryg. Michał Marciniak, został w Polsat News zapytany o stan polskiej obrony przeciwrakietowej oraz możliwość ochrony największych miast w przypadku wystąpienia poważnego zagrożenia. Wojskowy przyznał, że obecnie duże miasta nie są objęte taką ochroną, ponieważ wokół nich nie rozmieszczono odpowiednich systemów.
Duże miasta na dzisiaj nie (nie są chronione - red.), dlatego że nie mamy rozstawionych wokół nich systemów.
– wskazał.
ŻADNE POLSKIE MIASTO NIE JEST CHRONIONE PRZECIWRAKIETOWO#DobryWieczórPolsko @PolsatNewsPL pic.twitter.com/6Lc1GOMJct
— Grzegorz Jankowski (@GrzegorzJanko12) August 19, 2026
Gość Polsatu przyznał również, że dziś Polska nie dysponuje jeszcze wystarczającą liczbą wyrzutni i rakiet, aby jednocześnie zabezpieczyć miasta, kluczową infrastrukturę oraz zgrupowania wojsk. Ocenił też, że budowa pełnego systemu może potrwać nawet do 2035 roku.
W sieci były szef MON Mariusz Błaszczak przypomniał, że rząd Zjednoczonej Prawicy uruchomił obronę przeciwrakietową Warszawy, i zwrócił uwagę, iż z obecnej wypowiedzi generała wynika, że stolica nie jest już chroniona w taki sposób.
Bardzo zdziwiły mnie słowa gen. Marciniaka, oficera z Agencji Uzbrojenia, którego bardzo cenię. W czasach rządów PiS uruchomiliśmy obronę antyrakietową Warszawy - pierwszy raz od wielu lat.
Ze słów generała w Polsat News wynika, że obecnie Warszawa nie jest chroniona i że… pic.twitter.com/SdKk8CoLCf
— Mariusz Błaszczak (@mblaszczak) August 18, 2026
Dziś Ministerstwo Obrony Narodowej opublikowało komunikat w związku z wczorajszą wypowiedzą wiceszefa Agencji Uzbrojenia.
Odnosząc się do pojawiających się w przestrzeni publicznej komentarzy dotyczących rzekomego braku ochrony naszych miast przed zagrożeniami z powietrza, informujemy, że Siły Zbrojne RP posiadają różne rodzaje zdolności do zapewnienia osłony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej wyznaczonych obiektów, w tym aglomeracji miejskich.
– czytamy.
"To oświadczenie MON to w praktyce przyznanie się do wycofania obrony antyrakietowej Warszawy, którą wprowadzaliśmy za rządów PiS" – nie ma wątpliwości Mariusz Błaszczak.
Nie pytamy, czy Polska „posiada różne rodzaje zdolności”. Oczywiście, że posiada, bo je zbudowaliśmy. Pytanie jest proste: czy systemy obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej są dziś rozstawione wokół Warszawy.
– dodał.
To oświadczenie @MON_GOV_PL to w praktyce przyznanie się do wycofania obrony antyrakietowej Warszawy, którą wprowadzaliśmy za rządów PiS.
Nie pytamy, czy Polska „posiada różne rodzaje zdolności”. Oczywiście, że posiada, bo je zbudowaliśmy. Pytanie jest proste: czy systemy obrony… https://t.co/7E6gkUEUBZ
— Mariusz Błaszczak (@mblaszczak) August 19, 2026
Dron Shahed nad Warszawą. Prowokacja, która może rozpocząć się jako „przypadek”
"Gen. bryg. Michał Marciniak, zastępca szefa Agencji Uzbrojenia, powiedział publicznie rzecz, która powinna wywołać w Polsce bardzo poważną dyskusję: żadne z dużych polskich miast nie jest obecnie objęte pełną ochroną antyrakietową. Polska dopiero buduje taki system. Co jeszcze bardziej znamienne, generał odnosząc się do rosyjskiej rakiety, która spadła w Tarnawie-Kolonii, dopuścił możliwość, że jej trasa mogła zostać zaprogramowana właśnie po to, aby sprawdzić reakcję polskiego systemu obrony" – komentuje w rozmowie z portalem Niezależna.pl gen. bryg. pil. rez. Dariusz Wroński, były dowódca wojsk aeromobilnych.
To fundamentalnie zmienia sposób, w jaki powinniśmy patrzeć na kolejne „przypadkowe” naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej. Bo przeciwnik nie musi zaczynać wojny od ataku. Może rozpocząć od pomiaru naszej reakcji.
– dodaje nasz rozmówca.
Najgroźniejszy może nie być pierwszy dron, który uderzy w Polskę. Najgroźniejszy może być ten, który sprawdzi, czy jesteśmy gotowi go zatrzymać.
– uzupełnia.
Jak wskazuje gen. Wroński, "przez lata przyzwyczailiśmy społeczeństwa europejskie do myślenia zero-jedynkowego: albo jest pokój, albo wojna. Tymczasem pomiędzy nimi znajduje się ogromna przestrzeń operacyjna".
Sabotaż. Cyberatak. Zakłócenia GPS. Dezinformacja. Naruszenie przestrzeni powietrznej. „Zagubiony” dron. „Uszkodzona” rakieta. Obiekt niewiadomego pochodzenia. Każdy taki incydent można wyjaśnić awarią. A potem następny i następny. Problem polega na tym, że seria przypadków może być operacją rozpoznawczą.
– ostrzega. Przypomina, że rosyjskie drony wielokrotnie naruszały już przestrzeń państw wschodniej flanki NATO, w tym Polski.
Jeszcze bardziej niepokojący jest inny fakt. Litewskie władze poinformowały 6 sierpnia o danych wywiadowczych wskazujących na możliwość wykorzystania przez Rosję zdobytych ukraińskich dronów do operacji pod fałszywą flagą przeciwko państwom regionu. A więc scenariusz, który jeszcze niedawno można byłoby uznać za political fiction, znajduje się już w oficjalnych ocenach bezpieczeństwa państwa NATO.
– wskazuje.
Wyobraźmy więc sobie nie atak, lecz test. Nie twierdzę, że taki scenariusz nastąpi. Twierdzę coś innego. Państwo frontowe NATO ma obowiązek być na niego przygotowane. Załóżmy więc hipotetycznie, że celem nie jest jeszcze zniszczenie Warszawy. Przeciwnik mierzy naszą reakcję i szybkość działania, by za chwilę wejść na wyższy próg. Dlaczego? Bo może!
– kończy.