Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Polska na czerwono... Dwie na trzy porodówki mają zniknąć

Chcemy, żeby na oddziałach odbywały się minimum dwa porody dziennie, czyli siedemset parę porodów rocznie – zapowiada Tomasz Maciejewski, wiceminister zdrowia. – Żaden szpital powiatowy poza dużymi miastami praktycznie nie ma takiej liczby porodów. To oznaczałoby masowe zamykanie porodówek – komentuje zapowiedź wiceministra zdrowia Krzysztof Żochowski, dyrektor szpitala w Garwolinie. Na interaktywnej mapie przygotowanej przez Janusza Cieszyńskiego na podstawie danych ze szpitali Polska roi się od czerwonych kropek. Wedle założeń Maciejewskiego z 306 porodówek do zamknięcia jest 199. Kobiety poza dużymi miastami zostałby skazane na porody na SOR.

Tomasz Maciejewski w poniedziałkowym wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” stwierdził, że konieczne jest ograniczenie liczby porodówek.

– Chcemy, żeby na oddziałach odbywały się minimum dwa porody dziennie, czyli siedemset parę porodów rocznie

– zapowiada Maciejewski i tłumaczy, że w ten sposób i przy tej liczbie porodów zapewnione zostanie bezpieczeństwo rodzących, ponieważ personel oddziału położniczo-ginekologicznego nie traci swoich umiejętności zawodowych.

– Żaden szpital powiatowy poza dużymi miastami nie ma takiej liczby porodów. Oznaczałoby to masowe likwidowanie porodówek poza dużymi miastami

– mówi „Codziennej” Krzysztof Żochowski, dyrektor szpitala powiatowego w Garwolinie oraz członek zarządu Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych.

Polska na czerwono

Zapowiedzi wiceministra Maciejewskiego zwizualizował były wiceminister zdrowia, poseł PiS Janusz Cieszyński. Na podstawie danych ze szpitali stworzył interaktywną mapę (publikujemy ją). Na czerwono zaznaczone są te szpitale, które nie mają liczby porodów przekraczających 730 rocznie. Na zielono te, które tę liczbę porodów przekraczają. Z mapy wynika, że całe połacie Polski pokryte są czerwonymi kropkami. W sumie na 306 istniejących porodówek zamkniętych miałoby zostać 199.

– Rząd Tuska chce zamykać porodówki. Najpierw mieliśmy pomysł minister Leszczyny. Wtedy była mowa o progu liczby porodów wynoszącym 400. Teraz wiceminister mówi o progu ponad 700 porodów. Na mapie widać, co to oznacza w praktyce

– mówi Janusz Cieszyński.

W praktyce oznacza to, że odległość między porodówkami do likwidacji (czerwone kropki), a tymi, które zostaną (zielone), to często ponad 100 km. W praktyce całe warmińsko-mazurskie zostałoby skazane na porodówkę w Olsztynie. W przypadku Mazowsza Ostrołęka skazana byłaby na szpitale w Warszawie albo Białymstoku. Podobnie ogromne odległości dotyczą Podkarpacia  czy Łódzkiego.

Skazane na SOR

Brak porodówek w szpitalach powiatowych zakładają przepisy, które już weszły w życie, czyli umożliwiające tworzenie tzw. pokojów narodzin na SOR tych szpitali. Jeszcze dwa tygodnie temu resort zapewniał, że to nie jest zachęta dla szpitali, by likwidowały porodówki. – Teraz mamy jasność, że o to chodzi – mówią dyrektorzy szpitali.

– To jest lekceważenie ludzi mieszkających poza dużymi miastami. Dlaczego oni mają mieć gorsze świadczenia?

– mówi „Codziennej” Mariusz Trojanowski, dyrektor szpitala w Aleksandrowie Kujawskim.

Mapa Cieszyńskiego pokazuje, że nawet warunki tworzenia pokojów narodzin na SOR zostają złamane w przypadku przyjęcia progu ponad 700 porodów. Rozporządzenie zakłada bowiem, że taki pokój może być tworzony wtedy, kiedy odległość do najbliższego szpitala z oddziałem położniczo-ginekologicznym to 30 km, czyli ok. 40 minut jazdy karetki drogą publiczną (to także z reguły promień powiatu). Na mapie widać, że te odległości są nie do utrzymania przy likwidacji tak wielu porodówek.

Dyskryminacja Polek z Polski B

– Kobiety nie chcą tak rodzić, a ta zmiana w mniejszych ośrodkach niszczy utrwaloną od dekad kulturę porodów w Polsce. Opiera się ona na zabezpieczeniu matki i dziecka na oddziale położniczym. Dyrektor z Leżajska wyliczył, że na prowadzenie takiego pokoju narodzin potrzebuje minimum 3,5 mln zł na rok. NFZ chce zapłacić niespełna 3,2 mln. Sama karetka to koszt roczny 2,9 mln. Gdzie środki na opiekę w przypadku powikłań, walkę z bólem, znieczulenie itd.?

– mówi „Codziennej” Waldemar Malinowski, prezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych.

Zdaniem Kariny Bosak (Konfederacja), przewodniczącej parlamentarnego zespołu ds. opieki okołoporodowej, zastępowanie w małych ośrodkach porodówek porodami w pokojach narodzin (czyli de facto na SOR) to dyskryminacja.

– Zróżnicowanie dostępności porodówek w zależności od miejsca zamieszkania jest ewidentnym przejawem dyskryminacji. Kobiety mieszkające w mniejszych miejscowościach nie mają takiego samego dostępu do opieki okołoporodowej jak te w dużych miastach, a to oznacza, że ich bezpieczeństwo i komfort porodu zależą od miejsca zamieszkania, co jest nie do przyjęcia

– mówi Bosak.

Więcej w dzisiejszej "GPC":

Źródło: niezalezna.pl, Gazeta Polska Codziennie

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane