Na naszych oczach następuje ośmieszenie i osamotnienie Polski
– przekonywała Hanna Gronkiewicz-Waltz. Straszyła „dryfowaniem Polski w objęcia Putina”. Zżymała się też na niewdzięczność wobec Unii.
Ogarnia mnie złość i smutek, kiedy z narodu będącego wzorem umiłowania miłości i demokracji staliśmy się w opinii Europejczyków wyłącznie spryciarzami, którzy chcą wyciągnąć pieniądze ze wspólnej kasy, nie szanując jednocześnie tych wartości, które są u podłoża Unii – grzmiała prezydent stolicy.
Aleksander Kwaśniewski z kolei wyjawił, że w momencie przystąpienia Polski do Wspólnoty spełniło się marzenie nie tylko współczesnych, ale i nieobecnych – jego rodziców i dziadków.
Marzyli oni całe życie, żeby Polska była w głównym krwiobiegu europejskim. A historia tak się ułożyła, że nie było to możliwe
– uznał b. prezydent, nie zagłębiając się w przeszłość, którą współtworzył. Odnosząc się do dzisiejszej sytuacji, huczał, że nie może być zgody na politykę, jaką prowadzi rząd PiS wobec UE.
W krytyce rządzących wtórował mu Bronisław Komorowski.
Z tego ograniczonego materiału ludzkiego, którym dysponuje PiS, nie da się zbudować narzędzi skutecznego budowania pozycji Polski w Europie. Trzeba zmienić ten materiał
– mówił b. prezydent.
W dalszej części konferencji europoseł PO Róża Thun chwaliła dobrodziejstwa płynące do Polski z Unii. Jednocześnie przestrzegała przed rozważaniem o ideach stojących u podwalin wspólnej Europy. Stwierdziła, że dziś konkrety są najważniejsze.
Jestem zadowolona, że w PE ogromna liczba osób zajmuje się praktyką. To nam się właśnie zarzuca nieraz, że w UE zajmujemy się np. tym, ile wody ma być w spłuczce w toalecie. Ale to są właśnie te potrzebne konkrety
– emocjonowała się Thun. – Nie lubię, jak się mówi o biurokracji europejskiej. Bez tysiąca przepisów np. nasze pielęgniarki nie mogłyby pracować na zachodnich rynkach – zakończyła Thun.
Cały tekst w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"