Według wstępnych szacunków GUS za 2025 rok, na zdrowie przeznaczamy już 8,9 proc. PKB. To wynik zaledwie o pół punktu procentowego niższy od średniej państw rozwiniętych (OECD), plasujący nas na równi z Czechami czy Hiszpanią. Skoro pieniądze są, dlaczego w szpitalach brakuje miejsc, a kolejki rosną? Wybitny autorytet z dziedziny medycyny cywilnej i wojskowej wprost wskazuje w swoim wpisie, że deficyt środków to tylko jeden z elementów kryzysu. Prawdziwym, rzadko poruszanym problemem, jest całkowity brak przejrzystych reguł prawnych określających, kto i w jakim stopniu finansuje polskie zdrowie.
Obserwuj Niezalezna.pl w Google! Wejdź na nasz profil i kliknij „Obserwuj w Google”
Z przedstawionej przez dyrektora WIM diagnozy wyłania się obraz niepokojącego chaosu w państwowych finansach. Składka zdrowotna, która w założeniu miała być fundamentem całego systemu, w 2025 roku pokryła niespełna 82 proc. wydatków NFZ.
Resztę uzupełnia dotacja z budżetu, która rosła skokowo: od zera w 2022 r. do 32,9 mld zł w 2025 r., 33,6 mld zł po korektach w 2026 r. i 35 mld zł w planie na 2027 r.
– podaje gen. Gielerak.
Jak zauważa ekspert, polski model ubezpieczeniowy tylnymi drzwiami zmienił się w system „składkowo-budżetowy”. Dodatkowo od 2026 roku na system nałożony zostanie gorset stabilizującej reguły wydatkowej. W praktyce oznacza to brutalną prawdę: każda kolejna złotówka przekazana na ratowanie szpitali i przychodni będzie musiała zostać obcięta w innej sferze finansów publicznych.
"Z tego powodu pilnie potrzebujemy decyzji ustrojowej rangi ustawowej – jawnej reguły wskazującej, co finansuje składka, a co budżet, dotacji ustalonej jako stały odsetek dochodów podatkowych oraz określenia roli środków prywatnych" – nie ma wątpliwości gen. Gielerak.
Bogatsi omijają kolejki, a system tonie w absurdach
Oprócz uregulowania udziału budżetu państwa, kluczowe jest okiełznanie potężnego strumienia prywatnych pieniędzy. Z danych GUS wynika, że w 2024 roku Polacy wydali z własnej kieszeni aż 64,5 mld zł. To oznacza, że co piąta złotówka w ochronie zdrowia płynie całkowicie poza systemem publicznym.
„Nakład prywatny, niepowiązany z ofertą publiczną, kupuje przede wszystkim szybszą poradę i diagnostykę tam, gdzie kolejka jest najdłuższa, a nie leczenie o najwyższej wartości klinicznej.
– alarmuje generał.
Ekspert ostrzega, że im dłużej państwo będzie udawać, że nie widzi tych pieniędzy, tym bardziej dostęp do leczenia będzie uzależniony od zasobności portfela. Sposobem na to mają być ubezpieczenia komplementarne o ściśle określonych zasadach, które zagwarantują ochronę także pacjentom o najniższych dochodach.
Ustawa nie może być jednak pisana pod kątem bieżącej kadencji. Gen. Gielerak kategorycznie zaznacza: odpowiedzialna polityka zdrowotna musi obejmować horyzont roku 2040. Powód? Baza składkowa drastycznie się kurczy. Z jednej strony ubywa płatników z powodu starzenia się społeczeństwa, z drugiej – robotyzacja i sztuczna inteligencja skutecznie wypychają ludzi z tradycyjnych etatów w stronę nieoskładkowanych form zatrudnienia.
Generał miażdży przy tym wizję prostego łatania dziur poprzez zwykłe podnoszenie podatków, powołując się na mechanizm tzw. krzywej Laffera. Podwyższenie obciążeń pracy doprowadzi jedynie do tego, że coraz więcej osób będzie uciekać do stref nieoskładkowanych, a dziura w NFZ – zamiast maleć – jeszcze bardziej się powiększy.
Zdaniem gen. Gieleraka, rozwiązaniem jest system oparty na dwóch solidnych filarach:
- Jednolicie naliczana składka od każdej formy dochodu z pracy (bez wyłączeń i bez podnoszenia stawki).
- Twardy, ustawowo zagwarantowany udział budżetu państwa.
Danina od kapitału i automatyzacji wymaga natomiast odrębnego rachunku, bo ujęta zbyt szeroko wypchnie za granicę inwestycje w nowe technologie, a zbyt wąsko nie przyniesie przychodu uzasadniającego ustawową zmianę ustroju finansowania zdrowia.
– podkreśla dyrektor WIM.
Kiedy musi nastąpić przełom? Ekspert wskazuje konkretny termin: prace nad budżetem państwa na 2028 rok. To ostateczna okazja, by państwo przestało łatać NFZ „doraźnymi kroplówkami” i wprowadziło twarde, sprawiedliwe zasady gry.
Generał kończy swój wpis mocnym ostrzeżeniem dla decydentów:
Kto zwleka z tym rozstrzygnięciem, także wybiera – tyle że wariant, w którym luka między przychodami płatnika a kosztem świadczeń urośnie, reguła wydatkowa zablokuje jej domykanie, a kolejki do leczenia planowego wydłużą się jeszcze bardziej.