Dziś w Sądzie Okręgowym w Warszawie kontynuowano posiedzenie w sprawie dotacji z Funduszu Sprawiedliwości dla Fundacji Profeto. Na ławie oskarżonych zasiadają ks. Michał Olszewski oraz byłe urzędniczki Ministerstwa Sprawiedliwości. Mimo złożenia przez obrońców szeregu wniosków o wyłączenie sędzi Justyny Koski-Janusz (m.in. ze względu na wątpliwości co do jej bezstronności i polityczne zaangażowanie), sędzia zdecydowała o kontynuowaniu rozprawy i doprowadziła do odczytania aktu oskarżenia.
Tuż po wyjściu z sali rozpraw (sędzia zarządziła kolejną rozprawę na 10 lutego), w rozmowie z naszą reporterką, mec. Michał Skwarzyński nie krył oburzenia przebiegiem posiedzenia.
„Zadanie wykonane”
Obrońca zwrócił uwagę, że sąd zignorował dowody na to, iż skład orzekający nie był należycie przygotowany do sprawy.
Ławniczki nie miały żadnych szans, żeby zapoznać się z aktami – wskazywał mec. Skwarzyński, odnosząc się do sytuacji w sądzie. Jak podkreślił, dla prowadzących sprawę „nie miało znaczenia jaki był stan faktyczny, nie ma znaczenia czy ktoś się z czymkolwiek mógł zapoznać”.
Zdaniem adwokata, dzisiejsze działania sądu były z góry ukierunkowane na jeden efekt, bez względu na okoliczności prawne.
– Celem tego, co się dzisiaj działo, było odczytanie aktu oskarżenia za wszelką cenę. Bo proszę zwrócić uwagę, że sądu nawet nie interesowało stanowisko naszych klientów. Skończył proces, zadanie wykonane w postaci odczytania, tyle
– relacjonował obrońca ks. Olszewskiego.
Szopka zamiast sprawiedliwości
Zapytany przez naszą dziennikarkę, dlaczego obecny na sali prokurator nie oponował, widząc, że ławnicy są nieprzygotowani, mec. Skwarzyński ocenił to jednoznacznie:
– Tu nikt nie liczy na skazanie za cokolwiek, tu chodzi o to, żeby zrobić szopkę – stwierdził mecenas. Dodał, że bierność oskarżyciela w tej kwestii wynika z charakteru całej sprawy.
– Prokuratura nie chciała, nie chce wyjaśnienia tej sprawy merytorycznego. Prokuratura chce doprowadzić do sytuacji takiej, żeby gonić króliczka, a nie żeby cokolwiek wyjaśnić.
Sąd uciekł od wyjaśnień oskarżonych?
Mecenas Skwarzyński wskazał również na naruszenie procedury karnej, do jakiego doszło po odczytaniu aktu oskarżenia. Zgodnie z logiką procesu, kolejnym krokiem powinno być oddanie głosu oskarżonym. Tak się jednak nie stało.
– Powinno nastąpić bezpośrednio po odczytaniu tego aktu odebranie stanowiska od oskarżonych – tłumaczył prawnik. – To też nie zostało wykonane - dodał.
– „Sąd mógł nie chcieć odbierać wyjaśnień w pełni, ale powinien odebrać stanowisko od oskarżonych. Widać, o co chodziło w tym procesie
– podsumował dla Niezalezna.pl mec. Michał Skwarzyński, dodając, że zachowanie składu orzekającego jest działaniem „wbrew przepisom”.
Przypomnijmy, że obrońcy kwestionują nie tylko przygotowanie ławników, ale też sam sposób wyznaczenia sędzi referent, wskazując, że losowanie mogło zostać celowo zaburzone, aby sprawę przejęła sędzia Koska-Janusz, znana z politycznych sporów z byłym kierownictwem Ministerstwa Sprawiedliwości.