8 dni protestu pod ziemią
W grudniu ub.r. pod ziemią w kopalni "Silesia" w Czechowicach-Dziedzicach protestowało prawie 20 górników. Nie wyjeżdżając na powierzchnię, spędzili pod ziemią 8 dni. Podpisane 29 grudnia 2025 r. w Katowicach porozumienie ze stroną społeczną zakładało, że właściciel kopalni spółka "Bumech" nie zwolni całej załogi - 754 osób, co zapowiadał wcześniej zarządca sądowy zakładu, a protestujący pod ziemią nie będą przez pracodawcę szykanowani.
Kolejny sygnatariusz porozumienia - Miłosz Motyka, minister energii, zapowiedział, że do 28 lutego 2026 r. zostaną wypracowane zmiany legislacyjne, tak by górnicy z "Silesii" mogli skorzystać z urlopów górniczych i odpraw jednorazowych, jak pracownicy choćby kopalń spółek skarbu państwa i mieli możliwość alokacji do innych zakładów, np. do PGG.
"Silesia" jest największą prywatną kopalnią w Polsce. Znowelizowana w ub.r. ustawa górnicza nie objęła tego zakładu. Strona społeczna po zawarciu porozumienia natychmiast przerwała protest pod ziemią.
"Bo zatrzyma kopalnię"
Kilka dni temu zarządca wystąpił z oświadczeniem, że doprowadzi do zatrzymania kopalni i zwolnienia wszystkich pracowników, jeśli Minister Klimatu i Środowiska nie przeniesie koncesji na wydobycie węgla na "Bumech".
- Resort klimatu i środowiska przeniósł tę koncesję z PG Silesia do spółki Bumech
- poinformował dziś na platformie X Marek Pogorzelski, rzecznik ministerstwa klimatu.
Ale to sprawy nie kończy.
Właściciel chce przejąć część zakładu i niektórych pracowników, by jak wskazywał Marcin Sutkowski, główny akcjonariusz "Bumech", kopalnię - której grozi bankructwo - uratować.
Zapytaliśmy o przyszłość kopalni Adama Szłapkę, rzecznika prasowego rządu Donalda Tuska i Grzegorza Łagunę, rzecznika ministerstwa energii. W odpowiedzi otrzymaliśmy tylko informację z Departamentu Komunikacji Ministerstwa Energii, ale wiadomości nie podpisała żadna osoba z imienia i nazwiska.
"Ministerstwo Energii działa z należytą starannością"
- Postępowanie w sprawie przeniesienia koncesji toczyło się przed organem koncesyjnym – Ministrem Klimatu i Środowiska
- czytamy w informacji z Ministerstwa Energii.
- ME nie było stroną tego postępowania. Ministerstwo Energii, realizuje postanowienia Porozumienia z 29 grudnia 2025 r. Strona rządowa jako mediująca w sprawie sporu, zobowiązała się do 28 lutego 2026 r., do podjęcia działań zmierzających do wypracowania rozwiązań legislacyjnych umożliwiających, w przypadku upadłości przedsiębiorstwa górniczego prowadzącego wydobycie w KWK „Silesia”, objęcia alokacją i świadczeniami osłonowymi pracowników zatrudnionych pod ziemią oraz pracowników zakładu przeróbki mechanicznej węgla, w warunkach określonych w ustawie o funkcjonowaniu górnictwa. Realizując ten zapis opracowany został odpowiedni projekt nowelizacji ustawy z 7 września 2007 r. o funkcjonowaniu górnictwa węgla kamiennego. 18 lutego 2026 r. złożony został wniosek o wpis tego projektu do Wykazu prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów. Ministerstwo Energii zrealizowało zobowiązanie w terminie i z należytą starannością.
O zwolnienia, sytuację pracowników i list do sygnatariuszy zapytaliśmy też Marcina Ferdyna, zarządcę sądowego oraz Mariusza Sutkowskiego, głównego akcjonariusza spółki "Bumech". Nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Grzegorz Babij, przewodniczący Międzyzakładowej Organizacji Związkowej NSZZ "Solidarność", największego związku zawodowego w kopalni "Silesia", nie kryje oburzenia i desperacji.
"To był szantaż i bezczelność"
- To był szantaż i bezczelność - ocenił Grzegorz Babij ostatnie pismo od zarządcy sądowego, kopalni.
- Można nie respektować Porozumienia, można ludzi zwalniać, zostawić ich bez środków do życia, a jednocześnie żądać od innych respektowania czegoś, bo tak mi się podoba. To jest hipokryzja ze strony zarządcy i oczywiście właściciela spółki "Bumech". To presja na drugą stronę albo mi dacie - to czego chcę albo ludzi pozwalniam i będziecie ich mieć na bezrobociu. Już w styczniu zwolnionych zostało około 40 osób. Także liderzy strajku pod ziemią. Kilkanaście osób, z tych 40., jest teraz zawieszonych, nie świadczą pracy, mają skrócone okresy wypowiedzenia, ale nie mogą już wejść na teren zakładu. To jest mobbingowanie, obawiam się - żeby ta sytuacja nie zniszczyła ludzi psychicznie.
"Ludzie nie chcą odpraw. Chcą pracować"
Grzegorza Babija pytamy o obiecane rządowe rozwiązania legislacyjne dla górników z "Silesii".
- Nie mam oficjalnych informacji, jakoby w tej materii miało się coś wydarzyć, i nie widzę żadnych uruchomionych procesów legislacyjnych w tej sprawie. Projekt ustawy, który na początku tego roku przygotował, zgodnie z obietnicą pan prezydent Nawrocki, trafił chyba tam, gdzie ustawa "Sejf" pana prezydenta, czyli do zamrażarki... Nie widzę, żeby ktokolwiek nad dokumentem dla "Silesii" pracował. To mnie przeraża, mam ogromne pretensje do polityków. Ludzie, którzy zostali u nas zwolnieni, pracowali do 28 lutego, nie otrzymali odpraw, odszkodowań. Mało tego - dostali tylko część świadczeń jeszcze za ubiegłe miesiące. Nie popłacono im zaległych składek na ubezpieczenia. Nie mogą pójść do lekarza. Także ze swoimi dziećmi, które są ciężkie chore. Są odsyłani z kwitkiem. To kraj bezprawia. Ludzie, którzy protestowali na dole, nadstawiali karku za całą załogę, poświęcali swoje zdrowie i życie - zostali zwolnieni. Nie można ich też zatrudnić w innej kopalni, a oni nawet nie chcą odprawy. Pieniędzy. Chcą pracować. Zostaliśmy sami... Jest mi bardzo przykro z tego powodu.