Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Kolędowe serce Polski bije w Będzinie, tu odbył się 32. finał Międzynarodowego Festiwalu Kolęd i Pastorałek

W Będzinie w woj. śląskim zakończył się dziś 32. Międzynarodowy Festiwal Kolęd i Pastorałek, którego przesłuchania odbywały się w 40 ośrodkach w Polsce oraz w Równem i Żytomierzu na Ukrainie, w Wilnie na Litwie oraz w Rzymie. To jeden z największych kolędowych przeglądów w Europie. Jak policzyli organizatorzy od początku na festiwalowej scenie wystąpiło blisko... 45 tys. osób. - Jestem jurorem już 9. raz i zauważam zarówno w eliminacjach, na które jeżdżę do Wilna i Rzymu oraz tych polskich, że poziom festiwalu systematycznie wzrasta. To jest bardzo miłe dla nas oceniających. W tym roku bardzo się nam podobało sporo wykonań dzieci, takich małych. Grupy dziecięce są świeże, naturalne, śpiewają jak czują. Tak trzeba wykonywać kolędy - mówi nam prof. dr hab. Teresa Krasowska z Instytutu Muzyki Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie.

W ramach tegorocznego 32. Międzynarodowego festiwalu Kolęd i Pastorałek im. ks. Kazimierza Szwarlika w Będzinie w czasie eliminacji i przesłuchań finałowych wystąpiło blisko 1,5 tys. osób. Przesłuchania odbywały się w 40 ośrodkach w Polsce oraz na Ukrainie, Litwie i we Włoszech. 

Z turoniem i gwiazdą

Z Zespołu folklorystycznego “Mała Tęcza” ze Stowarzyszenia Mała Wielka Tęcza w Olbrachtowie w Lubuskiem na koncercie galowym wystąpiło dziś w Będzinie blisko 20 osób. Uczestnicy w barwnych, ludowych strojach, o które zadbała opiekun grupy. Wykonawcom towarzyszył też turoń i gwiazda. Grupa zdobyła wyróżnienie  w kategorii zespołów regionalnych i folklorystycznych.

Przed publicznością dziś wykonaliśmy utwory "Nad Betlejem Jasna Gwiazda" i "Narodził się w stajni" i "Pójdziemy"

– mówi nam Lena Guenther, ubrana w biały czepek i ze skrzypami w ręce. Jej starsze koleżanki Gabrysia Uruska i Zuzanna Zemankiewicz przypominają, że na festiwalu zespół jest po raz czwarty, w tym czasie zdobył m.in. drugie miejsce w swojej kategorii.

"Śpiewanie kolęd to oderwanie od wojny"

Katarzyna Piasecka od 28 lat gra na trąbce, ale zawodowo prowadzi agroturystykę w woj. świętokrzyskim. Występuje w Szkolno-Gminnej Orkiestrze Dętej w Morawicy. W tym roku Zespół wokalno-instrumentalny “Małe Wolanecki” oraz Szkolno-Gminna Orkiestra Dęta w Morawicy zdobyli 3. miejsce w kategorii zespołów wokalno-instrumentalnych.

Czy dużo trenowaliśmy? Tak. Trudno było zgrać dwa tak różne zespoły, ale to dało fajny efekt. Występujemy z koncertami kolęd w tym składzie, to się podoba publiczności. Nasz opiekun gra na fagocie w filharmonii, on wymyślił takie połączenie. W festiwalu wzięliśmy udział po raz pierwszy

– opowiada nam Katarzyna Piasecka.

Dziecięcy Chór “Unison” z Muzycznej Szkoły nr 1 w Równem na Ukrainie zdobył pierwsze miejsce w swojej kategorii. - Działamy przy szkole i parafii św. Piotra i Pawła w Równem. Udział w festiwalu, śpiewanie kolęd to wielka radość i jeszcze zdobyliśmy nagrodę. To oderwanie od wojny - nie kryje radości i wzruszenia opiekun chóru, Julia Nachurska. Na koncert galowy do Będzina przyjechało z Ukrainy 31 osób. Dziewczyny prezentowały się bardzo dostojnie w białych bluzkach, ozdobionych czarnymi kwiatami - dodała.

"Dla mnie budująca jest wiara uczestników"

Jury oceniało wykonawców m.in. w kategoriach solistów, duetów i tercetów, zespołów wokalno-instrumentalnych, chórów oraz grup folklorystycznych. Grand Prix festiwalu powędrowało w tym roku do Zespołu wokalno-instrumentalnego “Scholares Minores Pro Musica Antiqua” z Ogniska Pracy Pozaszkolnej im. Danuty i Witolda Danielewiczów w Poniatowej. Zespół otrzymał 10 tys. zł.

-Dziś mieliśmy 32. koncert galowy. Spotykamy się tu wszyscy z całej Polski i Europy

– podkreśla w rozmowie z "Niezależną" ks. Paweł Tracz, dyrektor festiwalu.

- Cieszymy się, że udziela nam się atmosfera kolęd. Jesteśmy solidarni z wykonawcami uczestnikami, z naszymi gośćmi, ale też z tymi, którzy do nas nie przyjdą osobiście, ale zasiedli przed komputerem, żeby nas oglądać. Koncert galowy, co roku transmitujemy w całości w internecie. Solidaryzujemy się też z tymi, którzy nie mieli w ogóle nic wspólnego z naszym festiwalem, żeby może kiedyś do nas dołączyli. Każdy finał jest inny, każde wykonanie pojedynczego utworu jest inne. Zmieniają się artyści, mamy innych gości, którzy występują na scenie, inni są laureaci. Najbardziej wzrusza mnie zaangażowanie wykonawców. Kolędy i pastorałki mówią o narodzinach Pana Jezusa, budujące jest zrozumienie i wiara uczestników, którą przekazują je na scenie poprzez śpiewanie. To bardzo dojrzałe, odwzorowuje to również zespół, który zdobył Grand Prix - oznajmił.

Festiwal to wielka promocja dla młodych talentów, wśród uczestników byli m.in. młodzi i jeszcze wówczas nieznani Alicja Bachleda-Curuś, Andrzej Lampert, Margaret czy śpiewający dziś na scenach całej Europy bass Piotr Lempa. 

- Na widowni koncertu dziś było blisko 2000 osób, by konsumować treści artystyczne. Nie mam porównania do lat ubiegłych; bo przewodniczący jury, co roku się zmienia, chociaż czytałem i słyszałem wiele rzeczy o festiwalu, ale zobaczyć to na własne oczy to zupełnie, co innego; ale jestem zszokowany rozmachem przedsięwzięcia - podkreśla przewodniczący jury, dr hab. Bartosz Listwan, prof. UŚ – z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.

To kwestia 32 lat, a prawdopodobnie i więcej, bo ktoś musiał już wcześniej o tym pomyśleć. Festiwal wrósł w tożsamość Polski. Cieszę się, że jest tak dużo dzieci, to w ich środowisku będą kolejni profesorowie-muzycy. Nasze pokolenie też kiedyś śpiewało kolędy i brało udział w festiwalach, ale nie na takim poziomie organizacyjnym. Np. na koncercie galowym jest profesjonalna scena, liniowe nagłośnienie, cały support akustyków, którzy mają trudne zajęcie. Wychodzi, bowiem na scenę solista, a po nim zespół 50-osobowy i to wszystko w zawrotnym tempie. Jestem zdumiony rozmachem festiwalu i cieszę się, że mogłem być jego częścią

– dodał.

"Śpiewają jak czują"

Prof. dr hab. Teresa Krasowska z Instytutu Muzyki Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, członek festiwalowego jury: - Jestem tu dziewiąty raz i zauważam zarówno w eliminacjach, na które jeżdżę do Wilna i Rzymu oraz tych organizowanych w Polsce, że poziom festiwalu systematycznie wzrasta. To jest bardzo miłe dla nas oceniających. Smutne, natomiast jest to, że wielu wykonawców wychodząc na scenę nie wie o czym śpiewa, może to nie jest ich wina. Np. nie czują charakteru radosnej kolędy i śpiewają nostalgicznie. Starają się upodobnić swoje utwory do piosenek rozrywkowych. Kolędy nie wymagają rozrywkowego "sznytu". Trzeba je zaśpiewać sercem, poczuć żłobek, Boże Narodzenie, szopkę. Wystarczy, że będzie czysto i poprawnie - mówiła.

W obecnej dobie popularne są gotowe podkłady do wykorzystywania, czasami brakuje  opracowań autorskich. W tym roku bardzo się nam, jurorom, podobało sporo wykonań dzieci, takich małych. Była grupa wiekowa 6-11; 12-15 i starsi. Grupy dziecięce są świeże w swoim wykonawstwie, śpiewają jak czują. Młodzież jest zawieszona, już nie chcą być dziećmi, a jeszcze nie weszli w świat dorosłych, i stąd ich wykonania pozostawiają wiele to życzenia. Mnie bardzo spodobała się dziewczynka z Wrocławia, która zaprezentowała się też na dzisiejszej gali finałowej. Zaśpiewała piękną kolędę po włosku. Pamiętam też chłopca, który wystąpił ze wspaniałą sceniczną "swadą", z żywą kolędą. To świetnie, że dzieci mają taką naturalność

– wskazała.

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane