Dziennikarz śledczy Leszek Kraskowski, znany z ujawniania niewygodnych dla Romana Giertycha (KO) informacji, m.in. o sprawie Polnordu, został aresztowany na 3 miesiące - postawiono mu zarzuty gróźb karalnych oraz nielegalnego posiadania pistoletu gazowego oraz amunicji bez zezwolenia.
Jak ustaliła nieoficjalnie Niezalezna.pl, chodzi o włoski pistolet alarmowy Bruni P4 kal. 9 mm P.A.K., czyli urządzenie dostępne w sprzedaży internetowej za kilkaset złotych, nieprzystosowane do strzelania ostrą amunicją.
Pełnomocnik zatrzymanego dziennikarza, goszcząc dziś rano antenie Radia Wnet, poinformował: "do tej pory nie mam dostępu do akt postępowania, nie mam możliwości kontaktu z klientem. To jest kuriozum, które w XXI wieku w środku Europy w ogóle nie powinno mieć miejsca".
Dodał, że przez cały okres od momentu zatrzymania Leszka Kraskowskiego nie był o niczym informowany. Dodał, że 6 czerwca, gdy miało dojść do zatrzymania dziennikarza, pełnił telefoniczny dyżur w Sądzie Rejonowym dla Pragi-Północ, ale nikt się z nim nie kontaktował.
Bezczelny wpis Giertycha. "Oferuje" Kraskowskiemu adwokata
W sprawę postanowił włączyć się także Roman Giertych, od lat jeden z głównych bohaterów publikacji Leszka Kraskowskiego. W swoim wpisie poseł KO, jak i adwokat rodziny Donalda Tuska, stwierdził, że „przy opisywanych przez prokuraturę okolicznościach sprawy, ani prokuratura ani sąd nie mieli na tym etapie innego wyboru jak zastosowanie aresztu”, a krytykę tej decyzji określił jako „jawnie niesprawiedliwą”.
Po takim wstępie Giertych przeszedł jednak do... roli opiekuna aresztowanego dziennikarza. Cynicznie zapowiedział, że znajdzie mu adwokata, którego sam opłaci i będzie „pilnował, aby w tej sprawie udzielił najlepszej możliwej pomocy”.
Szczególnie wymowny jest fragment, w którym polityk tłumaczy swoją deklarację... chrześcijańskim obowiązkiem przebaczenia.
„Nikt nigdy nie atakował mnie zażarciej i bezwzględniej niż red. Kraskowski” — napisał, by chwilę później dodać: „skoro on mnie najbardziej atakował, to najbardziej ma prawo do przebaczenia” - czytamy we wpisie Giertycha.
Trudno nie dostrzec osobliwego tonu takiej deklaracji. Giertych, który publicznie stwierdza, że areszt jego wieloletniego krytyka był nieunikniony, jednocześnie przedstawia siebie jako tego, który z pozycji moralnej wyższości może mu okazać „przebaczenie”. Wszystko to w sytuacji, gdy obrońca Kraskowskiego alarmuje, że nie ma kontaktu z klientem ani dostępu do akt postępowania.
Mam prośbę do osób, które znają rodzinę Leszka Kraskowskiego. Jeżeli ktoś z z rodziny zechciałby się zgłosić do mojej kancelarii to zobowiązuję się znaleźć mu adwokata, który mógłby poprowadzić mu dobrze sprawę. Na moj koszt. Nie może być to ktoś z mojej kancelarii, gdyż mamy…
— Roman Giertych (@GiertychRoman) June 11, 2026