"Bo szpital jest zadłużony"
Pani Agnieszka cierpi na zesztywniające zapalenie stawów kręgosłupa i reumatoidalne zapalenie stawów. Korzystała z programu lekowego w Specjalistycznym Szpitalu Miejskim nr 1 w Bytomiu, była leczona lekiem "Simponi". Kiedy przyszła po kolejną porcję leków 5 miesięcy temu dowiedziała się, że ich nie dostanie, bo szpital jest zadłużony i nie może ich zakupić. Zaproponowano jej zmianę leku, lub skorzystanie z pomocy szpitala reumatycznego w Ustroniu.
"Ten lek mi pomagał"
- To nie takie proste. Ustroń nie mógł mnie przyjąć, bo ma zbyt wielu pacjentów, a w moim przypadku czas jest kluczowy. Ja nie mogę żyć bez leków. Gdy nie przyjmowałam "Simponi" dolegliwości bólowe miałam takie, że przez tydzień nie spałam w ogóle. Tabletki przeciwbólowe pomagały na chwilę, a codziennie muszę wstać rano do pracy i normalnie funkcjonować. Potem dostałam informację, że uda się w Bytomiu wrócić do leczenia "Simponi" od marca, co okazało się kłamstwem. Czułam się już bardzo źle. W końcu zgodziłam się po 5 miesiącach na zmianę leku, nie miałam innego wyjścia. Taka zmiana jest już na stałe. Czytaj: - Do końca mojego życia. Bez pobierania specyfików już nie będę mogła żyć nigdy.
Ministerstwo odsyła do NFZ...
W Specjalistycznym Szpitalu Miejskim nr 1 w Bytomiu realizowane są obecnie programy lekowe głównie w obszarze reumatologii, hematologii oraz neurologii. Łącznie korzysta z nich prawie 900 osób. Problem ograniczonej dostępności terapii biologicznych stosowanych w leczeniu chorób przewlekłych, może dotyczyć aż 136 pacjentów. Chodzi o brak dostępnych leków: "golimumab" ("Simponi"), "risankizumab" ("Skyrizi") oraz "upadacitinib" ("Rinvoq"). To nowoczesne terapie biologiczne, stosowane w leczeniu przewlekłych, autoimmunologicznych chorób zapalnych. Działają one poprzez modulowanie układu odpornościowego, co zmniejsza stany zapalne w stawach, jelitach lub na skórze.
Powód problemów z lekami to zaległości szpitala wobec dostawców wynoszące aż 40 mln zł. Zapytaliśmy o tę sprawę w Ministerstwie Zdrowia, które odesłało nas do Narodowego Funduszu Zdrowia, ale ani Paweł Florek, dyrektor Biura Komunikacji Społecznej i Promocji centrali funduszu, ani Alicja Potrawa rzecznik śląskiego oddziału NFZ na nasze pytania nie odpowiedzieli.
To niejedyne problemy bytomskiej "jedynki"
Radny Kamil Jaszczak (PiS) skierował do prezydenta Bytomia, Mariusza Wołosza z KO serię interpelacji w sprawie Szpitala nr 1. - Na koniec lutego 2026 r. całkowite zadłużenie wynosiło ponad 130 mln zł, w tym blisko 60 mln zł zobowiązań wymagalnych. Samo zadłużenie wobec ZUS przekracza 40 mln zł, a szpital proceduje obecnie układ ratalny z Zakładem Ubezpieczeń Społecznych. Jednocześnie miasto oficjalnie potwierdziło opóźnienia w wypłatach wynagrodzeń dla personelu kontraktowego sięgające od 1 do 2 miesięcy. Co szczególnie istotne — w odpowiedzi wprost przyznano, że problemy z płynnością finansową wpływają na trudności z utrzymaniem stabilnej obsady lekarskiej oraz zabezpieczeniem dyżurów. To już nie są polityczne spory czy różnice w ocenie sytuacji. To są twarde informacje przekazane przez samo miasto Bytom - podkreśla w rozmowie z Niezależną Kamil Jaszczak.
Odwołane zabiegi w onkologii
Radny Jaszczak wskazuje, że szczególnie bulwersujące są informacje dotyczące bloku operacyjnego szpitala. Miasto potwierdziło, że część aparatury medycznej nie posiada aktualnych przeglądów technicznych z powodu braku środków na dokonanie przedpłat za serwis. Mówimy tutaj o lampach operacyjnych, diatermii, stołach operacyjnych czy nożu ultradźwiękowym wykorzystywanym podczas zabiegów.
- W odpowiedzi wskazano wręcz konkretne kwoty. Przykładowo koszt przeglądu jednej z lamp operacyjnych to niespełna 1000 zł, a mimo to wykonanie usługi uzależnione było od przedpłaty. W praktyce otrzymujemy więc sytuację, w której sprzęt medyczny potrzebny do ratowania zdrowia i życia pacjentów nie jest serwisowany, ponieważ — jak wynika z odpowiedzi — faktury pro forma oczekują w księgowości na opłacenie. Trudno o bardziej symboliczny obraz upadku. W szpitalu potwierdzono również czasowe ograniczenie realizacji części zabiegów planowych, w tym zabiegów chirurgii onkologicznej, a także wstrzymanie wzmożonych dyżurów chirurgicznych na okres dwóch tygodni - tłumaczy nam Kamil Jaszczak. - Dalej — na pytanie o możliwość utraty płynności finansowej szpitala w 2026 roku udzielono jednoznacznej odpowiedzi: „Tak”. Dodatkowo miasto przyznało, że obecnie nie posiada opracowanego planu zabezpieczenia dostępności świadczeń zdrowotnych dla mieszkańców na wypadek dalszego pogorszenia sytuacji szpitala. To pełzający paraliż miejskiej ochrony zdrowia!
"Nasz szpital ma tysiące pacjentów"
Tomasz Sanecki, zastępca naczelnika Wydziału Komunikacji Medialnej i Promocji UM w Bytomiu dla Niezależnej: - Sytuacja finansowa wszystkich szpitali powiatowych w kraju jest trudna, dlatego w kwietniu placówki zorganizowały ogólnopolski protest. Włączył się w niego również Szpital Specjalistyczny nr 1 w Bytomiu. Nasz szpital pomimo skrajnie niedoszacowanych kontraktów z Narodowym Funduszem Zdrowia, nieprzerwanie realizuje świadczenia medyczne, zabezpieczając potrzeby zdrowotne tysięcy pacjentów. Wiąże się to jednak z narastającym zadłużeniem. Mamy do czynienia z sytuacją, w której od wielu lat państwo nakłada na szpitale kolejne obowiązki finansowe, nie zapewniając środków na ich realizację. W efekcie to samorządy, które tworzą szpitale powiatowe, finansują system ochrony zdrowia.