Marzec dawał nadzieję - wskaźnik CPI wynosił wówczas 3 proc. rok do roku. Niestety, kwietniowy odczyt zweryfikował optymistyczne nastroje. Inflacja wzrosła do 3,2 proc. i wszystko wskazuje na to, że to dopiero początek niekorzystnej serii. Analitycy PKO BP ostrzegają, że w maju wskaźnik może przekroczyć górne ograniczenie dopuszczalnych odchyleń od celu inflacyjnego Narodowego Banku Polskiego, który wynosi 2,5 proc. z pasmem wahań plus/minus 1 punkt procentowy.
Co więcej, ekonomiści banku zwracają uwagę na niepokojący fakt: bez działań osłonowych inflacja byłaby już dziś bliska 4 proc. rocznie. Tarcze i programy wspierające jedynie maskują rzeczywistą skalę problemu.
Paliwa - chwilowa ulga, ale na jak długo?
W kwietniu kierowcy mogli odetchnąć - ceny paliw spadły o 1,8 proc. miesiąc do miesiąca dzięki uruchomieniu programu CPN. To pozwoliło ustabilizować roczną dynamikę cen paliw na poziomie 8,4 proc., czyli nieco poniżej marcowego odczytu.
Ulga może jednak okazać się krótkotrwała. PKO BP ostrzega, że mimo obowiązywania ceny maksymalnej, paliwa mogą dalej drożeć wraz ze wzrostem notowań ropy naftowej na rynkach światowych. A to oznacza nie tylko wyższe rachunki na stacjach, ale również tzw. efekty drugiej rundy - czyli wzrost cen produktów i usług, których koszt produkcji zależy od transportu.
Już teraz widać tego pierwsze symptomy. Ceny biletów lotniczych w kwietniu wzrosły aż o 62 proc. w skali miesiąca, co znacząco podbiło inflację bazową.
Co się dzieje w sklepach?
Choć roczna dynamika cen żywności i napojów spowolniła w kwietniu do 1,9 proc. (z 2,1 proc. w marcu), w portfelach Polaków różnice są bardzo wyraźne - i zależą od tego, co kładziemy do koszyka. Dobre wiadomości dotyczą miłośników wieprzowiny, która staniała o 6 proc. rok do roku, a także olejów i tłuszczów - te tańsze są aż o 14,7 proc., w tym masło o 22,5 proc.
Znacznie gorzej wygląda sytuacja na innych półkach. Wołowina podrożała o 16,1 proc. w skali roku, owoce i orzechy o 7,8 proc., a prawdziwym szokiem są ceny owoców jagodowych - wyższe o 29,5 proc. niż przed rokiem. O około 2 proc. rosną też ceny produktów zbożowych.
Pogoda dolewa oliwy do ognia
Najgorsze jednak dopiero przed nami. Analitycy PKO BP przewidują, że inflacja żywnościowa w kolejnych miesiącach przyspieszy. Powodów jest kilka.
Po pierwsze, indeks cen żywności odwrócił trend spadkowy, co zazwyczaj z kilkumiesięcznym opóźnieniem przekłada się na ceny w polskich sklepach. Po drugie - i być może groźniejsze - wiosna 2026 roku przyniosła wyjątkowo niekorzystne warunki pogodowe. Wiosenne przymrozki uderzyły w uprawy owoców, a susza dramatycznie ogranicza plony warzyw. Konsekwencje tych zjawisk odczujemy szczególnie latem i jesienią.
Nośniki energii w kwietniu podrożały o 0,3 proc. miesiąc do miesiąca i 4,6 proc. rok do roku. Wpływ na to miały głównie wyższe ceny oleju opałowego oraz wyhamowanie spadków cen węgla. Dla gospodarstw domowych ogrzewanych olejem czy węglem to oznacza, że oszczędności z poprzednich miesięcy stają się coraz mniejsze.
Inflacja bazowa - sygnał ostrzegawczy
Szczególnie niepokojący jest wzrost tzw. inflacji bazowej, czyli wskaźnika po wyłączeniu cen żywności i energii. Według szacunków PKO BP wzrosła ona w kwietniu do 2,9–3 proc. rocznie z 2,6 proc. miesiąc wcześniej. To pokazuje, że wzrosty cen przestają być zjawiskiem jednorazowym, a zaczynają rozlewać się na całą gospodarkę.
W scenariuszu bazowym PKO BP zakłada, że wraz ze stopniową normalizacją sytuacji na rynku ropy w drugiej połowie 2026 roku inflacja utrzyma się w najbliższych miesiącach nieco poniżej 4 proc. Powrót do okolic celu inflacyjnego - 2,5 proc. - możliwy będzie dopiero w połowie 2027 roku.
Co to oznacza dla przeciętnego Polaka? Najbliższe miesiące przyniosą wyraźnie odczuwalne podwyżki w sklepach i na stacjach paliw. Szczególnie boleśnie odczują to rodziny, których budżet w największym stopniu pochłaniają wydatki na żywność i paliwo. Warto już teraz przyjrzeć się domowym finansom i przygotować się na to, że za te same produkty zapłacimy więcej.