„W aktach sądowych dotyczących odszkodowania za poniesione represje jest dokładny wykaz miejsc pracy Henryka Stachowskiego. Wynika z niego, że przed wojną był zatrudniony w sklepie rodziców, a pod koniec wojny działał w Kedywie. Od lat 50. do lat 80. pracował m.in. w Przedsiębiorstwie Robót Dróg, Spółdzielni Inwalidów, WSS Społem.
Żona Henryka Stachowskiego była sędzią. Ze względu na przeszłość męża nie mogła dostać pracy w Krakowie i dojeżdżała do sądu w Żywcu. Na skutek powikłań po poronieniu (które nastąpiło w wyniku długotrwałego stresu) nie mogła mieć dzieci. Henryk Stachowski zmarł bezpotomnie w 2007 roku. Jego opiekunem do końca życia przez wiele lat był Marian Banaś.”
- czytamy w artykule Doroty Kani z najnowszego numeru tygodnika „Gazeta Polska”.
W programie „Koniec systemu ” na antenie Telewizji Republika Tadeusz Płużański mówił o tym, że cały czas na celowniku „propagandy sowieckiej” są żołnierze, którzy bronili naszej ojczyzny. Płużański mówi wprost o języku nienawiści „do wszystkiego co patriotyczne, do polskiej niepodległości, do bohaterów walczących o wolność naszego kraju”.
Należy się zadumać nad tym, kto i w jakim celu dzisiaj powiela niemiecką czy też komunistyczną propagandę. Jest to bardzo smutne, że w roku 2019 wciąż są tacy, dla których ważniejsza jest ta propaganda, a nie fakty historyczne, które jednoznacznie wskazują na to, że Henryk Stachowski był akowcem i brał udział w szeregu akcji podziemia. Przykro, że do walki politycznej wykorzystuje się naszych bohaterów i ich opluwa. Ci, którzy się tego dopuszczają powinni zostać rozliczeni z takich słów o to jest szkalowanie naszej tradycji niepodległościowej i są na to określone paragrafy kodeksu karnego.
- mówi historyk.
Więcej na ten temat w najnowszym numerze tygodnika "Gazeta Polska":