Sejmowa komisja sprawiedliwości pozytywnie zaopiniowała kandydaturę Macieja Berka na sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Dziś rano nad jego wyborem zagłosował Sejm. Mimo, że opozycja wskazywała na wątpliwości dotyczące spełnienia przez Berka wymogu wykonywania zawodu radcy prawnego.
Choć Berek deklarował, że wykonywał zawód także jako minister, szef RCL i dyrektor w biurze RPO, ustawa zakazuje łączenia tych funkcji.
W czwartek Berek odpowiedział na stawiane mu zarzuty. - W związku z publicznie stawianymi zarzutami o niespełnianiu przeze mnie wymogów formalnych jako kandydata na sędziego Trybunału Konstytucyjnego, przedstawiam zaświadczenie Dziekana Rady Okręgowej Izby Radców Prawnych, potwierdzające mój status radcy prawnego wykonującego zawód, co wypełnia wymagania ustawowe - przekazał na platformie X.
Dokument nie rozwiał jednak podnoszonych wcześniej wątpliwości. Ruch Berka ostro skomentowało stowarzyszenie Prawnicy dla Polski. Wskazało, iż to "manipulacja godna słów" premiera Donalda Tuska o tym, że stosują prawo tak, jak je rozumieją. - Z tego zaświadczenia wcale nie wynika to, co Berek napisał, że wynika - podkreślają prawnicy.
Więcej w artykule: Berek nie spełnia warunków do bycia sędzią TK? Polityk pokazał dokument. Ale jest pewien problem
"To jest odpolitycznienie?"
Jeszcze przed głosowaniem, w rozmowie z dziennikarzami marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty zapewniał, że "Kancelaria Sejmu wszystko sprawdziła". Gdy jednak zapytano go o to, czy może potwierdzić, że Berek posiada wymagany staż pracy, odparł, że sprawa nie wymaga komentarza.
Również przed głosowaniem w Sejmie głos zabrał Zbigniew Bogucki - szef Kancelarii Prezydenta RP.
"Słowacki pytał kiedyś o Polskę, a dzisiaj to pytanie jest jak najbardziej aktualne. Parafrazując słowa polskiego wieszcza, można skierować je do tej większości, która próbuje dzisiaj obsadzić polityka w funkcji sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Szli krzycząc: Konstytucja, Konstytucja. Wtem pewnego razu, chcąc krzyknąć, zapomnieli na ustach wyrazu. Zapomnieliście o swoich wyborcach, zapomnieliście o swoich hasłach, zapomnieliście o tych okrzykach Konstytucja, praworządność, o tych, którzy, również o tych sędziach, którzy z Wami ze świeczkami stali na różnego rodzaju manifestacjach. Pytanie tylko właśnie, czy zapomnieliście. Być może część z Państwa się jeszcze ocknie, ale inni w ogóle w to nigdy nie wierzyli"
– zaczął Bogucki.
Nawiązał do wystąpienia swojej przedmówczyni, Pauliny Matysiak. "Pani poseł Matysiak mówi o wstydzie. Ta kategoria części z Państwa jest w ogóle nieznana. Nie znacie, czym jest wstyd. Bo gdybyście wiedzieli, czym jest wstyd, to nie forsowalibyście tej kandydatury pana ministra Berka".
"Przypomnę polityka odpowiedzialnego, członka Rady Ministrów, uwaga, do spraw wdrażania polityki rządu. Czyli do tej pory pan minister Berek, jako prawa ręka pana premiera Tuska, miał wdrażać politykę rządu, w istocie jako realny wicepremier. Jako realny wicepremier i prawa ręka szefa rządu, a teraz tę politykę ma wdrażać w Trybunale Konstytucyjnym. To jest upolitycznienie według Państwa? Ale pytania są jeszcze inne, które należy tu postawić. Należy postawić pytanie o to, czy spełnia pan minister Berek wymagania formalne, czyli zasadnicze, aby w ogóle procedować tę kandydaturę. Ja przysłuchiwałem się, oglądałem, panie ministrze, który jest tutaj obecny, przysłuchiwałem się, oglądałem posiedzenie komisji, która debatowała nad kandydaturami dotyczącymi sędziego Trybunału Konstytucyjnego. I na pytania posłów opozycji, jak to jest z tym dziesięcioletnim stażem, jeżeli chodzi o doświadczenie radcowskie, właściwie nikt nie był w stanie odpowiedzieć. Otóż odpowiedź pana przewodniczącego była taka, że weryfikowała to Kancelaria Sejmu, a chyba padło dokładniej, że biuro pana marszałka. To pytam się, bo mam te dane o kandydacie wraz z uzasadnieniem, gdzie są umowy wykonywania tej działalności radcy prawnego? Gdzie są te umowy zlecenia? Gdzie jest potwierdzenie?"
– kontynuował.
Jak podkreślił Bogucki: "jeżeli sędzia, jeżeli jest kandydat, który jest tak jak pan minister Berek radcą prawnym i chce być sędzią najniższego sądu w Polsce, sądu rejonowego, to nie tylko musi przedstawić wpis na listę adwokatów czy wpis na listę radców prawnych, tylko musi wykazać, w najniższym sądzie powszechnym, że wykonywał ten zawód, a nie tylko, że był wpisany na listę. A tu nie ma właściwie żadnych dokumentów, wręcz przeciwnie. Na pytania posła Jabłońskiego nawet kancelaria prezesa Rady Ministrów odpowiedziała, że żadne ze stanowisk, które sprawował pan minister Berek, a wcześniej w innej roli, nie było wykonywaniem obowiązków radcy prawnego. To pana urzędnicy odpowiedzieli, zresztą wcześniej podlegli panu ministrowi Berkowi".
"Jest wielkie prawdopodobieństwo, że pan minister Berek, dzisiaj kandydat na sędziego Trybunału Konstytucyjnego, w ogóle nie spełnia wymagań formalnych. I co się dzieje dalej po tej komisji, bo to nie koniec? Otóż okazuje się, że pan minister Berek po tej dyskusji na portalu X postanawia wrzucić oświadczenie szefowej Izby Radców Prawnych. Wiecie Państwo, z którego dnia i z której godziny jest to zaświadczenie? Otóż zaświadczenie jest z wczoraj, z godziny 12:58. Przypomnę, że komisja skończyła się przed godziną 10. Na czym procedowaliście? Na jakich dokumentach? Przecież to jest kpina"
– zaznaczył.
Mowa o oświadczeniu opublikowanym wczoraj przez Berka na platformie X, o którym pisaliśmy wyżej.
"Więc jeżeli sędzia najniższego sądu rejonowego, czy ktoś, kto chce być sędzią, ma dowieść, że wykonywał zawód radcy prawnego czy adwokata, to tym bardziej sędzia czy osoba, która aspiruje na stanowisko sędziego najwyższego w Polsce Trybunału, Sądu Konstytucyjnego, jakim jest Trybunał Konstytucyjny, powinna dowieść tego, że ma spełnione wymagania formalne. A w tych okolicznościach nie sposób o tym powiedzieć. Nie wiem, jak pan marszałek i służby pana marszałka to weryfikowały, czy odbyło się to tylko i wyłącznie na oświadczenie" - dodał.
"Wiem jednak, że dzisiaj są tak daleko idące wątpliwości co do wykonywania zawodu radcy prawnego przez 10 lat, rzeczywistego, a nie wpisania na listę, że ta kandydatura z powodów formalnych nie powinna być po prostu procedowana" - podkreślił szef KPRP.
Zwracając się bezpośrednio do Berka, Bogucki zaznaczył: "wiele lat spędził jako urzędnik, czy w Kancelarii Senatu, czy w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Ale sam pan mówił, że od kilku lat jest pan politykiem. Jest pan politykiem w tym rządzie. I faktycznie pan trzymał ten rząd, pan trzymał tę legislację. Pytanie, jak to będzie, skoro było tak źle do tej pory, jak to będzie, jak pana nie będzie. Myślę, że pan premier, pan premier będzie miał pewne problemy".
"To nie jest uchwałokracja, tylko demokracja"
W dalszej części wystąpienia, Bogucki wciąż zwracając się do Berka, przywołał jego słowa. "To już jest absolutnie skandaliczne i właściwie dyskwalifikujące - mówił pan o uchwałach, dwóch uchwałach Sejmu, które de facto zniszczyły funkcjonowanie Trybunału Konstytucyjnego na pana polecenie, panie premierze Tusk. Pierwsza uchwała, która mówi, że Trybunał nie może funkcjonować, a później druga uchwała w podobnym kształcie i niepublikowanie wyroków Trybunału Konstytucyjnego od blisko trzech lat. To jest delikt konstytucyjny, za który pan, panie premierze, mam nadzieję, że taka będzie wola narodu odpowie przed Trybunałem Stanu. Więc jeżeli sędzia Trybunału Konstytucyjnego mówi, że Sejm może wyłączyć Trybunał Konstytucyjny czy kandydat na sędziego Trybunału Konstytucyjnego mówi, że Trybunał Konstytucyjny, a więc organ, który ma patrzeć władzy wykonawczej i władzy ustawodawczej na ręce, uchwałą, która nie jest źródłem prawa, panie doktorze, i pan doskonale o tym wie. Artykuł 87, Konstytucja, ustawy, rozporządzenia, ratyfikowane umowy międzynarodowe, akty prawa miejscowego powszechnie obowiązujące, nie uchwały. Bo to nie jest uchwałokracja, tylko demokracja".
Szef KPRP zwrócił uwagę, że kandydatura Berka budzi wątpliwości nie tylko po stronie opozycji. Przypomniał, że sprzeciw wobec niej pojawiał się również wśród części środowisk i polityków związanych z obozem rządzącym. "Dlaczego pan premier Donald Tusk z takim uporem, mimo oporu części swoich koalicjantów, mimo głosów sprzeciwu niektórych środowisk prawniczych, które do tej pory bezwarunkowo pana popierały, forsuje pan tę kandydaturę?" – pytał Bogucki.
Zdaniem szefa KPRP odpowiedź na to pytanie jest polityczna. "Po pierwsze, żeby mieć swojego pretorianina, swoją prawą rękę w Trybunale Konstytucyjnym, człowieka, który ogarnie tych, którzy nie poradzili sobie i nie sprostali pana politycznym oczekiwaniom do tej pory" – mówił.
Bogucki przekonywał, że celem może być przejęcie kontroli nad pracami Trybunału Konstytucyjnego lub stworzenie alternatywnej konstrukcji wokół tej instytucji. W tym kontekście odniósł się również do pojawiających się w debacie publicznej koncepcji dotyczących sytuacji głowy państwa.
Pojawiają się różne [koncepcje], nawet te o zawieszeniu prezydenta Rzeczypospolitej. Przestrzegam, jeżeli pan będzie chciał dokonać takiej wolty, to wtedy pan sromotnie to przegra
– zwrócił się do premiera.
„Tusk potrzebuje Trybunału”
W dalszej części wystąpienia Bogucki przekonywał, że w jego ocenie Donald Tusk może potrzebować przychylnego sobie Trybunału również z powodu możliwego dalszego sprawowania urzędu przez prezydenta Karola Nawrockiego.
Szef KPRP wskazywał, że nawet w przypadku ponownego zwycięstwa obecnego obozu rządzącego w wyborach parlamentarnych prezydent nadal dysponowałby konstytucyjnymi uprawnieniami, w tym prawem weta.
Premier Donald Tusk potrzebuje Trybunału, bo jeżeli, nie daj Boże, w 2027 odnowiłby swoją kadencję, to wciąż będzie rządził prezydent Nawrocki. Wciąż będzie ten głos Polaków słyszany z Pałacu Prezydenckiego i wciąż mogą być w złych rozwiązaniach weta i odmowy podpisu
– mówił.
Bogucki ocenił, że w takiej sytuacji rządzący mogliby próbować wykorzystać Trybunał do podważania prerogatyw głowy państwa. "Będzie pan próbował przy użyciu Trybunału Konstytucyjnego podważać prerogatywy prezydenta, podważać chociażby prerogatywę wyłączną, jaką jest weto" – stwierdził. Drugi scenariusz to, zdaniem Boguckiego, „gwarancja niekaralności”. Jego zdaniem przychylny obecnej władzy Trybunał mógłby być potrzebny Donaldowi Tuskowi także wtedy, gdyby obecny obóz rządzący przegrał kolejne wybory.
Wtedy, kiedy Polacy powiedzą wam już dość, stop obłudy, hipokryzji, stop tych rządów bezprawia, stop łamania Konstytucji, stop oszukiwaniu Polaków, wtedy będzie panu potrzebny ten Trybunał
– mówił.
Bogucki przekonywał, że - w jego ocenie - celem mogłoby być podważanie w przyszłości ustaw i innych rozstrzygnięć. "Będzie pan go potrzebował także po to, żeby mieć gwarancję niekaralności, bo jakiekolwiek ustawy, jakiekolwiek rozstrzygnięcia, także Sądu Najwyższego, będą mogły być podważane przez ten upolityczniony przez pana Trybunał" – ocenił.
Szef KPRP wskazał również na, jak mówił, szerszy wymiar sprawy. Odniósł się do procedowanego budżetu Unii Europejskiej oraz przyszłych decyzji wymagających udziału prezydenta RP. "Procedowany jest budżet Unii Europejskiej i w ramach tej procedury będzie potrzebna zgoda prezydenta Rzeczypospolitej" – mówił.
Ursula von der Leyen chce Unię Europejską sfederalizowaną i pan wykona te polecenia. Ale potrzebny jest panu do tego Trybunał Konstytucyjny
– dodał.