Sven Schulze, w wywiadzie udzielonym magazynowi "Focus", zagroził, że w przypadku bezwzględnego zwycięstwa AfD w wyborach landowych w Saksonii - Anhalt mogą zajść przesłanki ku temu, by świadectwa maturalne wydawane przez lokalne instytucje nie były honorowane przez władze innych niemieckich landów.
W tym tygodniu zapytałem uczniów szkół średnich, którzy chcieliby studiować lub kontynuować kształcenie zawodowe poza Saksonią-Anhalt. Wielu podniosło ręce. Wtedy musiałem im powiedzieć: „Możliwe, że w pewnym momencie wasze świadectwo ukończenia szkoły średniej nie będzie uznawane poza Saksonią-Anhalt”
– stwierdził Schulze.
Swoje stanowisko wyjaśnił tym, że to po prostu następstwo realizacji przez AfD programu wyborczego, jaki partia zaproponowała. "AfD chce całkowicie zrestrukturyzować programy nauczania, centralnie, w ramach Kancelarii Kraju Związkowego. Jeśli kraj związkowy w tak dużym stopniu odcina się od reszty Niemiec, to dlaczego na przykład Monachium czy Hamburg miałyby nadal bez problemu uznawać takie świadectwo? Pozostałe kraje związkowe nie będą go już uznawać. Nawet szkoły podstawowe zostałyby poważnie dotknięte" - dowodził Schulze.
Oburzenie w AfD
Schulze to kolejny polityk CDU z Saksonii - Anhalt, który sufluje narrację o rzekomych przyszłych problemach z honorowaniem saksońskich egzaminów dojrzałości. W tym samym tonie wypowiedział się jego poprzednik, emerytowany premier landu, Reiner Haseloff. Wywodził on w wywiadzie, że „dyplomy ukończenia szkoły średniej i inne kwalifikacje z takiego kraju związkowego nie będą już automatycznie uznawane przez uniwersytety w innych landach”.
Ulrich Siegmund, główny kandydat AfD w Saksonii - Anhalt, nie krył oburzenia.
Twierdzenie, że świadectwa ukończenia szkoły średniej w Saksonii-Anhalt, rządzonej przez AfD, nie będą już uznawane, to kompletna bzdura. Desperacja CDU sięga zenitu. Zamiast próbować rozwiązać problem za pomocą merytorycznych argumentów, Reiner Haseloff ucieka się do dezinformacji i zastraszania wyborców
– powiedział.
Zawtórował mu partyjny kolega, Leif-Erik Holm, na którego AfD stawia w wyborach landowych w Meklemburgii - Pomorzu Wschodnim. Tam również wyborcy pójdą do urn we wrześniu wybrać władze landu, a AfD przoduje w sondażach poparcia.
To naprawdę nieprzyzwoite, jak emerytowany premier grozi rodzicom i ich dzieciom w najbardziej brutalny sposób, mając nadzieję, że w jakiś sposób powstrzyma ten niepowstrzymany napływ imigrantów
– stwierdził Holm.
Obowiązek edukacyjny zamiast szkolnego
Alternative für Deutschland, skrajnie prawicowa i populistyczna partia, bije w Niemczech rekordy popularności i zdobywa przyczółki zarezerwowane dotychczas dla chadecji. Wybory landowe w Saksonii - Anhalt, choć mają odbyć się dopiero za cztery miesiące, już budzą ogromne zaniepokojenie CDU. Sondaże wskazują bowiem, że AfD cieszy się poparciem rzędu 41 proc., podczas gdy chadecy mogą liczyć na zaledwie 26 proc. głosów. Z kolei w Meklemburgii - Pomorzu Wschodnim lutowy sondaż dawał AfD 37 proc. poparcia.
W rezultacie przedwyborcza debata polityczna już osiąga temperaturę, która może budzić zdumienie u obserwatorów niemieckiej sceny politycznej. Jednym z szeroko dyskutowanych pomysłów AfD jest zamienienie obowiązku szkolnego na obowiązek edukacyjny. W Niemczech nie jest bowiem możliwe edukowanie dzieci w systemie pozaszkolnym, np. w ramach edukacji domowej. Alternatywa dla Niemiec chce "stworzyć wybór między szkołą a edukacją domową". Warunkiem skorzystania z nauki w domu jest jednak nadążanie przez ucznia z realizacją programu szkolnego, co miałyby sprawdzać "scentralizowane testy monitorujące postępy w nauce", przeprowadzane co sześć miesięcy.
Czołowi politycy AfD, mówiąc o szkolnictwie w Niemczech, odwołują się nierzadko do treści obecnych w szkołach, które budzą powszechne kontrowersje. "W naszych szkołach w końcu będziemy stawiać na osiągnięcia i wiedzę, a tym samym prawdziwą edukację, a nie ideologię" - obiecują politycy AfD w Saksonii - Anhalt.
Groźby polityków CDU studzi Kai Maaz, badacz edukacji. Udzielił on wywiadu ZDF, w którym stwierdził, że "obecnie nie ma żadnych podstaw", by posuwać się do takich stwierdzeń, choć zasadniczo byłoby to możliwe.
Ograniczenie uznawania byłoby możliwe tylko w przypadku systematycznego naruszania podstawowych standardów jakości lub zasad praworządności
– doprecyzował jednak Maaz.