Tajemnice sędziego, agenta Łukaszenki » więcej w Gazecie Polskiej! CZYTAJ TERAZ »

Adiutant Urbana bryluje w PO. Witold Gadowski o Rozenku, nowym ulubieńcu Tuska

Jerzy Urban zapisał się w polskim dziennikarstwie jako najbardziej parszywa i zdemoralizowana postać.

Andrzej Rozenek
Tomasz Hamrat/Gazeta Polska

Uprawiał on najgorszy rodzaj pornografii – intelektualny bezwstyd, w którym mógł porwać się na największe tabu i zohydzić największe dla Polaków świętości. Ten pokraczny człeczyna ze swojej wewnętrznej zgnilizny uczynił sposób na dostatnie życie i podbudowywanie sensu swojej nędznej egzystencji. Osobiście uważam, że Polska powinna przebić go osinowym kołkiem, aby nigdy, w żadnym pokoleniu, nie powrócił ktoś tak pokraczny moralnie jak Jerzy Urban.

Pisząc te słowa nie mam ochoty udawać, że przejmuje mnie jego „majestat śmierci” i że o „zmarłych już tylko dobrze”. Nie, o Urbanie mówmy tak, jak na to zasłużył!

Cała ta, oczywista i przydługa, inwokacja biegnie ku temu, że nie tylko Urban, ale także każdy z jego dobrowolnych współpracowników śmierdzi nihilizmem i stoczeniem się do najniższych pięter polskiego istnienia. Nie nadużywając wielkich słów można powiedzieć, że każdy sługa tej jarmarcznie prowokującej łajzy niesie ze sobą rozsiewany przez Urbana fetor.

Jednym z takich gorliwych sług Urbana jest niejaki Andrzej Rozenek. Jestem starszy od Rozenka o kilka lat i dlatego dobrze pamiętam, że – w mojej epoce schyłkowego komunizmu – każdy student, który albo zapisał się do PZPR, albo też działał w studenckiej przybudówce komunistów, w Zrzeszeniu Studentów Polskich, traktowany był przez nas (większość środowiska akademickiego) jak sparszywiały i wydzielający smród. Unikaliśmy takich „kolegów” i byli oni traktowani jak komunistyczni donosiciele. Rozenek nie tylko że do tej organizacji należał, to jeszcze pełnił w niej rozmaite funkcje. To już samo za siebie mówi o kręgosłupie moralnym przyszłego posła na Sejm RP. Późniejsze wyczyny Rozenka tylko potwierdzają diagnozę, którą można było postawić mu już w młodości. Stał się cynglem Jerzego Urbana służącym do atakowania wskazanych przez niego ludzi. W okresie służby u Urbana Rozenek chciał uchodzić za dziennikarza śledczego, był jednak tylko używanym przez Urbana pismakiem. Później – wraz z Adamem Michnikiem i Leszkiem Millerem – brał udział w spotkaniach tzw. „Klubu Wałdajskiego”, gdzie ponoć raczyli się szampanem i kawiorem w towarzystwie samego Władimira Putina, co potem Rozenek będzie wspominał z dumą. Już wtedy Michnikowi nie przeszkadzało towarzystwo starego komucha Millera, podejrzanego o wożenie pieniędzy do Moskwy, i adiutanta Jerzego Urbana. Niejako ten właśnie brak wstrętu, z czasem nawet przeradzający się w afirmację, po naczelnym „Gazety Wyborczej” odziedziczyła także Platforma Obywatelska, a przynajmniej jej wiodące środowisko związane z Donaldem Tuskiem. To właśnie Tusk dojrzał coś niesłychanie cennego w postaci Rozenka. Być może spodobała mu się bezpardonowa i uparta obrona ubeckich emerytur, z której w ostatnich latach jest znany Rozenek. Skoro inny bezpieczniak, Gromosław Czempiński, przyznał się kiedyś do swojego znaczącego udziału w działaniach, które zaowocowały powstaniem partii, której Tusk obecnie lideruje, to dlaczego Tuskowi miałaby się nie podobać obecność na listach wyborczych jego formacji obrońcy bezpieczniackich emerytur, który nie szczędzi wysiłków, aby to renegackie środowisko przedstawiać w jak najlepszych barwach.

Chlubienie się Rozenkiem, które uprawia Tusk, wprost pokazuje ewolucję, jaką w ostatnich latach przeszli ta partia i skupione wokół niej środowiska. Aż trudno dziś uwierzyć w to, że PO zakładali kiedyś niektórzy działacze solidarnościowej opozycji, a sama organizacja przedstawiała się jako patriotyczna i wyczulona na kwestie polskiej suwerenności. Dziś PO kojarzy się przede wszystkim z antykatolickimi wygłupami, atakowaniem polskich funkcjonariuszy broniących granicy przed inwazją przepychanych przez nią migrantów oraz z przyswajaniem do swojego programu wszelkich, najbardziej nawet absurdalnych nowinek ideowych napływających z Berlina. Andrzej Rozenek doskonale się wśród działaczy tej fali PO mieści. Paradoksalnie można by nawet zauważyć, że Rozenek jest dziś w ideowym centrum PO, bo na lewym skrzydle tego ugrupowania wyrośli wielbiciele antykościelnej awanturnicy Marty Lempart czy też bezkrytyczni admiratorzy psychiatrycznie wyglądających happeningów niejakiej Klaudii Jachiry. PO przesunęła się tak daleko w swoim małpowaniu tego, co te środowiska uważają za „modne i postępowe” na Zachodzie, że obrońca komuchów i ubeków może w nim się wydawać nawet wcale statecznym panem.

Z ideowej opowiastki PO pozostał już jedynie strzęp dawnych idei i to chyba najlepiej tłumaczy, dlaczego nagle – podający się za dawnego działacza antykomunistycznej opozycji – Donald Tusk tak dobrze czuje się w towarzystwie adiutanta Urbana.

 



Źródło: Gazeta Polska

 

prenumerata.swsmedia.pl

Telewizja Republika

sklep.gazetapolska.pl

Wspieraj Fundację Niezależne Media

Chcesz skomentować tekst? Udostępnij treść i skomentuj w mediach społecznościowych.
Witold Gadowski
Wczytuję ocenę...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo