– To śledztwo nie miało szczęścia od początku (…). Prokuratura nie zażądała w odpowiednim czasie billingów od operatora telefonicznego – tak o sprawie telefonu śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego mówił przed sądem mec. Piotr Pszczółkowski.
– tak działania prokuratora Marcina Górskiego oceniał z kolei mec. Stefan Hambura.– Wzywanie mnie na świadka jest niewątpliwie utrudnianiem mi pracy jako pełnomocnikowi rodziny śp. Anny Walentynowicz. Być może komuś zależy na przystopowaniu moich działań jako adwokata. Może mi to znacznie utrudnić dostęp do dokumentów związanych z katastrofą smoleńską
Ale największym echem w rosyjskich mediach odbiła się trzecia prowadzona przez prokuratora Górskiego sprawa, o nieporównywalnie mniejszym ciężarze gatunkowym: dotycząca zarzutu nienawiści do narodu rosyjskiego postawionego kibicom. Sprawa trwa do dziś. – Akt oskarżenia absolutnie znajduje potwierdzenie w dowodach – zapewnia w rozmowie z „Gazetą Polską” prokurator Marcin Górski.
12 czerwca 2012 r., trwa mecz Polska–Rosja w czasie Euro 2012. 50-letni Wojciech Wiśniewski i 49-letni Wojciech Braun oglądają go w domach. Słyszą relację o utarczkach kibiców polskich i rosyjskich, maszerujących dumnie z symbolami sierpa i młota.
Następnego dnia do Tuska dzwoni z reprymendą Putin. Telefon prezydenta Rosji stawia na baczność polityków. Bronisław Komorowski domaga się, by „zastosować ostrzejsze kary”. Radosław Sikorski namawia, by „bandyterkę kibolską potraktować odpowiednio surowo”.
W tydzień później Wiśniewski i Braun zostają zatrzymani. Ich sprawa ku zdziwieniu prawników trafia nie do prokuratury rejonowej, lecz okręgowej. Do młodego prokuratora Marcina Górskiego. To on zarządził ich zatrzymanie.
Za rządów PO kariera prokuratora Górskiego stała się powodem zazdrości wielu kolegów. Jeszcze w 2010 r. był zaledwie asesorem. W 2011 r. decyzją prokuratora generalnego został powołany na stanowisko prokuratora w Prokuraturze Rejonowej Warszawa-Śródmieście. A w 2012 r. zajmował się już nienawiścią do narodu rosyjskiego w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie.
Więcej w tygodniku „Gazeta Polska”.