Ze strony rządowej o sytuacji na polskich kolejach płynęły w zasadzie same dobre informacje. – 439 mln pasażerów w 2025 r. to rekord ostatnich 30 lat na polskiej kolei. Przy większej o 9,6 proc. pracy eksploatacyjnej utrzymana punktualność na poziomie 91 proc. Założenie sprzed dwóch lat, osiągnięcia poziomu 450 mln pasażerów w 2027 r., jest bardzo realne do przekroczenia już w tym roku – chwalił się niedawno wiceminister infrastruktury Piotr Malepszak, który nadzoruje kolej.
Zdaniem kolejarzy takie wyniki nic nie mówią o sytuacji polskiej kolei. Druga strona medalu jest taka, że sukces odbywa się często kosztem bezpieczeństwa. Większy ruch na torach to większe obciążenie infrastruktury, a tym samym większa presja na punktualność pociągów i przepustowość infrastruktury.
– Proszę zwrócić uwagę na sprawę zamachu terrorystycznego z listopada ub.r. To maszynista jeden, drugi i trzeci zgłaszali usterki w torze, a oni, nie sprawdzając tego, puszczali pociągi z pełną rozkładową prędkością. Podobnie było pod Krakowem 20 stycznia. Maszyniści zgłaszali usterkę, ale presja na dyżurnych ruchu zadziałała i bali się wprowadzić ograniczenia. Puszczali pociągi z pełną prędkością tak długo, aż wykoleiło się PolRegio. Całe szczęście drugi tor był nieczynny. Gdyby po tym drugim jechał pociąg, to mielibyśmy hiszpańską katastrofę
– mówi „Codziennej” Leszek Miętek.
A może być jeszcze gorzej, bowiem niedawno okazało się, że PKP Polskie Linie Kolejowe mają plany ograniczenia nadzoru nad stanem torów. Spółka zamierza wydłużyć okresy między przeglądami rozjazdów z codziennych do nawet 7, 14, a miejscami 30 dni, w zależności od obciążenia linii. Co więcej, chce zlikwidować instrukcję Id-7 – czyli tradycyjne obchody torów przez toromistrzów – i zastąpić ją jazdami patrolowymi w ostatnim wagonie pociągu pasażerskiego.
Innym zagrożeniem jest presja na punktualność. Zdaniem kolejarzy doprowadza to już do zwiększenia liczby wypadków na peronach podczas wsiadania do pociągów. Rzeczywiście, w ostatnich miesiącach mieliśmy kilka dramatycznych incydentów.
14 lutego nieopodal Radomia 17-letni licealista pomagał kobiecie wystawić wózek z wagonu. Gdy wracał do pociągu, drzwi przycięły mu rękę. Dominik wpadł pod pociąg. Wciąż walczy o życie. Cztery miesiące wcześniej do podobnego wypadku doszło na Dworcu Wschodnim w Warszawie. 19-latkowi zmiażdżyło nogi.
– Jest presja na punktualność. Mamy wiele wypadków przy wsiadaniu i wysiadaniu podróżnych. Matka z dziećmi wysiada, wózek zostaje i jedzie na następną stację. Takie incydenty się zdarzają
– mówi nam Leszek Miętek.
Kolejarze najwięcej pretensji mają do wiceministra Piotra Malepszaka. Jego zdaniem nie słucha on środowiska kolejarskiego, a właściwie je lekceważy. Mimo to kolejarze piszą do niego kolejne apele.
„W Hiszpanii doszło niedawno do tragicznej katastrofy kolejowej. Życie straciło 46 osób, prawie 300 odniosło obrażenia, wiele ofiar pozostaje w stanie krytycznym. Maszyniści i inni pracownicy operacyjni od lat zgłaszali zagrożenia i bili na alarm. Wszystkie sygnały ignorowano, a opinia publiczna i związki zawodowe słyszały zapewnienia: »wszystko jest w najlepszym porządku«. Tymczasem przewodniczący hiszpańskiego związku maszynistów SEMAF mówi wprost – to była katastrofa, której można było zapobiec, gdyby tylko ktoś nas posłuchał. Ostrzegamy! W Polsce dzieje się dokładnie to samo!”
– napisali w liście kolejarze, wzywając do pilnych działań.