Jak-40 z dziennikarzami na pokładzie wylądował w Smoleńsku na kilkadziesiąt minut przed katastrofą polskiego Tu-154M. W chwili lądowania warunki na lotnisku były już bardzo trudne.
W piątek poinformowano, że dowódca Sił Powietrznych gen. Lech Majewski złożył w prokuraturze zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez załogę Jaka-40. Gen. Majewski podał, że samolot wylądował "przy podstawie chmur 60 m i widzialności poniżej kilometra".
"Na tę chwilę nie przesądzamy o winie pilotów. Mamy podejrzenia co do popełnienia przestępstwa. Zależy nam na pełnym i rzetelnym wyjaśnieniu tej sprawy" - powiedział Piątas. Dodał, że jedynym organem, który jest w stanie to uczynić, jest prokuratura, albowiem ma dostęp do informacji, których obecnie nie mają ani Siły Powietrzne, ani Sztab Generalny WP. "Postępowanie dyscyplinarne, które prowadzone jest przeciwko pilotom Jaka-40, jest postępowaniem, jakie toczy się w stosunku do żołnierza, który naruszył przepisy. Jest ono zgodne w pełni z ustawą o dyscyplinie wojskowej" - zapewnił Piątas.
Zwołania posiedzenia komisji poświęconego lądowaniu Jaka-40 domagali się posłowie PiS. Antoni Macierewicz ocenił, że piloci Jaka-40 "jak na tamte warunki, na to, co się działo w wieży i co się działo po stronie rosyjskiej, bohatersko wylądowali w Smoleńsku, ratując życie polskich dziennikarzy".
Zdaniem Macierewicza, informacja o skierowaniu zawiadomienia do prokuratury wojskowej nie była zaskoczeniem, bo "napaści na pilotów polskich związanych z wizytą w Katyniu trwały systematycznie od 10 kwietnia". Napaści te zaczęli Rosjanie, "a następnie dosyć szybko zostały podchwycone przez media oraz przez najwyższych przedstawicieli władz i administracji po stronie polskiej".
W ocenie Macierewicza do prokuratury skierowano zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa tylko przez pilotów, choć od momentu katastrofy smoleńskiej "wskazano na istotne przesłanki niedopełnienia obowiązków i naruszenia kodeksu karnego przez bardzo wiele najwyżej postawionych osób w rządzie polskim, począwszy od premiera Donalda Tuska, ministra (ON) Bogdana Klicha, ministra (Tomasza) Arabskiego", a także "na drastyczne naruszenie zarówno rosyjskiego, jak i polskiego kodeksu karnego przez kontrolerów lotu".
Macierewicz powiedział też, że dostępna dokumentacja, w tym zapis rozmów między kontrolerami lotu i pilotami Jaka, "jednoznacznie stwierdza", że warunki pogodowe w momencie lądowania Jaka-40 były w ramach norm przepisanych dla tego samolotu. "W momencie lądowania widoczność sięgała co najmniej 1200 m, a więc była zgodna z minimami pilotów. Również ta dokumentacja potwierdza, że kontrolerzy lotów wydali zgodę na lądowanie" - powiedział Macierewicz.