Jak Ruscy postanowili zbuntować młodych patriotów przeciwko Żydkom z NATO
„Pozdro od Stiełkowa natowska ku..o” (zabrakło „r”) – taki napis pojawił się na drzwiach naszego kolegi Samuela Pereiry.
Autor: Piotr Lisiewicz
Adresatem tej akcji są młodzi narodowcy i szerzej – patrioci uczestniczący np. w Marszach Niepodległości. Samuel został wybrany tylko z jednego powodu: ze względu na jego imię.
W ruskiej narracji celem akcji jest skierowanie buntu młodych polskich patriotów nie przeciwko postkomunie czy Tuskowi, a „Żydkom z NATO”. Zapewne tę samą kalkę moskiewskie ambasady stosują w tym czasie w innych państwach regionu.
Notabene „Żydek” został wyznaczony pomyłkowo, bo Samuel akurat ma korzenie… portugalskie, a w jego rodzinie tradycyjnie nadaje się dzieciom imiona starochrześcijańskie. Ale to mało istotne, liczy się, jak się jego imię się skojarzy.
Młodzi narodowcy mają poczuć jakąś identyfikację z tą akcją (radykalna, ryzykowna). A nasza redakcja ma z kolei zacząć ich oskarżać.
Problem w tym, że my rozumiemy, jak działa ruska swołocz. I nie wierzymy w winę młodych narodowców w najmniejszym stopniu. Gadka, że oto drzwi pomalował małolat z ONR mieszkający po sąsiedzku, zupełnie nas nie przekonuje. Bo małolaci raczej nie lubią komuny, Tuska czy Ruskich, niż „Gazety Polskiej Codziennie” i portalu niezalezna.pl, w której pisał Piotr Staruchowicz i inni liderzy środowisk kibiców. Nie bredziliby też o Striełkowie.
Poglądy niektórych liderów Ruchu Narodowego korzystne z rosyjskiego punktu widzenia krytykowaliśmy wiele razy, ale także ich jakoś ani odrobinę nie podejrzewamy w tej sprawie.
Gdy chodzi o treść napisu, to stylizowana jest ona na twardy język ludzi ulicy. Nieudanie, jak w przypadku wyboru nieprawdziwego „Żydka”. Kto jak ja pije wieczorami piwo z kumplami na dzielnicy - w moim przypadku na poznańskich Jeżycach – wie, iż podejrzewanie kogokolwiek z ulicy o użycie słowa „natowska k…” to abstrakcja. Zwykli Polacy tak nie mówią. Już „Ruska k…” wydaje się zdecydowanie bardziej prawdopodobna. I na warszawskiej Pradze, Targówku czy Mokotowie jest podobnie.
Dlaczego owa stylizacja jest tak nieudana? Bo Ruscy słabo znają się na polskiej dzielnicowej specyfice. Jak pisałem, oni tę samą kalkę stosują w całym regionie. To co, chwyta na blokowisku Moskwy, Petersburga czy Mińska, w Budapeszcie, Warszawie czy Bukareszcie może być udane w zróżnicowanym stopniu. Niby warszawscy „dyplomaci” powinni przekaz dostosować do lokalnej specyfiki, ale coś im nie do końca wyszło. Będą dymisje i zsyłki na daleką północ?
A na koniec parę słów do autorów akcji. Gdy młoda polska patriotyczna siła zacznie mieć wpływ na władze w Polsce takiego gówna, jak czerwone gwiazda waszych „wyzwolicieli” na pomnikach nie będziemy u nas tolerować. Zostaną zrównane z ziemią sprawnie, co do jednego. Podobnie będzie z waszą agenturą w mediach głównego nurtu.
Więcej o sprawie jutro w „Gazecie Polskiej Codziennie”
Autor: Piotr Lisiewicz
Źródło: niezalezna.pl