- Niektórzy mówią, że papież ma taki styl, by zaczynać wszystko od peryferii. To niezupełnie tak. Wiecie, dlaczego udaję się do Albanii? Z dwóch ważnych powodów. Po pierwsze dlatego, że Albańczykom udało się utworzyć rząd. A pamiętajmy, że to są Bałkany! To rząd jedności narodowej złożony z muzułmanów, prawosławnych, katolików wraz z radą międzyreligijną, która jest bardzo pomocna i zrównoważona. To dobrze, bo jest harmonia. Obecność Papieża ma oznajmić wszystkim narodom, że da się razem współpracować. I odczułem, że byłaby to prawdziwa pomoc dla tego szlachetnego narodu. Druga sprawa: pomyślmy o dziejach Albanii, która była jedynym z komunistycznych państw, gdzie w konstytucji był zadekretowany ateizm. Jeśli się szło na Mszę, łamało się konstytucję. Opowiadał mi jeden z ministrów, że zniszczono wtedy, chciałbym być dokładnym, 1.820 kościołów: katolickich i prawosławnych. Inne przerobiono na kina, teatry, sale balowe... Poczułem zatem, że powinienem tam pojechać. To przecież blisko i da się to zrobić w jeden dzień... – powiedział Papież.
Franciszek dodał, że gdy chodzi o kolejne podróże, nie wszystko jest przesądzone. Osobiście chciałby pojechać do Filadelfii na światowe spotkanie rodzin. Byłaby to okazja do odwiedzenia też innych miast USA, w tym nowojorskiej siedziby Narodów Zjednoczonych. Nie ma jednak jeszcze decyzji co do wizyty w Meksyku ani w Hiszpanii, choć, jak sam Ojciec Święty przyznał, z tego drugiego kraju spadł nań dosłownie „deszcz zaproszeń”. „Byłoby to możliwe, ale nie ma decyzji” – dodał naciskany przez hiszpańską dziennikarkę Papież.