Jak przypomina „Nasz Dziennik”, według relacji świadków, 11 maja 1982 r. Piotr Majchrzak spieszył się na tramwaj. Na ulicy został zatrzymany przez czterech zomowców, wylegitymowany, a później pobity. Miał poważne obrażenia głowy, zmarł tydzień później w szpitalu, nie odzyskując przytomności.
Obszernie o sprawie śmierci Piotra Majchrzaka pisaliśmy tutaj: 32 lata walki nieugiętej Matki o prawdę o śmierci Syna. Parasol chroni morderców
Niestety, przez ponad 30 lat sądy w Polsce nie znalazły dowodów potwierdzających tę wersję. Sąd Apelacyjny w Poznaniu podtrzymał w 2011 r. w mocy wyrok sądu okręgowego, który nie znalazł bezpośrednich dowodów na śmiertelne pobicie mężczyzny przez ZOMO i oddalił wniosek o zadośćuczynienie za jego śmierć. Od wyroku została złożona kasacja, w 2013 r. została oddalona przez Sąd Najwyższy.
Wtedy rodzice Majchrzaka złożyli skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Otrzymali informację, że sprawa została przyjęta i zostanie rozpatrzona.
– Jako rodzice jesteśmy z tego bardzo zadowoleni, może wreszcie dojdzie do zadośćuczynienia i spełnienia naszych pragnień – relacjonuje w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Teresa Majchrzak, matka chłopaka.
– Nam chodzi głównie o ujawnienie prawdy. My wiemy, że to zrobili zomowcy – dodaje Teresa Majchrzak.
„Nasz Dziennik” przypomina, że we wrześniu ma zostać sfinalizowana sprawa nadania imienia Majchrzaka skwerowi w okolicy cmentarza Zasłużonych Wielkopolan w Poznaniu.