Donald Tusk
"Przykra sprawa. Nie lekceważę jej. W poniedziałek o 15 odniosę się do niej publicznie na konferencji prasowej" - poinformował Donald Tusk w sobotę tuż po opublikowaniu nagrań kompromitujących ludzi z jego rządu. Już po dwóch dniach premier powiedział, że „ nie widzi podstaw do dymisji ministra Sienkiewicza, a w ich dyskusji nie widział nic przestępczego. Po dziewięciu dniach zmieniła się narracja i na pierwszy plan wyszedł problem kto nagrywał i jaki miał w tym cel.
- Nie wiemy czyjego autorstwa jest przestępczy scenariusz. (...) Ten, kto to zrobił, pisze scenariusz w konspiracji, a efektem są straty państwa. Wiemy, kto może być beneficjentem obniżenia pozycji i chaosu w państwie polskim. Nie może być miejsca na domyślanie się, czy jest jeszcze rząd w Polsce, czy upadnie? - mówi Tusk na specjalnym posiedzeniu Sejmu.
Bartłomiej Sienkiewicz
"Skrót myślowy" – tak Bartłomiej Sienkiewicz tłumaczył fragment rozmowy z Markiem Belką mówiący o "dotowaniu pod stołem".
- Mam do siebie żal o język i to, że służby, które nadzoruje nie były w stanie wykryć tej afery wcześniej – mówił w rozmowie z Moniką Olejnik w programie "Kropka nad i" szef MSW, nakreślając, w którą stronę rząd będzie starał się zwrócić uwagę opinii publicznej.
Później opisywał siebie jako ofiarę: - Problem nie polega na tym, że spotkaliśmy się poza gmachami ministerialnymi, tylko na tym, że ktoś nas nagrywał.
Marek Belka
- Z prawie dwugodzinnej rozmowy zostały opublikowane wyrwane z kontekstu kilkuminutowe fragmenty – napisał w komunikacie prezes NBP Marek Belka. W oświadczeniu NBP czytamy "zdania wyrwane z kontekstu", "manipulacja", itp. itd.
- Rozmowa z szefem MSW była rozmową prywatną. Wyłania się z niej troska o państwo, a nie coś innego - mówił Belka w "Faktach" TVN. - Nikt mnie, jako obywatela, nie może, pozbawić prawa do opinii i osądów, które w różnych rozmowach wypowiadam. Nie ma to nic wspólnego z niezależnością banku - tłumaczył.