To nieprawda!"- tak Wyszkowski określił słowa Wałęsy. I wyjaśnił: Sąd Okręgowy w Gdańsku w orzeczeniu z dnia 31 sierpnia 2013 r. stwierdził, że dochowałem należytej staranności dziennikarskiej przy badaniu sprawy agenturalności Lecha Wałęsy jako t.w. "Bolek", odrzucił roszczenie Wałęsy o zapłatę odszkodowania, a także zwolnił mnie ze wszelkich kosztów sądowych i adwokackich. Sąd Apelacyjny podtrzymał to orzeczenie, a tylko orzekł przeproszenie Wałęsy, czego - oczywiście - nie wykonałem. Wałęsa próbował mnie do tego zmusić, wytaczając następne procesy, ale ostatecznie je przegrał i nie tylko nie odzyskał ode mnie pieniędzy za zapłacone przez niego samego przeprosiny w TVN24, ale musi zapłacić mi koszta adwokackie. Z tego punktu widzenia - przegrał ten, kto płaci za proces - to ja wygrałem ośmioletni spór.
Jak dodaje Wyszkowski: Poza tym w Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu oczekuje na rozpoznanie moja skarga w sprawie orzeczenia Sądu Apelacyjnego nakazującego mi przeproszenie Wałęsy. Twierdzenie Wałęsy, że "udowodni prawdę", są tyleż bezczelnymi, co czczymi przechwałkami człowieka, który fałszował i nadal fałszuje swoją przeszłość, prawdziwie opisaną w książkach takich jak "SB a Lech Wałęsa" Piotra Gontarczyka i Sławomira Cenckiewicza, a ostatnio w książce Sławomira Cenckiewicza "Wałęsa. Człowiek z teczki", której rozpowszechnianie chciałby zablokować.
Prawda została już udowodniona i stanowi, że Lech Wałęsa był tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa o pseudonimie "Bolek" i donosił na swoich kolegów ze Stoczni Gdańskiej - konkluduje Wyszkowski.