Masowa akcja Milicji Obywatelskiej prowadzona w PRL w latach 1985-1987 miała kryptonim „Hiacynt”. Historycy szacują, że w wyniku operacji polegającej na zbieraniu informacji o polskich gejach i środowiskach, w których przebywają, zarejestrowano ok. 11 tys. akt osobowych.
Co ciekawe to właśnie w PRL środowiska homoseksualne już od lat 60. pozostawały pod stałą obserwacją Służby Bezpieczeństwa i Milicji Obywatelskiej. Z czasem zaczęto także zakładać teczki osobowe, w których znajdowały się różnego rodzaju kompromitujące materiały, wykorzystywane często do szantażu.
Inwigilację środowiska homoseksualnego na masową skalę rozpoczęli 15 listopada 1985 r. funkcjonariusze Milicji Obywatelskiej. Na wyraźny rozkaz gen. Czesława Kiszczaka kierującego Ministerstwem Spraw Wewnętrznych milicjanci weszli do szkół, uczelni i zakładów pracy, a następnie zatrzymywali i aresztowali osoby podejrzane o homoseksualne skłonności i kontakty z tym środowiskiem. Prowadzono też łapanki w miejscach spotkań gejów.
Wszystkim aresztowanym zakładano tzw. „Karty homoseksualisty” i zdejmowano odciski palców. Część zatrzymanych była też nakłaniana do podpisywania oświadczeń o następującej treści: „Niniejszym oświadczam, że ja [imię i nazwisko] jestem homoseksualistą od urodzenia. Miałem w życiu wielu partnerów, wszystkich pełnoletnich. Nie jestem zainteresowany osobami nieletnimi”. Osoby, którym założono teczki, często były zmuszane do donoszenia na innych homoseksualistów oraz do dokładnego opisu swoich praktyk seksualnych.
Mimo tego współczesne lobby gejowskie w Polsce chętnie korzysta ze wsparcia środowisk postkomunistycznych, a osoby wywodzące się wprost z ze struktur Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej - takie jak Ryszard Kalisz czy Joanna Senyszyn - brylują dziś na Paradach Równości.