Ponieważ na efekty jego pracy nie mogli się doczekać franciszkanie z Lanciano, histopatolog poszedł na najbliższą pocztę i polecił nadać pilny telegram. 11 grudnia 1970 r. zakonnicy odebrali korespondencję. Zawierała tylko jedno zdanie napisane w języku łacińskim: „In principio erat Verbum, et Verbum Caro factum est" („Na początku było Słowo, a Słowo Ciałem się stało").
Zwątpienie
Prof. Odoardo Linoli był ordynatorem i dyrektorem Laboratorium Analiz Klinicznych i Anatomii Patologicznej w szpitalu Riuniti w Arezzo. Jako autor wielu publikacji naukowych cieszył się opinią wybitnego specjalisty w dziedzinie anatomii, histologii, patologii, chemii i mikroskopowych badań klinicznych. Nic więc dziwnego, że to właśnie jego wybrali franciszkanie, by dokonał analizy laboratoryjnej pewnego fenomenu, choć sam przedmiot ich prośby mógł budzić zaskoczenie.
Chodziło bowiem o przedmiot przechowywany w kościele św. Franciszka z Asyżu w Lanciano i czczony tam od wieków jako relikwia Cudu Eucharystycznego. Najstarsze źródła pisane na ten temat pochodziły z XIV stulecia i opowiadały o zdarzeniu, które miało miejsce niemal sześćset lat wcześniej. Na początku VIII w. pewien bazylianin, którego imienia nawet nie znamy, miał podczas odprawiania mszy zwątpić w realną obecność Chrystusa w Eucharystii. Wówczas doświadczył cudu: nagle spostrzegł, że wino w kielichu zamienia się w krew, a chleb na paterze w kawałek ciała.
Od tamtego czasu małe miasteczko Lanciano w górskiej Abruzji stało się jednym z najważniejszych ośrodków kultu eucharystycznego na Półwyspie Apenińskim. Do tamtejszej świątyni zaczęli pielgrzymować liczni pątnicy, chcąc na własne oczy ujrzeć cząstkę Ciała Pańskiego i Krew Chrystusa. Z upływem czasu rósł jednak sceptycyzm wobec wystawionej do adoracji relikwii. Protestantyzm, oświecenie czy pozytywizm odrzucały tego typu zjawiska nadprzyrodzone jako zwiedzenia lub wymysły. Także wśród katolików coraz bardziej rosła nieufność do wszelkich cudowności związanych z relikwiami.
W XX w. franciszkanie w Lanciano zaczęli zadawać sobie pytanie, czy przedmiot znajdujący się w kosztownym relikwiarzu na głównym ołtarzu ich świątyni rzeczywiście spełnia kryteria cudu, czy też jest tylko średniowiecznym falsyfikatem. Paradoks polega na tym, że dziś nie da się udowodnić nadprzyrodzonego charakteru zjawisk bez odwołania się do nowoczesnej nauki i technologii. W tej sytuacji włoscy zakonnicy postanowili zwrócić się do badacza o uznanej renomie.
Odkrycie
18 listopada 1970 r. profesor Linoli przybył do Lanciano i w obecności miejscowego biskupa Pacifico Perantoniego pobrał do ekspertyzy dwie próbki materiału zwanego w dokumentach kościelnych „Relikwią Cudu Eucharystycznego". Jak zapisano w protokole badań, lekarz nożyczkami chirurgicznymi odciął dwa małe fragmenty o wadze ok. 20 miligramów i schował je do pojemnika. Następnie wyjął pięć zakrzepłych grudek krwi i położył je na wadze aptekarskiej. Łącznie ważyły one 15,85 grama. Naukowiec pobrał z nich próbkę ważącą 318 miligramów. Potem relikwie wróciły na miejsce, a relikwiarz został zapieczętowany przez biskupa.
To, co odkrył profesor Linoli, wprawiło go w osłupienie. Po pierwsze, zidentyfikował on badany materiał jako ludzkie ciało i ludzką krew grupy AB Rh minus. Ustalił, że „fragment ciała jest przekrojem serca i jest to absolutnie widoczne, że mamy do czynienia z prawą i lewą komorą sercową". Wykazał też, że mięsień sercowy i grudki krwi, chociaż przechowywane były w relikwiarzu przez setki lat, to jednak zachowały swój niezmieniony kształt fizykochemiczny oraz nie uległy rozkładowi. Stało się tak, mimo że nigdy nie zostały poddawane konserwacji ani działaniu jakichkolwiek środków chemicznych, co również ustalono podczas ekspertyzy.
Po drugie, co jeszcze bardziej zdziwiło profesora Linolego, zarówno ciało, jak i krew wykazywały wszelkie właściwości odpowiadające próbkom pobranym od osoby żyjącej. Frakcjonowanie protein w skrzepach było normalne i zachowywało procentową proporcję odpowiadającą świeżej krwi. Diagram odpowiadał krwi pobranej z ciała ludzkiego w dniu wykonywania badania. Te wyniki były tak szokujące, że włoski naukowiec wykonał aż pięćset analiz laboratoryjnych w ciągu pięciu miesięcy. Za każdym razem jednak uzyskiwał ten sam rezultat.
Dla pewności Linoli postanowił zaprosić do swoich badań innego wybitnego specjalistę od anatomopatologii: szefa Katedry Anatomii Prawidłowej na Uniwersytecie w Sienie – prof. Ruggero Bertelliego. Ten ostatni, nie mniej zszokowany niż Linoli, potwierdził we wszystkich punktach ekspertyzę swojego kolegi po fachu.
4 marca 1971 r. badacze zorganizowali konferencję, podczas której ogłosili, że zjawisko zaobserwowane przez nich w Lanciano jest całkowicie niewytłumaczalne z naukowego punktu widzenia. W końcowym raporcie napisali: „Wyniki badań medycznych są niepodważalne. Dziś nowoczesny sprzęt i rozległa wiedza medyczna w dziedzinie anatomii i histologii dają nam pewność co do ustalonych danych w granicach niebudzących już wątpliwości. Technika na pewno jeszcze będzie się zmieniała, ale osiągnięte wyniki już nie".
Dziesięć lat później profesor Linoli postanowił powtórzyć swoją ekspertyzę. W 1981 r. jako obiekt badań wybrał jednak drugą z pobranych przez siebie próbek, której do tej pory nie poddawał analizie. Wynik okazał się identyczny jak w 1971 r.
Pojednanie
Niegdyś przed wiekami drogi nauki i religii rozeszły się, a jednym z punktów spornych był stosunek do cudów i relikwii. Zwolennicy światopoglądu materialistycznego, scjentyści i racjonaliści głosili, że nauka i religia mogą się pogodzić ze sobą, ale tylko pod warunkiem, że ta druga wyrzeknie się swoich przekazów o cudach, zjawiskach nadprzyrodzonych i sprzecznych z prawami natury.
Dziś, po stuleciach separacji, znów dochodzi do zejścia się dróg nauki i religii, a miejscem ich spotkania – o dziwo! – stają się cuda oraz relikwie. Okazuje się jednak, że do owego zetknięcia dochodzi nie dlatego, iż to religia wyrzekła się swoich tajemnic i całkowicie zracjonalizowała, ale dlatego, że swoje stanowisko zmieniła nauka. Na skutek rozwoju technologicznego profesorowie i doktorzy dostali bowiem do ręki narzędzia badawcze, o jakich ich poprzednicy w przeszłości mogli tylko pomarzyć. Używając tych zaawansowanych technicznie instrumentów, udowodnili oni istnienie zjawisk, które z naukowego punktu widzenia pozostają całkowicie niewytłumaczalne.
Takie rezultaty przyniosły także badania niektórych fenomenów, czczonych w Kościele jako cuda eucharystyczne. Wśród najlepiej udokumentowanych znajdują się m.in. zjawiska łamiące prawa natury, zaobserwowane przez naukowców w Sienie czy Buenos Aires. W ostatnich latach na tej liście pojawił się także polski wątek, a mianowicie Sokółka na Podlasiu.
Przeistoczenie
12 października 2008 r. ks. Jacek Ingielewicz, wikary parafii św. Antoniego Padewskiego w Sokółce, upuścił na posadzkę podczas porannej mszy konsekrowany komunikant. Hostia została podniesiona i umieszczona w wypełnionym wodą naczyniu zwanym vasculum. Tam po kilku dniach powinna się rozpłynąć.
Tydzień później zakrystianka siostra Julia Dubowska odkryła jednak, że opłatek nie rozpuścił się w cieczy. Co więcej: dostrzegła na Hostii wyraźną czerwoną plamę sprawiającą wrażenie krwi. Sama woda nie zabarwiła się jednak na czerwono. Zakonnica powiadomiła o wszystkim proboszcza ks. Stanisława Gniedziejkę, który z kolei poinformował abp. Edwarda Ozorowskiego z Białegostoku. Hierarcha zarządził obserwowanie zjawiska przez najbliższe dni.
29 października stwierdzono, że Hostia nadal nie rozpłynęła się w wodzie, a na jej powierzchni w dalszym ciągu widoczny jest czerwony fragment ciała. Abp Ozorowski podjął więc decyzję, by wykonać naukową ekspertyzę. Badania podjęła się prof. Maria Sobaniec-Łotowska z Zakładu Patomorfologii Lekarskiej Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Ona też 7 stycznia 2009 r. pobrała próbkę do analizy. Na jej wniosek drugą niezależną ekspertyzę wykonał inny patomorfolog w osobnym laboratorium – prof. Stanisław Sulkowski z Zakładu Patomorfologii Ogólnej Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, który nie wiedział nawet, skąd pochodzi badana próbka.
Oboje naukowcy to specjaliści w swojej dziedzinie, cieszący się w świecie akademickim dużym uznaniem. Diagnostyką histopatologiczną zajmują się od ponad trzydziestu lat, a na swoim koncie mają liczne publikacje naukowe z patomorfologii. Niezależnie od siebie doszli oni do jednakowych wniosków, które zaprzeczają obowiązującym prawom natury.
Badacze wskazali na trzy niewytłumaczalne naukowo zjawiska. Pierwszym z nich był fakt, że włożony do wody komunikant nie rozpuścił się całkowicie, lecz tylko częściowo. Po drugie, tkanka na opłatku okazała się fragmentem mięśnia sercowego człowieka. Przebywając tak długo najpierw w wodzie, a później na korporale powinna ulec procesowi martwicy, czyli obumierania. Tymczasem podczas wszystkich badań wykazywała zachowania charakterystyczne dla mięśnia sercowego w stanie agonalnym. Trzecim zagadkowym zjawiskiem był fakt, że owa tkanka ludzkiego organizmu w sposób strukturalny pozostawała połączona z konsekrowaną Hostią. Naukowcy podkreślają, że tego typu przenikanie się ciała i chleba jest zjawiskiem, które nigdy dotąd nie było obserwowane w przyrodzie. Wiedza naukowa nie tylko nie zna tego typu przypadków, ale także wyklucza ich zaistnienie.
Ekspertyza patomorfologów przesłana do kurii białostockiej stała się podstawą do uznania przez Kościół fenomenu w Sokółce za cud eucharystyczny. 2 października 2011 r. cudowna Hostia wystawiona została do publicznej adoracji w kaplicy Matki Bożej Różańcowej w kościele św. Antoniego. Wniesiono ją tam w uroczystej procesji, której przewodniczył abp Edward Ozorowski.
Lech Dokowicz, który kręcił w Sokółce zdjęcia do filmu dokumentalnego „Ja Jestem", powiedział, że jest to jakby komunikat od Boga, że dogmat o transsubstancjacji, czyli o realnej przemianie chleba w ciało, jest prawdziwy. Według niego to już nie delikatny znak, ale wręcz krzyczący dowód, dany dziś Polakom, by mocniej przylgnęli do Eucharystii.
Autor jest publicystą tygodnika „Sieci". Ostatnio wydał książkę pt. „Dowody Tajemnicy. Śledztwo w sprawie zjawisk nadprzyrodzonych".
Prof. Maria Elżbieta Sobaniec-Łotowska z Zakładu Patomorfologii Lekarskiej Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku:
„Pobrany z korporału fragment materiału badaliśmy histologicznie, to jest z użyciem mikroskopu optycznego, czyli świetlnego, i ultrastrukturalnie, to jest z użyciem mikroskopu elektronowego transmisyjnego. I, co jest niebywale interesujące, obserwowaliśmy zjawisko wzajemnego przenikania się struktury komunikantu z włóknami mięśnia serca. Tkanka, która pojawiła się na Hostii, była z nią w sposób bardzo ścisły, nierozerwalny złączona, co jest ważnym dowodem, że nie mogło tu być jakiejkolwiek ludzkiej ingerencji.
Stwierdziliśmy, że cytoplazma fragmentów włókien mięśniowych, wtopionych w podłoże mogące odpowiadać strukturze Hostii, w barwieniu hematoksyliną Mayera i eozyną barwiła się na różowo, ogniskowo dość intensywnie. Natomiast jądra komórkowe, położone głównie centralnie – co pragnę podkreślić w tym miejscu – na granatowo. Otóż centralne położenie jąder komórkowych wskazuje, że jest to mięsień serca ludzkiego. W badanym fragmencie tkankowym obserwowaliśmy cechy wyraźnej nasilonej segmentacji włókien, to jest uszkodzenie komórek w miejscu wstawek, i fragmentacji – to są uszkodzenia włókien poza wstawkami; również na przebiegu pojedynczych włókien znajdowaliśmy obrazy mogące odpowiadać węzłom skurczu. Takie zmiany powstają jedynie we włóknach niemartwicznych i odzwierciedlają szybkie skurcze mięśnia serca w okresie przedśmiertnym, to jest agonalnym".
Prof. Odoardo Linoli z Laboratorium Analiz Klinicznych i Anatomii Patologicznej w Arezzo:
„Badanie z zastosowaniem chromatografii cienkowarstwowej na obecność hemoglobiny potwierdziło, że Krew Cudu Eucharystycznego z Lanciano jest rzeczywiście krwią. Ciało pochodzi z tkanki mięśniowej, należącej do mięśnia sercowego (śródsierdzia), na co wskazują syncytia (wielojądrowe komórki) włókien kurczliwych. Wykryto obecność naczyń tętniczych i żylnych oraz podwójną gałązkę nerwu błędnego. Ponadto odnaleziono fragmenty wsierdzia z charakterystyczną, pofałdowaną powierzchnią, jak w normalnie unaczynionym mięśniu sercowym (śródsierdziu). Test strącania warstwowego Uhlenhutha potwierdził, że Ciało i Krew pochodzą od gatunku ludzkiego. Test na określenie grupy krwi metodą absorpcji płynu elucyjnego potwierdził, że Krew i Ciało mają tę samą grupę (AB). W płynie elucyjnym Krwi znaleziono frakcję białek bardzo zbliżoną do zawartości w normalnej świeżej krwi, z nieznacznymi tylko odstępstwami spowodowanymi wiekiem próbki".