Trzy podkarpackie szpitale mają kilkaset milionów złotych długów. Przed zamknięciem może je uratować tylko połączenie ze szpitalem uniwersyteckim w Rzeszowie. Jeśli to się nie uda, mieszkańcy mogą stracić dostęp do publicznej opieki zdrowotnej.
- Możemy być ośrodkiem, który scali mniejsze jednostki i zaproponuje taki podział usług medycznych w poszczególnych szpitalach, aby placówki te nie konkurowały ze sobą
– mówi Marcin Rusiniak, dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego im. Fryderyka Chopina w Rzeszowie.
Jak czytamy w „Rz" - w trzech podkarpackich szpitalach istnieją całe oddziały, które się dublują, a czasem wręcz multiplikują w placówkach położonych stosunkowo blisko siebie. Powielanie usług w szpitalach oddalonych od siebie o 20-30 minut jazdy wydaje się zbyt kosztowne. Nie bez znaczenia ma być też potencjał Uniwersytetu w Rzeszowie, który kształci kadry lekarskie.
– Kierując studentów oraz młodych lekarzy na praktyki i staże do szpitali w powiatach, możemy pokazać, że medycyna w mniejszych ośrodkach nie musi być na niższym poziomie. Może być ograniczona pod względem liczby oddziałów, jednak sam oddział działający w takim szpitalu może reprezentować bardzo wysoki, uniwersytecki poziom
– tłumaczy dyrektor Rusinek.
Część oddziałów lub klinik, które teraz funkcjonują przy ul. Chopina w ramach USK w Rzeszowie, mogłaby działać w formie pododdziałów lub podklinik w terenie. – Byłoby to również wyjście naprzeciw pacjentom, którzy obecnie przyjeżdżają do naszego szpitala ze względu na brak określonych usług medycznych w swoich lokalnych placówkach – mówi Rusiniak.
Na drodze do konsolidacji stoi jednak zadłużenie szpitali powiatowych. W przypadku SP ZOZ w Lesku sięga ono ok. 120 mln zł, z czego blisko 60 mln zł to zobowiązania wymagalne. Placówka w Sanoku ma ok. 100 mln długu, w tym 20 mln zobowiązań wymagalnych, a ZOZ w Dębicy – według stanu na 31 sierpnia 2025 r. – blisko 160 mln zł zadłużenia - podaje „Rz".
Problem w tym, że zadłużenie trzech szpitali powiatowych – w Lesku, Sanoku i Dębicy – to łącznie ok. 400 mln zł, czyli ponad jedna trzecia całej sumy przewidzianej na procesy reorganizacyjne. Tymczasem z rozmowy „Rz” z wiceministrem zdrowia Tomaszem Maciejewskim wynika, że konsolidacją zainteresowanych jest ok. 90 placówek w całym kraju.