Nie ma tu próby zrozumienia wojny. Nie ma kultu walki. Wojna jawi się w tym filmie jako pewnego rodzaju bezsens. Jako wydarzenie, które wpisuje takie postaci, jak Krzysztof Kamil Baczyński, w nie do końca ich role. Nie padają wielkie słowa o oddawaniu życia za ojczyznę. Piwowarski poradził sobie też z ukazaniem ważnej postaci historycznej. Udało się mu uniknąć siermiężności, sztucznego patosu i po prostu nudy. Baczyński przedstawiony jest jako człowiek pełen rozterek, targany dylematami. Poeta, który jest nadwrażliwym introwertykiem, nagle staje w ogniu walki, chociaż nie za bardzo czuje się postawiony w miejscu odpowiadającym jego naturze i marzeniom. W końcu sięga po broń. Baczyński jest w tym wszystkim bardzo ludzki. Widać, że reżyser ma do niego serce. Pokazuje go jako wrażliwego mężczyznę, którego można polubić. Jako człowieka, który żyje poezją i próbami przetworzenia świata, jakie można tą poezją dokonać. To kult poety, nie wojny.
Mamy tu do czynienia ze świetną rolą Mateusza Kościukiewicza, który jawi się w tym filmie jako polski Leonardo DiCaprio. Nie jest to bynajmniej tania imitacja, ale naprawdę godna uwagi kreacja aktorska. Dzięki roli Kościukiewicza młody widz ma szansę w tej postaci „się zobaczyć”. Znakomita jest też rola Katarzyny Zawadzkiej.
Więcej w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"