Platforma Obywatelska niemal zaraz po objęciu władzy w 2007 r. przygotowała program „Bezpieczna i przyjazna szkoła". Jego realizacja rozpoczęła się w 2008 r. i będzie kontynuowana w przyszłym roku. Zastąpił on wprowadzony przez rząd PiS-u program „Zero tolerancji dla przemocy w szkole".
Resort edukacji pod kierownictwem minister Hall twierdził, że „Zero tolerancji" ma charakter restrykcyjny, nawiązuje do amerykańskich wzorców, a dzieci i młodzież traktuje jak przestępców. Cytowano opinie ekspertów, że zamiast obniżyć poziom agresji w szkole, podniesie go.
– Statystyki pokazują coś zupełnie odmiennego – mówi wiceszef MEN-u w rządzie PiS-u Sławomir Kłosowski, obecnie wiceprzewodniczący sejmowej komisji edukacji. W ostatnim roku funkcjonowania programu „Zero tolerancji" przestępczość spadła do 17,4 tys. wypadków. Rok wcześniej, czyli w 2006 r., w policyjnych statystykach zanotowano 19,4 tys. przestępstw dokonanych w szkole. – Od czasu wprowadzenia programu „Przyjazna szkoła" liczba przestępstw sukcesywnie rośnie – zwraca uwagę Kłosowski.
Na koniec 2008 r. w różnego rodzaju placówkach szkolnych doszło do 19,4 tys. przestępstw. W kolejnym roku było ich 21 tys., a w 2010 r. już ponad 26 tys. W ub.r. doszło do ponad 28 tys. przestępstw, w tym 27,8 tys. o charakterze kryminalnym.
Pedagog prof. Aleksander Nalaskowski z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu zwraca uwagę, że programu „Zero tolerancji dla przemocy w szkole" nie można przeciwstawiać przyjaznej szkole. – Zero tolerancji dla przemocy jest przyjazne normalnej większości – wyjaśnia. Przypomina, że program ten odpowiadał społecznemu zapotrzebowaniu i przynosił pożądane efekty.
Z badań „Przemoc w szkole" przeprowadzonych przez Instytut Socjologii UW wynika, że 55 proc. rodziców postrzega to jako poważny problem. – Najgorzej sprawa wygląda w szkołach, gdzie w jednym budynku znajduje się podstawówka i gimnazjum. Bywa, że młodsi uczniowie są okradani po drodze do szkoły, nie mogą pójść spokojnie do toalety – mówi Karolina Elbanowska z Fundacji Rzecznik Praw Rodziców.
– Nauczyciel został zamknięty w biurokracji. Obecnie ma do wypełnienia sześć razy więcej papierków niż przed kilku laty. W tej sytuacji nie ma możliwości bycia z uczniami – ocenia prof. Nalaskowski. I dodaje: – MEN należałoby zlikwidować, bo jest szkodliwe społecznie.
