Hierarcha zachęcił do nieustannego pogłębiania wiedzy o istocie mszy świętej.
– Uczestniczymy w eucharystii, przyjmujemy komunię świętą, adorujemy Najświętszy Sakrament. Ale kluczowe pytanie brzmi: czy wiemy, kogo, a nie co, celebrujemy, przyjmujemy i adorujemy? Największym zagrożeniem jest to, że chodzimy na mszę świętą, nie zdając sobie sprawy z tego, co naprawdę się podczas niej dokonuje. Konsekwencje są zawsze podobne: najpierw pojawia się nuda. Liturgia eucharystyczna wydaje się długa i uciążliwa. Ale problemem nie jest sama msza, ale nasze serce. Nie kochamy Tego, który jest obecny
– mówił.
Nuncjusz wyjaśnił, że taki człowiek stara się zagłuszać nudę, "wypełniając wszystko słowami, śpiewem i działaniem; staje się niespokojny, niemal niezdolny do ciszy".
– Ale to nie jest prawdziwe uczestnictwo, to raczej wewnętrzny niepokój. W końcu, często nawet tego nie zauważając, dochodzimy do najgorszego punktu: zaczynamy świętować samych siebie. Msza święta staje się tłem lub piedestałem dla naszych idei i inicjatyw. Tymczasem eucharystia nie należy do nas i to nie my jesteśmy jej centrum
– powiedział.
Abp Antonio Guido Filipazzi podkreślił, że eucharystia nie jest tylko wspomnieniem; nie jest symbolem ani zwykłym spotkaniem ludzi.
– Jest największym wydarzeniem, jakie dokonuje się na ziemi. W niej naprawdę obecny jest Jezus Chrystus, prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek. W niej stajemy się uczestnikami ofiary krzyża, złożonej raz na zawsze dla zbawienia świata. Nie ma nic większego. Nic bardziej decydującego. Albo uznamy Tego, który jest obecny, i pozwolimy się przemieniać, albo nawet to, co najświętsze, utraci dla nas światło i sens – zapewnił.
Nuncjusz przywołał też słowa przypisywane Ojcu Pio: „Gdyby ludzie rozumieli wartość mszy świętej, przed kościołami trzeba byłoby ustawić policjantów, aby utrzymać porządek wśród tłumów”