Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Obama jak Roosevelt?

fot.: Gazeta Polska VOD; na zdj. Grzegorz Górny


fot.: Gazeta Polska VOD; na zdj. Grzegorz Górny

26 marca br. podczas międzynarodowego szczytu w Seulu włączony przypadkowo mikrofon zarejestrował dialog w cztery oczy między ówczesnymi przywódcami USA i Rosji, podczas którego Barack Obama obiecał Miedwiediewowi, że po ponownych wyborach będzie bardziej „elastyczny" w relacjach z Moskwą.

Wybory, o których prezydent USA wspominał Miedwiediewowi, już się odbyły i zakończyły jego reelekcją – wkrótce będziemy mogli się przekonać, w jakich sprawach czarnoskóry przywódca Ameryki zamierza być bardziej elastyczny względem Rosjan. Analiza jego dotychczasowej polityki wobec Moskwy – i tak pełna elastyczności – nie nastraja optymistycznie.

Ameryka idzie na ustępstwa

Wybór Obamy na prezydenta USA w 2008 r. został powitany na Kremlu z wielką radością. Wkrótce potem w Rosji ukazał się ważny tekst Siergieja Karaganowa, doradcy Władimira Putina, jednego z najbardziej wpływowych w Moskwie ekspertów ds. międzynarodowych. Proponował on Amerykanom utworzenie czegoś w rodzaju „sojuszu białego człowieka". Pisał, że dziś najważniejsze wyzwania dla Rosji i USA pozostają wspólne: to ekonomiczna i polityczna ekspansja Chin oraz zagrożenie wojującym islamem. W obliczu takich problemów Moskwa i Waszyngton powinny zacieśnić strategiczną współpracę. W tym kontekście inne sprawy, takie jak kwestia Europy Środkowo-Wschodniej, muszą tracić na znaczeniu, wymagając wzajemnego porozumienia.

Jakby w odpowiedzi na ten apel, Barack Obama zaczął głosić potrzebę zrewidowania dotychczasowej polityki Białego Domu wobec Kremla. Już w marcu 2009 r. w Genewie sekretarz stanu USA Hillary Clinton i minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow nacisnęli symboliczny przycisk „reset". Tak miało się zacząć restartowanie nie najlepszych do tej pory relacji Waszyngtonu z Moskwą. Polityka resetu oznaczała ze strony USA wiele realnych ustępstw na rzecz Rosji: odstąpienie od budowy elementów tarczy antyrakietowej w Polsce i Czechach, rezygnację z promowania kandydatur Gruzji i Ukrainy do członkostwa w NATO, ułatwienie przystąpienia Rosji do Światowej Organizacji Handlu itd.

Administracja Obamy straciła zainteresowanie dla Starego Kontynentu i zaczęła zachowywać się tak, jakby godziła się na uznanie Europy Środkowo-Wschodniej za rosyjską strefę wpływów. Wielce symboliczna była następująca sekwencja wydarzeń: 8 kwietnia 2010 r. podczas szczytu w Pradze Obama potwierdził rezygnację z projektu tarczy antyrakietowej w Polsce i w Czechach. 9 kwietnia rozpoczęto budowę rosyjsko-niemieckiego Gazociągu Północnego omijającego Polskę. 10 kwietnia pod Smoleńskiem zginął prezydent Lech Kaczyński.

Rosja nie ustępuje

Amerykańska polityka resetu przyniosła Rosji wiele korzyści geopolitycznych i gospodarczych. Co jednak w zamian otrzymał Waszyngton? Wielce wątpliwą pomoc w sprawie Iranu i Afganistanu. Obama zabiegał też o współpracę Moskwy w sprawie Syrii czy Iranu, jednak napotkał twardy opór. Mało tego: Rosjanie – na przekór USA – wspierają militarnie reżim Asada w Damaszku i uczestniczą w nuklearnym programie Teheranu.

Okazuje się, że polityka ustępstw wobec Rosji nie pociągnęła za sobą wcale zmiany nastawienia Moskwy wobec Zachodu. Na Wschodzie ustępstwa traktowane są nie jako wyraz wielkoduszności potężnych, lecz jako oznaka słabości. We wrześniu br. Putin wydalił z Rosji pozarządową Amerykańską Agencję ds. Rozwoju Międzynarodowego, pracującą tam od 1990 r. na rzecz demokracji. Wycofał się też z wieloletniego programu Nunna-Lugara o współpracy w zniszczeniu i zabezpieczaniu starych sowieckich broni masowego rażenia. Obecny ambasador USA w Moskwie Michael McFaul (notabene sam gorący zwolennik resetu) skarży się publicznie, że jest w Rosji inwigilowany.

Postępowanie Obamy wobec Putina przypomina naiwną politykę Roosevelta wobec Stalina. Pod koniec II wojny światowej amerykański prezydent poszedł na daleko idące ustępstwa wobec Kremla, m.in. zgodził się na sowiecką strefę wpływów w Europie Środkowo-Wschodniej w zamian za iluzoryczne obietnice przyszłej współpracy z Moskwą, m.in. w konflikcie z Japonią i przy projektowaniu ONZ. Beneficjentem tej polityki okazał się Związek Sowiecki, zaś największymi przegranymi kraje naszej części kontynentu.

Tuż po wiosennych wyborach prezydenckich w Rosji, które – mimo wielu naruszeń prawa – wygrał Putin, jednym z pierwszych telefonujących z gratulacjami do Moskwy był Obama. Zapewnił on gospodarza Kremla, że Stany Zjednoczone będą kontynuowały politykę resetu wobec Rosji.

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane