Jej ciało zachowało się w niemal idealnym stanie, nie było w żaden sposób rozczłonkowane. Nie zauważyłem żadnych obrażeń czy nawet siniaków - mówił Janusz Walentynowicz o tym, w jakim stanie było ciało jego matki, kiedy dokonywał identyfikacji w Rosji.
Tymczasem miał z tym ogromny problem podczas rozpoznania ciała w zeszłym tygodniu. Rodzina obawia się, że chodzi nie tylko o upływ czasu, ale też możliwość zbezczeszczenia zwłok przez Rosjan. Wiadomo już, że podczas sekcji, do której doszło w zeszłym tygodniu, biegli znaleźli w jednym z ciał gumową rękawiczkę, którą zostawili w zwłokach Rosjanie.
Podobne przedmioty znajdowano w innych ciałach ofiar katastrofy, wymieszane z grudami ziemi i kawałkami drewna. W marcu zeszłego roku dziennikarka „Gazety Polskiej” Joanna Lichocka napisała artykuł, w którym gumowe, rosyjskie rękawiczki są symbolem kłamstw Ewy Kopacz, zapewniającej, że „ręka w rękę” polscy patomorfolodzy pracowali z rosyjskimi. Artykuł stał się inspiracją dla dziesiątków osób z całego świata, które wysłały Ewie Kopacz listy z gumowymi rękawiczkami.
Bliscy Anny Walentynowicz oraz mec. Stefan Hambura, ich pełnomocnik, nie chcą mówić o bolesnych szczegółach dotyczących bezczeszczenia zwłok, ale są tym oburzeni.
- Jestem wściekły, że musiałem patrzeć na sekcję zwłok mojej babci. Ale najgorsze jest to, że wciąż nikt nie ponosi konsekwencji za dopuszczenie do tych wszystkich błędów - mówi wnuk Anny Walentynowicz, Piotr.
Rodzina przyznaje również, że w żadnej z otwartych w zeszłym tygodniu trumien rodzina nie znalazła papieskiego różańca, który miał być umieszczony obok ciała śp. Anny Walentynowicz.
- Bezspornie powinny zostać wyciągnięte konsekwencje wobec osób, które zbezcześciły zwłoki. Mam nadzieję, że prokuratura niezwłocznie rozpocznie postępowanie wyjaśniające w tej sprawie. Istotny jest także fakt czy polscy śledczy o tym wiedzieli i to ukrywali, czy nie mieli pojęcia, a to na skutek zaniechania obowiązków, m.in. tego, że nawet nie zajrzeli do trumien - mówi Antoni Macierewicz, przewodniczący zespołu parlamentarnego badającego przyczyny katastrofy. Podkreśla także, że sprawa natychmiast powinna zostać odebrana wojskowym śledczym. - Raz na zawsze. Od samego początku, od 10 kwietnia 2010 r. do dziś, wojskowa prokuratura jest odpowiedzialna za matactwa, kłamstwa i utrudnianie śledztwa - dodaje.
Jak już pisaliśmy, ciała nie zostały ubrane w odzież przygotowaną przez rodziny, ale włożone brudne i nagie do plastikowych worków lub owinięte w czarne folie. Odzież umieszczono na wierzchu.
Już jutro na łamach „Gazety Polskiej” ukaże się obszerny artykuł ukazujący kulisy skandalu związanego z zamianą ciał ofiar katastrofy smoleńskiej.