Kto spoza załogi mógł jeszcze prawidłowo odczytać wskaźniki? Praktycznie tylko generał Błasik. To właśnie z tego powodu wybrano go na głównego winnego. Był jedynym na pokładzie, którego można było w to wrobić. Obecność Błasika dawała jeszcze dodatkowe uzasadnienie tej wersji katastrofy – piloci pogubili się, bo na karku siedział im przełożony. Przełożony był protegowanym Lecha Kaczyńskiego, a więc uzasadniało to tezę o pośrednich naciskach prezydenta. To z kolei podobało się nienawidzącym go mediom w Polsce. Teza misternie utkana, tak misternie, że trudno ten ciąg zdarzeń uznać za przypadek. Komuś po prostu była potrzebna. Kto ją stworzył? Przede wszystkim Rosjanie, ale nie sami. Współpracował z nimi polski akredytowany Edmund Klich. Teza rozsypałaby się, gdyby choć jeden z czynników został dokładnie zbadany. Dopilnowano, by tak się nie stało. Nie ma wiarygodnej sekcji zwłok generała Błasika. Brak wiarygodnej sekcji zwłok spowodował możliwość dorzucenia kolejnego faktu – alkoholu we krwi polskiego dowódcy.
Kłopoty z odzyskaniem oryginałów czarnych skrzynek powodowały, że odczytywanie głosów z kabiny trwało kilkanaście miesięcy. Trzeba było kilka razy kopiować, sprawdzać warunki przegrywania itd. Niezabezpieczenie terenu katastrofy i wraku przez polskie służby dawało możliwość manipulowania informacją o ułożeniu ciała generała Błasika.
Kłamstwa wrzucano w sposób coraz bardziej bezczelny. Miała być awantura pomiędzy generałem Błasikiem a pilotem. Finansowane pośrednio przez Rosjan media sugerowały, że Błasik wręcz mógł sterować samolotem. Kolejne wymysły upadały. Nie spowodowało to jednak żadnej refleksji i przeprosin. Zresztą kłamstwa były powtarzane bez przerwy, a zaprzeczenia mimochodem.
Obciążenie generała Błasika musiało wiązać się również z obwinieniem pilotów. Tylko bardzo niewyszkoleni piloci mogli się nie zorientować, że korzystają ze złego wskaźnika. Próbowano wręcz szatańskiego zabiegu, by skłócić rodzinę generała z rodzinami pilotów. W chaosie informacyjnym nikt nie miałby wątpliwości, że winny był ktoś z obecnych na pokładzie.
Jednak okazało się, że wszystkiego sfałszować się nie da. Uczciwi polscy eksperci, jacyś urzędnicy i prokuratorzy wyłamali się ze zmowy, która panowała wokół generała Błasika. Legł nie tylko mit o naciskach, ale i żmudnie wymyślony scenariusz katastrofy. Piloci znali swoje położenie i podjęli właściwe decyzje w warunkach stworzonych im przez Rosjan. Dlaczego więc samolot się rozbił? Od dłuższego czasu nie wierzę w wypadek. Jeśli ktoś wierzy, niech to udowodni. Większość dowodów na ten temat została po prostu sfałszowana. Obrońcy tego fałszerstwa stoją na najwyższych stanowiskach państwowych, w mediach i prokuraturze. Wcześniej czy później będą musieli za to odpowiedzieć. Kolejne kłamstwa pogrążają ich jeszcze bardziej.