Skutki paktu Putin–Tusk
Tajne porozumienie Putin–Tusk stało się punktem wyjścia do dalszych działań obu rządów w sprawie katastrofy smoleńskiej.
Mimo że od zawarcia porozumienia między rządami Putina i Tuska minęło już ponad 400 dni, nadal na jego temat wiemy bardzo niewiele. Prof. Marek Żylicz w artykule opublikowanym w kwietniowym „Państwie i Prawie” określa je jako „nieformalne” lub „półformalne”. Nawet on jednak nie wie nic konkretnego na jego temat. Jest to wielce symptomatyczne, że czołowy ekspert prawny rządowej komisji nie zna miejsca, czasu, formy ani szczegółów zawartego między obu państwami układu.
W odpowiedzi na pytania dotyczące porozumienia z Rosją, Centrum Informacyjne Rządu poinformowało nas, że „nie było odrębnej decyzji Rady Ministrów czy Prezesa Rady Ministrów w tej sprawie” i że strona polska „zgodziła się na podjęcie współpracy ze stroną rosyjską w zaproponowanym przez nią reżimie prawnym”. W odpowiedzi CIR pada też stwierdzenie, że jedynym aktem odnoszącym się do sytuacji, do jakiej doszło 10 kwietnia 2010 r., było porozumienie w sprawie zasad wzajemnego ruchu lotniczego statków powietrznych Rzeczypospolitej Polskiej i Federacji Rosyjskiej z 1993 r.
Jeszcze dziwniejszej odpowiedzi na podstawowe pytania dotyczące nieformalnego porozumienia międzyrządowego z kwietnia 2010 r. udzielił nam MSZ: „W odpowiedzi na Pańskie pytania chcielibyśmy zaznaczyć, że wszystkie informacje, które MSZ posiada w sprawie wyjaśnienia katastrofy rządowego samolotu w Smoleńsku, zostały przez Ministerstwo przekazane właściwej Prokuraturze”.
> Najgorsze przed nami
Nieformalne porozumienie między Tuskiem a Putinem, nawet jeśli byłoby niezgodne z polskim prawem i konstytucją, może być wiążące z punktu widzenia prawa międzynarodowego. Brzmi to groźnie, gdyż prawie nikt nie wie, jaka jest treść tego porozumienia. Możemy tylko spekulować.
Tajny układ w sprawie badania katastrofy musiał być zawarty przed 15 kwietnia ub.r., bo tego dnia strona polska uznawała już załącznik 13 jako podstawę badania. Poza przyjęciem 13 załącznika mogło ono dotyczyć jeszcze wielu innych ustaleń. Według prof. Żylicza, dowodem zawarcia porozumienia jest to, że obie strony go realizowały. Gdyby iść tym tropem, należy stwierdzić, że licznych decyzji rządu Tuska, podjętych od kwietnia 2010 r. wobec Rosjan, polskim interesem wytłumaczyć się nie da. Tajne ustalenia mogły więc dotyczyć np. tego, że Polska nie będzie podejmować żadnych działań zmierzających do przejęcia części lub całości śledztwa lub że rząd polski nie będzie oficjalnie wszczynał sporu z Rosją z powodu łamania przez nią zasad 13 załącznika. Mimo że od pierwszych dni Rosjanie łamali narzuconą przez siebie podstawę prawną, np. nie dopuszczając przedstawicieli Polski do czynności i nie przekazując im dokumentów, a także dowodów, rząd polski nie protestował. Przeciwnie, premier zapewniał parlamentarzystów i opinię publiczną, że współpraca z Rosją układa się bez zarzutu, że „wykracza in plus poza zapisy tej konwencji”, oraz że polski akredytowany ma „dostęp do wszystkich bez wyjątku czynności, które prowadzi strona rosyjska”.
Rząd Tuska generalnie popierał rosyjską strategię działań w ramach badania katastrofy smoleńskiej, począwszy od przyjęcia załącznika 13, przez brak reakcji na łamanie zasad dochodzenia, aż po wstrzymanie się od wszczęcia sporu międzynarodowego po publikacji stronniczego antypolskiego raportu. Do dziś nie wykonano nawet najbardziej oczywistych kroków, jakie podejmuje się w przypadku każdej katastrofy lotniczej. Polscy lekarze sądowi np. nie przeprowadzili do chwili obecnej sekcji zwłok ofiar ani nie pobrali z ciał żadnego materiału do badań. Wnioski o ekshumację składane przez rodziny czekają bez reakcji prokuratury od blisko roku.
Polscy eksperci nie zbadali wraku samolotu, który całymi miesiącami rdzewiał pod odkrytym niebem, ani czarnych skrzynek, aby potwierdzić, że nie zostały one przemontowane. Jeśli nie było w tej sprawie tajnego porozumienia między premierami, to jak inaczej wyjaśnić taką sytuację?
> Tusk ośmiesza Polskę
Jak wytłumaczyć, że w sprawie największej tragedii w powojennej historii naszego kraju Polska nie zwróciła się o pomoc do sojuszników, lecz uległa dyktatowi Moskwy? Zespół Ekspertów Niezależnych, w którego skład wchodzą m.in. generałowie Waldemar Skrzypczak (były dowódca Wojsk Lądowych) i Sławomir Petelicki (twórca i dowódca jednostki wojskowej GROM) poddał miażdżącej krytyce działania rządu w tej sferze. „Niezrozumiałe jest, dlaczego Polska, jako kraj będący od 12 lat w NATO, po katastrofie wojskowego samolotu NATO, w którym zginęli najważniejsi dla Polski generałowie NATO, za pośrednictwem polskiego rządu niezwłocznie nie zwróciła się o pomoc i radę do innych członków Paktu i Kwatery Głównej w Brukseli! Taki krok wykonały potężne Stany Zjednoczone po tragedii 11 września. Nic nie usprawiedliwia tego zaniechania premiera Donalda Tuska”.
Eksperci piszą dalej: „To nie Rosjanie ośmieszyli nas i upokorzyli przed całym cywilizowanym światem. Zrobił to polski premier, oddając śledztwo i wmawiając Polakom, że nasza prokuratura może prowadzić równoległe śledztwo bez posiadania czarnych skrzynek, wraku samolotu i dostępu do miejsca katastrofy”.
W demokratycznych państwach prawa standardem działania instytucji, firm i osób jest zawieranie ważnych umów w postaci pisemnej. Ustne umowy zawierane są sporadycznie. Taka forma od razu rodzi podejrzenia zmowy czy chęci ukrycia intencji układających się stron. Na gębę dogadują się z reguły albo zaufani partnerzy, albo oszuści. Mafia nie lubi dokumentować swej działalności, ale w przypadku najwyższych władz państwowych jest to regułą.
Nieformalna umowa z obcym rządem jest tym większym zaskoczeniem, że partnerem jest tu tak nietuzinkowa postać jak Władimir Putin, oskarżany przez niezależnych dziennikarzy o inspirowanie morderstw politycznych w kraju i za granicą. Dla nikogo nie jest tajemnicą, że zanim Putin wszedł do wielkiej polityki, pracował w sowieckich tajnych służbach, gdzie zajmował się werbowaniem obywateli państw zachodnich na szpiegów i agentów Moskwy. Podejmując więc z nim takie kontakty jak spotkania w cztery oczy i tajne porozumienie, premier Tusk rozpoczął wyjątkowo ryzykowną grę.
> Gorsze wypiera lepsze
Rząd odrzucił obowiązującą podstawę prawną, a przyjął taką, która do zaistniałej sytuacji w ogóle się nie odnosiła. Z dotychczas ujawnionych informacji można wnioskować, że strona polska nie posiada żadnego dokumentu porozumienia z kwietnia 2010 r. Jest natomiast wielce prawdopodobne, znając profesjonalizm rosyjskich tajnych służb, że rozmowa taka została zarejestrowana i jej zapis znajduje się w Moskwie. Można domniemywać, że Rosja posiada twarde dowody w tej sprawie, natomiast Polska dysponuje na ten temat jedynie pamięcią swojego premiera lub innego przedstawiciela. Nie można wykluczyć, że Rosjanie mogą ujawnić przebieg tych ustaleń, jeśli uznaliby to za wskazane.
Ustne umowy są możliwe tylko między stronami, które darzą się dużym zaufaniem. Od umowy takiej nie ma bowiem możliwości odwołania. Zgodnie z polskim prawem nawet ustna umowa międzyrządowa powinna być zatwierdzona przez Radę Ministrów i ogłoszona w „Monitorze Polskim”, co w tym przypadku nie nastąpiło. Umowa ta powinna zostać także zgłoszona do ONZ, ale tego też nie uczyniono.
Ustne umowy zawsze wiążą się z większym ryzykiem, gdyż strony mogą inaczej rozumieć terminy lub ustalenia.
Zaufaniem rządu Tuska do działań premiera Putina nie zachwiał nawet fakt, że od pierwszych dni badania pojawiały się fundamentalne problemy. Np. już pierwszej nocy po katastrofie Rosjanie przeprowadzili ponoć sekcje zwłok ofiar, nie czekając na lekarzy z Polski. Nie dopuszczali nas do czynności badania (np. oblotu technicznego lotniska). Nie chcieli przekazywać dowodów i dokumentów. Prof. Żylicz jednak „istotnych trudności” w początkowym okresie nie dostrzega. Twierdzi, że pojawiły się one dopiero z czasem.
> Współpraca bezsporna
Po otrzymaniu projektu raportu końcowego MAK, obciążającego całą winą Polaków, premier Tusk oświadczył, że rosyjski projekt jest nie do przyjęcia. To uspokoiło nieco opinię publiczną, która sądziła, że rząd polski zdecydowanie przeciwstawi się rosyjskiej propagandzie. Po ogłoszeniu raportu końcowego premier mówił już tylko, że jest on „niekompletny” i zaznaczał, że nie kwestionuje jego podstawowych ustaleń. Wobec stronniczego i antypolskiego charakteru rosyjskiego raportu zgoda polskiego premiera na podstawowe ustalenia zadziwia.
Mimo nierzetelności rosyjskiego raportu rząd polski nie wszedł w ogóle w spór międzynarodowy z Moskwą, chociaż w tym przypadku nie mogło już być mowy o dobrej woli drugiej strony.
Nazajutrz po publikacji rosyjskiego raportu końcowego premier Tusk mówił, że obie strony zgodziły się na ramy prawne badania w postaci konwencji chicagowskiej, bo ta konwencja „daje nam scenariusz dalszego postępowania” i „szukania szansy na wspólne stanowisko”. Kiedy Rosjanie zamknęli badanie, premier opowiadał więc banialuki, że będziemy wykorzystywali możliwość odwołania do instytucji międzynarodowych. Takich możliwości nie ma.
Gdyby Polska wysłała skargę do Międzynarodowej Organizacji Lotnictwa Cywilnego (ICAO), nie zostałaby ona w ogóle rozpatrzona, bo organizacja ta bada tylko katastrofy samolotów cywilnych. Wbrew szumnym zapowiedziom premiera do dziś polski rząd nie odwołał się więc do nikogo. Nie opublikował nawet swojego od pół roku zapowiadanego raportu.
Jeszcze więcej do myślenia daje opinia premiera wypowiedziana nazajutrz po publikacji antypolskiego raportu rosyjskiego: „Gdybyśmy ponownie znaleźli się w dniu 11 kwietnia, to nasz tryb postępowania i przyjęte procedury byłyby identyczne, bo lepszych nie ma”. Lepszych – dla Rosji – rzeczywiście nie ma.
Źródło: